Być rodzicem to za mało - Coaching rodzicielski

blank

Jakim jesteś rodzicem dla swoich dzieci? Jakim chciałbyś być? Jak wyobrażasz sobie więź ze swoim dzieckiem za 5, 10 czy 15 lat? Czy zadajesz sobie w ogóle takie pytania? Możesz je usłyszeć od coacha, który nauczy cię, jak być trenerem dla własnego dziecka, już od pierwszych dni jego życia. Być tylko rodzicem, to dziś za mało. Trzeba być rodzicem świadomym. Niedawne (marzec 2010) badania prof. Jacka Kurzępy ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej wykazały, że polskie dorastające dzieci chcą spędzać z rodzicami więcej czasu. Brakuje im rozmów, wspólnych wyjść do kina i wakacji. Ale co ważniejsze - brakuje im relacji i porozumienia. Obie badane strony, rodzice i dzieci, nie znają wzajemnych oczekiwań i zakładają, że druga strona nie chce spędzać z nimi więcej czasu. Powyższe dane potwierdzają wcześniejsze o kilka miesięcy (jesień 2009) wyniki raportu pn. „Badania rodziców 2009” przeprowadzonych przez MillwardBrown SMG KRC. Czytamy tam, że „rodzicom wydaje się, że dzieci spędzają więcej czasu w domu, niż twierdzą to same dzieci” oraz „rodzice słabo orientują się w tym, co robią i czego doświadczają poza domem ich dzieci”. Ponadto polscy rodzice mają wysokie oczekiwania edukacyjne w stosunku do swoich dzieci – „ogromna większość (dwie trzecie) spodziewa się, że ich dziecko ukończy szkołę wyższą”. Rozbieżność wzajemnych oczekiwań zazwyczaj wynika z braku komunikacji. Brak komunikacji - z niepełnych relacji. Rodzice myślą życzeniowo, bo nie mieli czasu albo chęci poznać własne dzieci. Z pomocą w budowaniu tych więzi i podążaniem za prawdziwymi potrzebami dzieci przychodzi parent coaching – coaching rodzicielski. Od lat stosowany z powodzeniem na świecie, właśnie wkracza do Polski. Jesienią rusza w Krakowie Szkoła Coachów Rodzicielskich. Wyszkoleni w niej trenerzy będą później uczyć rodziców, jak stymulować rozwój ich dzieci. ABECADŁO Coaching jako metoda pracy z rodzicami pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, powszechnie stosowany jest także w Wielkiej Brytanii. Nie jest tylko zjawiskiem, chwilowym trendem, ale stylem życia dla wielu amerykańskich i angielskich rodzin. Pracownia Psychologiczna Elżbiety Sołtys w Krakowie chce czerpać z wiedzy i doświadczenia amerykańskich kolegów. – Korzystamy z materiałów sprowadzonych z USA – mówi Judyta Andrijew, koordynator projektu Szkoły Coachów Rodzicielskich. – Metody nie są nowe, ale w Polsce dotąd nie były szeroko znane. Właścicielka Pracowni, śp. Ela Sołtys, zachwyciła się efektami programu ABECADŁO, który przyniósł w USA znakomite rezultaty i postanowiła zaadaptować go w Polsce. „Abecedarian Project” realizowany w Północnej Karolinie od początku lat 70- tych ubiegłego wieku przez zespół psychologów pod kierownictwem Dr. Joseph’a Sparling’a, okazał się bardzo skuteczny w rozwoju dzieci, co potwierdziły wieloletnie badania. Dzieci biorące udział w projekcie osiągały znacząco wyższe wyniki w zakresie inteligencji (w tym językowej), czytania i matematyki oraz kompetencji społecznych. - Celem amerykańskich psychologów było wyrównanie szans edukacyjnych dzieci z zagrożonych środowisk oraz przeciwdziałanie opóźnieniom rozwojowym – opowiada Judyta Andrijew. - Opracowano zestaw stymulujących „gier edukacyjnych” oraz nowatorską metodę „interaktywnego czytania”. W projekcie wzięła udział ponad setka dzieci w wieku od 6 tygodnia do końca 5 roku życia,, przeważnie z rodzin afroamerykańskich, wychowywane przez samotne, młodociane matki o niskim poziomie wykształcenia, osiągające w testach inteligencji wyniki z dolnej granicy normy. Po ukończeniu przez uczestniczące w projekcie dzieci 5 roku życia, śledzono ich dalsze losy oraz przebieg edukacji, aż do ukończenia 21 roku życia i porównywano wyniki z rezultatami rówieśników. Efekty zaskoczyły samych twórców „Abecedarian Project”. Okazało się, m.in., że w późniejszych latach osoby objęte programem zdecydowanie