W obiektywie

blank

Spotkania z dziennikarzami mogą wzbudzać mieszane uczucia. Niektórzy je kochają, inni wręcz odwrotnie. Na ekipę telewizyjną mogą czekać kwiaty i transparenty z napisami: "Witamy panią redaktor wraz z ekipą" (spotkało to moją redakcyjną koleżankę, kiedy nagrywała wywiad w jednej z podwarszawskich firm).

Jak się przygotować, by najkorzystniej wypaść przed kamerą telewizyjną.

Wszystko zależy oczywiście od tego, co sprowadza dziennikarza do rozmówcy. Czy jest to temat pozytywny, neutralny, czy krytyczny. Niezależnie jednak od tematu do każdej wizyty trzeba się przygotować.

Pierwszy kontakt

Kiedy dzwonię, by umówić się na wywiad, spotykam się z różnymi reakcjami. Często jest to przerażenie, a rozmówca w myślach zadaje sobie pytania: "Po co dzwonią? Jakaś afera? A może chcą zrobić aferę?". Inna skrajna reakcja to euforia: "Super, będę sławny, wystąpię w telewizji, zobaczą mnie znajomi, sąsiedzi, współpracownicy, dostanę awans, jeśli dobrze wypadnę". Występuje także podejście neutralne, najbardziej profesjonalne, ponieważ trzeba być przygotowanym także na najgorsze. Żeby się jednak przygotować, trzeba pytać. Podstawowe pytanie to z kim mamy do czynienia (imię i nazwisko, nazwa programu, stacja). Warto znać programy telewizyjne i wiedzieć, kiedy są emitowane, kto je prowadzi etc. Można wtedy przełamać pierwsze lody i nawiązać pozytywny kontakt z dziennikarzem. Następnie trzeba zapytać, czy chce z nami zrobić wywiad, czy zdobyć komentarz. Czy materiał będzie kręcony w studiu, w plenerze, czy w siedzibie firmy. Jak długa ma być wypowiedź? Kto jeszcze wypowie się na ten temat? Odpowiedzi na te pytania pozwolą określić, czy będziemy głównym bohaterem, stroną sporną, czy też jednym z przykładów, na którym zostanie oparta tzw. human story. Można też poprosić dziennikarza, żeby przesłał pytania e-mailem. Ja osobiście tego nie lubię, bo jestem w ciągłym ruchu i nie zawsze mam dostęp do komputera. E-mail jest jednak dobrą "podkładką" dla szefa, który ma na piśmie, kto i czego od nas chce. Dzięki e-mailowi można dokładnie przygotować się do odpowiedzi na pytania.

