Pierwsze kroki....

blank

W zasadzie, nie pamiętam abym kiedykolwiek wychodził z pracy. Nie, nie mam tu na myśli pracoholizmu w rozumieniu takim, że "nie pracuję = nie żyję". Wydaje mi się to dość naturalnie, że nie "wychodzę" z bycia mężczyzną - no bo niby jak? Ale to tylko przykład, bo mógłbym jeszcze napisać, że nie "wychodzę" z bycia obywatelem RP, posiadaczem grupy krwi BRh+ i tak dalej. Z pracy też nie wychodziłem nigdy. Zmieniały się tylko formy jej formy. Z aktywnych na pasywne. W czasach gdy handlowałem maszynami do opakowań, to na zakupach oglądałem jak pakowane są różnorakie towary. Gdy sprzedawałem maszyny czyszczące, to przyglądałem się podłogom w różnych miejscach, czy aby czyste. Potem szukałem wokół siebie "sprawcy" zadowalającego (lub) nie stanu owych powierzchni płaskich. Dziś jestem u siebie. Ponad cztery lata. Tyle czasu już mija od chwili kiedy z wiarą westchnąłem do siebie - "Teraz będzie mniej na łbie"... Tyle czasu to westchnienie nadal jest westchnieniem, bo ze łba nie ubywa. Tyle, że nie trzymam go w paczce od makaronu, na posadzce w Centrum AlfaBetaWzgórzeOsowa ale gdzieś indziej. I wierzę też, że nie w czterech literach, bo pewnie bym tu nie zaszedł w takiej pozycji. A cholernie mi trzeba było tu zajść. Tym bardziej to widzę im dłużej tu jestem...

Zagadnienia: Rozwój, początki, poszukiwania print