rzadziej niż rówieśnicy z grupy kontrolnej wchodziły w konflikt w prawem, zażywały narkotyki czy nadużywały alkoholu. Zdobywały wyższe wykształcenie i zatrudnienie na odpowiedzialnych stanowiskach. Także matki dzieci uczestniczących w ABECADLE kontynuowały edukację i zdobywały lepszą pracę. LEPSZA INWESTYCJA NIŻ INTERWENCJA Po pomoc do poradni i gabinetów psychologicznych czy pedagogicznych rodzice zwracają się, gdy już jest bardzo źle, gdy nie radzą sobie z emocjami własnymi i swoich dzieci. Coaching rodzicielski może sprawić, że interwencje nie będą potrzebne, bo jeśli polscy rodzice nauczą się, jak właściwie postępować z dzieckiem od urodzenia, jest duża szansa, że unikną problemów wychowawczych w kolejnych latach. - Wnioski do jakich doszli amerykańscy badacze wskazują, iż wczesna edukacja ma znaczący wpływ na dalszy rozwój dzieci – przekonuje Andrijew. - Dodatkowo wielką wartością programów edukacyjnych włączających rodziców w pracę z ich dziećmi jest korzystny wpływ na umacnianie więzi rodzic-dziecko, budowanie prawidłowych relacji, wzmacnianie ich kompetencji rodzicielskich oraz motywowanie do pracy nad własnym samorozwojem. Jeśli zainwestujemy w rozwój dziecka od narodzin, zwiększymy szansę, że w latach szkolnych i w czasie dojrzewania interwencje pedagogów czy psychologów nie będą konieczne. - Inne kraje europejskie już dawno odkryły, że warto w dzieci inwestować – mówi psycholog i trener Marta Kowalczuk. – W Polsce mamy trochę trudniej, bo przez wiele lat odpowiedzialność za dzieci była rozmyta, spychana przez szkołę na rodziców, przez rodziców na szkołę, na system, nie mieliśmy też dostępu do zachodnich metod. Ale teraz mamy i wiemy, że to działa. Spotykamy się w małych grupach - z dwojgiem, trojgiem rodziców i ich malutkimi dziećmi – kilkumiesięcznymi, rocznymi czy dwuletnimi. Uczymy ich, jak być coachem dla swoich dzieci. OFERTA SZKOLENIOWA CZY STYL ŻYCIA? Czy coaching rodzicielski jest kursem miłości do własnych dzieci? Coś w tym jest… Bo dobrze wychowane, zaopiekowane dziecko zaczyna się od wychowanego, świadomego rodzica. Zmiana zachowań u rodzica wyzwala zmianę zachowań u dziecka. Na świecie coaching dla rodziców ma wiele odmian, w Anglii np. organizuje się spotkania dla rodziców szukających wsparcia, gdy już nie radzą sobie z dziećmi. Problem jest na tyle duży, że zajęło się nim państwo - w większości programy są społeczne, finansowane przez rząd. Ale to pewnie dlatego, jak zauważa psycholog z Oxfordu Agnieszka Pasek , w Anglii dzieci nie słuchają rodziców, a rodzice nie wpierają swoich dzieci w rozwijaniu postrzegania świata. – Tu jest coaching głównie dla dzieci, którym źle idzie, albo częściej dla rodziców, którzy nie opiekują się dziećmi wystarczająco dobrze – mówi Agnieszka Pasek. - Jest kilka ciekawych podejść - Parenting Classes, Parenting Skills, Parent Support, treningi grupowe I indywidualne, prowadzone przez social workerów albo przez innych rodziców lub przez terapeutę, albo przez jakąś organizację pracującą na rzecz dzieci. W każdym regionie, takim jak np. Oxford i pobliskich miejscowościach, pewnie kilkaset osób rocznie zapisuje sie na jakiś trening rodzinny. To tutaj dość powszechne. Agnieszka Pasek mówi, że bardzo popularny jest trening Webster Strattona – krótki kurs 10 spotkań dla rodziców, grupowo ub indywidualnie, polegający na dostrzeganiu i koncentrowaniu się na dobrych stronach swoich dzieci i omawianiu tego coachem. – Chodzi tu o uważność i koncentrację na swoim ziecku, dostrzeganie zmian w zachowaniu, sprawdzaniu reakcji: czy dzieci się cieszyły, czy złościły – opowiada Pasek. - Uczymy rodziców zmiany zachowań, które wyzwolą również zmianę zachowań u dzieci, kładzie się nacisk na to, by rodzice okazywali dzieciom, jak bardzo ich cieszą zmiany u synów i córek na lepsze. Nie jest to nic nadzwyczajnego, ale często przynosi efekt u dzieci w wieku 1-10 lat. Największym angielskim programem społecznym jest Sure Start (Pewny