Wszystko zależy od formy

Kiedy zebraliśmy już wszystkie informacje od dziennikarza – czas się przygotować. Możemy zostać poproszeni o komentarz. Dotyczy on jednej, konkretnej sprawy. Występujemy wtedy w roli eksperta i musimy się wykazać, że wiemy, o czym mówimy. Nie ma nic gorszego od sytuacji, gdy okazuje się, że dziennikarz wie na dany temat więcej od nas, a my zgodziliśmy się skomentować coś tylko po to, żeby pokazać się w telewizji. Komentarzem nie jest cytowanie suchych danych statystycznych! Rolą komentatora jest określenie zależności i wpływów. Jak każda wypowiedź także komentarz musi mieć początek, środek i zakończenie. Dobrze, jeśli jest żywy, oparty na jakimś porównaniu, przysłowiu, powiedzeniu, bo wtedy przykuwa uwagę. Komentarza ani żadnej innej wypowiedzi przed kamerą nie można też recytować. To nie szkolna akademia. Jeśli trzeba zmieścić się w czasie, warto potrenować przed lustrem ze stoperem. Przygotowujemy wtedy maksymalnie trzy punkty, które chcemy omówić, i trenujemy. Musimy się pilnować, żeby nie robić głupich min. Unikamy wszelkich nienaturalnych zachowań. Jeśli zaproszono nas do studia, najprawdopodobniej zostanie nam nałożony makijaż – tylko dla naszego dobra, bo światła w studiu są bardzo silne. Żeby twarz nie była czerwona i spocona, warto nałożyć na nią trochę pudru. Jeśli okaże się, że nie ma wizażystki, a my nie mamy pudru, czasem wystarczy zwykła chusteczka higieniczna, którą trzeba przetrzeć twarz. Zasada ta obowiązuje także w przypadku innych wypowiedzi przed kamerą, gdy mamy do czynienia z mocnym światłem lub słońcem. Przy nagrywanych wywiadach nie powinniście się dziwić, jeśli w telewizji okaże się, że pytanie, które dziennikarz zadał nam na końcu, znalazło się na początku lub w środku, a rozmowa wygląda nieco inaczej, niż miało to miejsce. Takie są prawa telewizji, gdzie czas to pieniądz. Program ma swoje ramy czasowe, dlatego niekiedy trzeba skracać nakręcony materiał. Żeby widzowie nie zmienili kanału, rozmowa musi być dynamiczna i ciekawa, a obraz doskonały. Kamera wyłapuje też wszystkie emocje, tiki nerwowe, tupanie nogą czy bębnienie palcami. Nie wiadomo, co zarejestruje kamera. Czasami dochodzi też do różnych manipulacji – dopuszczają się ich nieprofesjonalni dziennikarze. Wtedy można podać stację telewizyjną do sądu za zmanipulowanie naszej wypowiedzi. Wywiad może być nadawany na żywo. Wtedy nie można nic powtórzyć, trzeba więc bardzo uważać na to, co się mówi i co się robi. Adrenaliny jest więcej, większe są też emocje. Jeśli w programie występuje kilka osób, powinniśmy w odpowiednim momencie zabrać głos – żeby nie okazało się, że program się skończył, a my powiedzieliśmy jedynie dzień dobry i do widzenia. Możemy zostać poproszeni także o udział w reportażu, który z zasady budzi emocje. Jest to najbardziej subiektywna forma wypowiedzi telewizyjnej. Jej najważniejsze cechy to autentyzm i osobisty stosunek autora do bohatera. Powinien on zawierać dokładny opis środowiska i charakterystykę postaci. Autor wykorzystuje wiele źródeł, takich jak: wypowiedzi świadków, dane liczbowe, dokumentacja, które mają przekonać odbiorcę o autentyczności opisywanego zdarzenia. W reportażu można wystąpić jako bohater lub strona konfliktu. Wykorzystuje się w nim najdłuższe, nagrywane wypowiedzi.

Burza mózgów

Po dawce teorii czas przejść do praktyki. Jeśli wiemy już, na czym polega kontakt z kamerą, trzeba przygotować odpowiedzi i przemyśleć strategię. Dziennikarz najprawdopodobniej nie zada tylko tych pytań, które przesłał, dlatego należy być przygotowanym na to, że padną pytania podobne, a czasem poruszy zupełnie inne kwestie. Zależy to od sytuacji. Jeśli mamy do czynienia z sytuacją kryzysową – trzeba być przygotowanym na trudne pytania, nawet jeśli dziennikarz obiecał, że nie będzie ich zadawał. Przed spotkaniem z nim warto zebrać się w kilka osób, zrobić burzę mózgów i zastanowić się, jakie pytania może zadać dziennikarz, oraz przygotować odpowiedzi. Pozwoli to wybrnąć nawet z najtrudniejszej sytuacji. Jeśli jednak padnie pytanie, którego nie przewidzieliśmy, a dziennikarz nie prosił, żebyśmy przygotowali na nie odpowiedź, zawsze można powiedzieć, że nie było go na liście. Czasami spotykam się z takimi sytuacjami, głównie w ministerstwach. Często zmieniający się tam rzecznicy mają dodatkowy atut: mogą powiedzieć, że pracują od niedawna i nie zdążyli się jeszcze zapoznać ze szczegółami sprawy. Wtedy proszę o przygotowanie informacji na piśmie, ale to już nie to samo. W telewizji najważniejszy jest przecież obraz i dźwięk. Dziennikarz, zwłaszcza ekonomiczny, pyta też o różne dane statystyczne. Najlepiej je wydrukować lub przesłać e-mailem. W wypowiedziach do kamery należy jednak unikać liczb – widz ich nie zapamięta, a ponadto lepiej wyglądają w tabelce przygotowanej przez telewizyjnych grafików. Jeśli już musimy podawać liczby, najlepiej podziałać na wyobraźnię widza: "Do pracy w Wielkiej Brytanii wyjechało 250 tys. Polaków. To prawie tyle osób, ile mieszka w Kielcach", "Na jeden metr kwadratowy mieszkania w Warszawie Polak z minimalną pensją musi zarabiać przez sześć miesięcy" czy "Przeciętny przedszkolak spędził przed telewizorem pięć tysięcy godzin. To więcej, niż potrzeba, żeby zaliczyć pięcioletnie studia".

