Nie ufać umowie?

Umowa

Tak jak większość prawników specjalizujących się w obsłudze transakcji na rynku IT, często podkreślam wagę zawierania odpowiednio skonstruowanych umów, starannie opisujących planowane działania.

Znakomita przewaga sporów związanych z procesami wdrożeniowymi wynika bowiem właśnie z niejasno skonstruowanych kontraktów i nieprecyzyjnie określonych oczekiwań i zobowiązań stron.

Tym niemniej, kontrahenci nie powinni pokładać nadmiernej ufności w zawierane umowy - niestety, jak wynika z obserwacji rynku, zapisy umowne są dość często łamane. Przeważnie wynika to z nierealistycznych założeń konkretnych postanowień, lecz zdarzają się również przykłady umyślnego wyrządzania szkody. Dobrym przykładem tej drugiej kategorii jest głośny przypadek rzekomego wykradania kodów należących do teksańskiej spółki 2FA przez firmę Passlogix, należącą do koncernu Oracle.

Reputacja (niekiedy) nie gra roli

Firmy 2FA i Passlogix były partnerami biznesowymi – współpracowały przy opracowywaniu rozwiązań z zakresu bezpieczeństwa informatycznego. Zgodnie z umową, Passlogix miał ograniczony dostęp do kodów 2FA i nie miał prawa do tworzenia produktów konkurencyjnych do tych sprzedawanych przez 2FA.

Jak twierdzi teksańska korporacja, spółka Passlogix kontrakt po prostu złamała. Sprawa trafiła do sądu, przed którym 2FA domaga się od byłego partnera odszkodowania w wysokości 100 milionów dolarów. Jeżeli oskarżenia okażą się zasadne, spółka zapewne otrzyma przynajmniej część żądanych pieniędzy, lecz proces trwać będzie najprawdopodobniej kilka lat.

Przykład ten ilustruje dwa istotne problemy. Po pierwsze – umowa nie przeszkodziła w powstaniu sporu, pomimo iż obie jej strony to szanowane spółki z dużym kapitałem. Po drugie – spór trafił do sądu, co oznacza, iż obie firmy naraziły się na długie i kosztowne postępowanie. Nawet jeżeli po werdykcie jednej ze stron zostaną zwrócone koszta, nastąpi to dopiero po kilku latach od ich rzeczywistego poniesienia. Należy pamiętać, iż wiele firm nie dysponuje odpowiednimi środkami potrzebnymi do prowadzenia długich sądowych batalii.

Kary umowne lekarstwem?

W wielu umowach związanych z informatyką napotkać można liczne postanowienia określające kary umowne; odnieść można wręcz wrażenie, że kara umowna jest cudownym lekarstwem na bolączki umowne. Niestety, nic bardziej mylnego.

Po pierwsze, kara umowna działa na zasadzie warunkowej – jeżeli strona A dokona jakiejś czynności (lub jej zaniecha), będzie musiała wypłacić określoną sumę stronie B. Problem w tym, iż udowodnienie "zawinionej" czynności strony A nie jest zawsze zadaniem prostym. A to oznacza, że przed otrzymaniem z pozoru automatycznie wypłacanej sumy trzeba będzie przejść przez proces sądowy lub arbitrażowy.

Po drugie, kara umowna może być wypłacona tylko przez kontrahenta, z którego można odpowiednią sumę zwindykować. O ile zawieranie umów z dużymi korporacjami gwarantuje przeważnie, iż będą one mogły wypłacić zasądzone kwoty, o tyle wiele mniejszych firm może nie być w stanie tego dokonać.

Rozsądek i rozwaga

Jedyną prawdziwą odpowiedzią na pytanie o gwarancję bezpieczeństwa w transakcjach jest stwierdzenie, iż takowej po prostu nie ma. Powodzenie współpracy zależy od wielu rzeczy, zaś jedną najważniejszych z nich jest (niestety mało przewidywalny) "czynnik ludzki". Można jednak zabezpieczyć się na jak największej ilości płaszczyzn: opracować rozsądną umowę, która promuje współpracę zamiast antagonizmu, zapoznać się z referencjami i sytuacją finansową rozważanych kontrahentów, a następnie temu wybranemu dać jak najmniej okazji do złamania umowy.

Zagadnienia: ryzyko prawne, spory sądowe print