Start) zwracający uwagę na fakt, że jeśli dziecko do 5., 6. roku życia nie zostanie prawidłowo stymulowane do rozwoju, będzie mieć później gorsze szanse w życiu. - Przeznacza się na te programy wiele pieniędzy, w każdym mieście jest co najmniej kilka ośrodków oferujących udział w programie Sure Start – mówi Pasek. – Dostępne są dla wszystkich chętnych, korzystają z nich i pełne rodziny, i samotne matki. W programie udział biorą całe armie wolontariuszy asystujących rodzinom. Są „przyjacielem” w domach, w których być może nie ma prawdziwych przyjaciół – pomagają w obowiązkach domowych, robią zakupy, towarzyszą w codziennych zajęciach. To wszystko finansuje państwo. W Polsce niezwykle wartościowym działaniem wspierającym rodziców jest, już od lat, Szkoła dla Rodziców i Wychowawców oparta o metodę Faber i Mazlish (m.in. książka: „Jak mówić żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły” Adele Faber i Elaine Mazlish) – podobna do angielskiego treningu Webster Strattona. Szkołę tę prowadzi Centrum Metodyczne Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej, placówka doskonaląca nauczycieli, powołana przez Ministra Edukacji Narodowej. Ale szkół dla rodziców, szkoleń dla rodziców wciąż nie ma. KOMPETENTNY RODZIC, SZCZĘŚLIWE DZIECKO Coaching rodzicielski, szeroko stosowany w krajach zachodnich, w Polsce dostępny i stosowany póki co jedynie instytucjach komercyjnych, wpływa na relacje w całej rodzinie, uczy wszystkich jej członków uważności na drugiego człowieka, co pozwala budować prawdziwe, a nie życzeniowe relacje. Metoda nie nakłada też na dzieci i rodziców dodatkowych obowiązków, czy wysiłku. - To są proste ćwiczenia – mówi Marta Kowalczuk z Pracowni Psychologicznej. – Relaksacja, masaże, muzykoterapia, kontakt z dzieckiem pozawerbalny, np. przez dotyk, unoszenie, kołysanie. Klucz tkwi, po pierwsze w świadomości, po drugie w konsekwencji stosowania. Zadaniem rodzica jest poznać metodę, czy ćwiczenie i konsekwentnie to z dzieckiem powtarzać, żeby przekonać się za jakiś czas, jaki rezultat osiągnął. To wszystko. Co można zobaczyć u trzytygodniowego dziecka? Np. to, że nawiązuje się relacja, przekonuje Anna Gużda, pedagog rodzinny, która zapisała się do Szkoły Coachów Rodzicielskich. –To wszystko dzieje się w zabawie, nie trzeba poświęcać dodatkowego czasu. Dla wielu rodziców będzie to naturalna reakcja, dotykiem i masażem możemy dziecko rozluźnić, uspokoić ale także świadomie tworzyć z nim bliskość, więź. Ta wiedza u rodziców nie zawsze jest intuicyjna, coach rodzicielski pomaga im to dostrzec, ale już konsekwencja w stosowaniu metody zależy od rodzica. RODZIC JAKO EKSPERT To rodzic, nie coach, wciąż pozostaje głównym ekspertem w sprawach swoich dzieci. To on wie najlepiej, czego potrzeba jego dziecku, to on zna jego reakcje najlepiej, to on będzie dla niego najlepszym nauczycielem, coachem, trenerem. Ważne, by zdobył kompetencje i większą świadomość siebie. Bo rodzicielstwo to dziś prawdziwe wyzwanie. Rozwija się jak każda inna dziedzina życia i nauki, i dobrze - bo nie ma chyba nic piękniejszego i ważniejszego, niż stwarzać warunki do rozwoju szczęśliwych ludzi. Z kilkudniowym niemowlęciem można się już „komunikować”, nie wystarczy go tylko pielęgnować. – Rodzice często mają trudność z interpretowaniem sygnałów wysyłanych przez ich maluszka – mówi Andrijew, koordynator projektu Szkoły Coachów Rodzicielskich - By nie zginąć wśród mądrych, ale często sprzecznych rad z poradników, trzeba słuchać własnego instynktu oraz – co najważniejsze - własnego dziecka. Czyż nie byłoby pięknie, gdyby po świecie chodziło więcej spełniających się w swej roli rodziców oraz ich szczęśliwych, otoczonych miłością dzieci? Pewnie, że byłoby pięknie! W tym wszystkim warto jednak pamiętać, że nawet najlepszy coaching nie zastąpi mądrej miłości rodziców do dziecka – może ją tylko wzmocnić. RENATA MAZUROWSKA WWW.wpelnidnia.pl

Zagadnienia: coaching, trener, coach, rodzicielski print