Wygląd – połowa sukcesu

Z badań przeprowadzonych przez amerykańskich telewidzów wynika, że u 55 proc. badanych wrażenie, jakie robi na nich druga osoba, zależy od jej wyglądu, czyli ubioru, postawy, wyrazu twarzy, kontaktu wzrokowego i innych elementów języka ciała. U 38 proc. zależy ono od barwy głosu, sposobu mówienia, tempa i wymowy. Tylko 7 proc. zwraca uwagę na to, co mówimy. Można zapytać, po co wcześniej tak długo rozpisywałem się o tym, jak mówić, skoro jest to stosunkowo mało ważne. Myślę jednak, że w biznesie proporcje te się trochę wyrównują. To, co mówimy, jest równie ważne jak nasz wygląd. Nie można jednak przesadzać – ubranie musi być przede wszystkim dobrze dopasowane i wyprasowane. Każde zagniecenie będzie w telewizji o wiele bardziej widoczne. Kamera nie znosi kratek, prążków i cienkich pasów. Na ekranie powstaje wrażenie, że te wzorki "chodzą". Należy także unikać bardzo jaskrawych kolorów, również biel nie zawsze jest odpowiednia. Zbędne są agresywne dodatki, które mogą rozpraszać: duże wiszące kolczyki z pewnością bardziej przykują uwagę widza niż nasza wypowiedź. Czerwona szminka to także nie najlepszy pomysł. Jeśli ktoś poważnie myśli o wystąpieniach przed kamerą, warto zainwestować w poradę stylisty, który opracuje indywidualny zestaw strojów w zależności od okazji i zasobności portfela. Dla firmy lub polityka jest to wydatek, który na pewno się zwróci. Należy jednak uważać przy wyborze stylisty – nawet jeśli ktoś mówi, że nim jest, nie musi oznaczać, iż umie dobierać stroje do wystąpień telewizyjnych.

