Super-NASK – super-monopol

blank

Druga Rzeczpospolita była krajem monopoli: spirytusowego, hazardowego, czy zapałczanego (produkującego zapałki, którymi często nie dało się nic zapalić). Wraz z nadejściem demokracji, umożliwiającej konkurencję, dawne zakłady padły - nie wytrzymały dłużej niż kilka lat, oczywiście, poza tymi pod państwową ochroną (zasilanymi przez podatników), co jakiś czas zadziwiającymi kolejnymi aferami i drażniącymi wysokimi cenami swoich produktów i usług. Kolejne rządy lepiej lub gorzej prywatyzują przedsiębiorstwa dlatego myślałem, że monopole mamy za sobą. Z tego przyjemnego snu obudził mnie dr Andrzej Bartosiewicz, szef działu domen NASK-u. W swoim blogu opublikował on kilka tygodni temu wpis, który miał na celu wysondować, jaki będzie odbiór nowego pomysłu naszego narodowego rejestratora domen. Pomysł ten dotyczy stworzenia hurtowego kanału sprzedaży domen dla tych, którzy chcieliby sprzedać je na wtórnym rynku. Ze strony potencjalnych kupujących byłoby to proste: wstukując nazwę domeny: 1. Jeśli jest wolna - rejestrujemy ją; 2. Jeśli jest zarejestrowana i wystawiona na sprzedaż – otrzymujemy informację o cenie domeny oraz możliwość kupienia domeny, jeśli nas nie stać, szukamy dalej tańszych domen. Wygodne, owszem, jednak właściciel domeny na sprzedaż musiałby się w takiej sytuacji zobowiązać, że nie sprzeda jej innym kanałem. No, i cena byłaby ustalona wcześniej – bez możliwości negocjacji. Nie to jednak jest najważniejsze, bo przecież takie rozwiązania są wdrażane przez partnerów NASK, którzy od kilku lat konkurując ze sobą na wtórnym rynku wymyślają coraz to nowe udogodnienia, często nowatorskie rozwiązania (kto nie wie, powinien dla porównania zarejestrować sobie choć jedną domenę w NASK, a potem spróbować trochę nią pozarządzać - faxy, listy polecone i pieczątki, bez tego ani rusz, chciałoby się powiedzieć „jak za dawnych lat”). NASK jako jednostka państwowa i nadrzędna nic nie ryzykując przygląda się, co dzieje się na rynku domen, bada go (bo jest też z nazwy jednostką badawczą) a następnie swoim, tak zwanym „partnerom” zabiera najintratniejsze wynalazki. Obserwując poczynania NASK – te już dokonane i te, które obecnie są planowane, łatwo można przewidzieć, że plany, przedstawione przez dr Bartosiewicza to kolejny krok w celu zgarnięcia śmietanki domenowej nie tylko rynku pierwotnego, ale całego rynku polskich domen. Partnerzy NASK są już teraz partnerami tylko z nazwy, a monopolista w niedalekiej przyszłości wyciśnie ich jak cytrynkę nie pozostawiając złudzeń. Baj Baj niskie ceny domen, baj baj wsparcie techniczne i promocyjne – witajcie nowe kary za każde zapytanie do serwera NASK.Nietrudno też przewidzieć, że ten krok to tylko przymiarka do przejęcia przechwytywania domen wygasających i kolejnych profitów z tym związanych. Takie rozwiązanie, jeśli zostanie wdrożone, zagrozi egzystencji większości firm, zajmujących się wtórnym rynkiem domen. NASK Stanie się super-monopolistą. A monopol jeszcze nigdy nie przyniósł niczego dobrego dla gospodarki. Nie widzę żadnych korzyści z przejęcia wtórnego rynku domen przez NASK. Oprócz oczywiście korzyści finansowych dla samego pomysłodawcy. Na razie to tylko sugestia przekazana nieoficjalnym kanałem, jestem jednak niemal pewien, że temat powróci. Warto więc śledzić, co się o tym pisze. Ciekawe, jakie rzekome korzyści wymyśli NASK, żeby zyskać zwolenników dla swoich planów, czy będzie liczył się z ich opinią… mniej ciekawy wydaje się krajobraz rynku wtórnego za kilka lat – po wkroczeniu na niego NASK.

Zagadnienia: Internet, IT, biznes, domeny print