Plan na celowniku

Wreszcie dochodzi do spotkania z dziennikarzem. Warto zaproponować miejsce, gdzie można nagrać wypowiedź. Niech tylko nie będzie to sala konferencyjna, w której są same białe ściany. Plan w ciasnym pokoju, przy biurku i komputerze, też nie jest ciekawy. PR-owcy chcą, żeby w tle znalazło się logo firmy, ale nie zawsze jest to dobry pomysł. Nie należy spierać się z dziennikarzem, że logo koniecznie powinno być widoczne. W TVP uznano by to za kryptoreklamę, a materiał zostałby zdjęty z anteny. Po co więc przysparzać kłopotów sobie i dziennikarzowi? Najlepiej, jeśli z tyłu coś widać: pracę ludzi, ładną perspektywę całego biura, elegancki korytarz. Jeśli nie da się wybrać nic ciekawego, a jest ładna pogoda, można zaproponować zdjęcia na zewnątrz. Gdy wybierzemy już scenerię, można zapytać dziennikarza, w jakim kadrze będziemy filmowani. Dzięki tej informacji możemy odpowiednio stanąć i ułożyć ręce. Będziemy filmowani w jednym z planów: amerykańskim (od kolan do głowy), średnim (od pasa w górę), w półzbliżeniu (popiersie) lub w zbliżeniu (sama głowa). W planie amerykańskim najlepiej gestykulować, używać mowy ciała. Istnieje jeden warunek – musimy umieć to robić. Każdy chaotyczny ruch, kiwanie się i rozproszony wzrok będą powodowały wrażenie, że jesteśmy niewiarygodni, coś zmyślamy. Podobnie jest w przypadku planu średniego. W półzbliżeniu i zbliżeniu uwagę koncentrujemy na spojrzeniu i ustach. Powinniśmy spoglądać w jednym, wskazanym przez dziennikarza kierunku. Można utrzymywać z nim kontakt wzrokowy lub patrzeć do kamery. W tym planie najlepiej stanąć w lekkim półrozkroku. To zablokuje nasze ciało i uniemożliwi kiwanie się.

Do powtórki

Najczęściej pytań dziennikarza nie słychać w już gotowym materiale, dlatego trzeba odpowiadać pełnymi zdaniami. W wypowiedziach źle brzmi wyliczanie i odwoływanie się do swoich poprzednich wypowiedzi, ponieważ nie wiemy, który fragment wykorzysta dziennikarz. Możemy mieć jednak pewność, że będzie to nie więcej niż 5 do 30 sekund, czasami nieco więcej, jeśli jest to wypowiedź do reportażu lub wywiad. Za każdym razem trzeba pamiętać o zatrzymaniu spojrzenia i mimiki twarzy przez 3 sekundy od skończenia wypowiedzi – tak jak robią to prezenterzy telewizyjni. Wtedy bez szkody dla rozmówcy dziennikarz może zrobić cięcie w odpowiednim miejscu. Nie należy się też przejmować, gdy coś nie wyjdzie (oczywiście tylko wtedy, gdy jest to nagranie), zawsze przecież można powtórzyć odpowiedź. Często proszę, by moi rozmówcy powiedzieli coś jeszcze raz, jeśli słyszę, że mogą zrobić to lepiej i krócej – choć może to być dla niektórych męczące. Robię to jednak nie tylko w swoim interesie (ciekawsza wypowiedź i prostszy montaż), powinno na tym zależeć też osobie, która się wypowiada. Dzięki temu ma pewność, że dobrze wypadnie. Przekona się o tym dopiero w telewizji, gdyż ekipy najczęściej nie mają potrzebnego sprzętu, żeby można było obejrzeć materiał od razu. W telewizji nie ma obowiązku autoryzacji materiałów – autoryzować można cytaty w materiale prasowym. Jeśli jednak dziennikarz przemontuje wypowiedź, można domagać się sprostowania. Podstawowe pytania, na które muszę sobie odpowiedzieć przed spotkaniem z dziennikarzem: – Co dziennikarz chciałby ode mnie usłyszeć? – Co powinien usłyszeć? – Jak zostanie odebrane przez widzów to, co mówię? – Co potrafię powiedzieć lepiej niż inni? Wrażenie, jakie robimy na innych, zależy od tego: co widać (ubiór, postawa, wyraz twarzy etc.) – 55 proc. jak słychać (barwa głosu, tempo mówienia) – 38 proc. co słychać (przekazywana treść) – 7 proc. źródło: Badania amerykańskiego psychologa Alberta Mehrabiana Na tym koniec krótkiego kompendium wiedzy o pracy z kamerą i dziennikarzem. Najważniejsza jest praktyka, która, jak wiadomo, czyni mistrza. Im więcej wystąpień przed kamerą – tym lepiej będą nam wychodzić.

Zagadnienia: autoprezentacja, wystąpienia publiczne, prezencja, budowanie wizerunku print