Zarządzanie Organiczne - Najprostsza teoria zarządzania

blank

Sam nie wiem czemu, ale wczoraj, nie wiadomo skąd, przyszła mi do głowy pewna myśl. Może pod wpływem czegoś co zobaczyłem w telewizji a może tak po prostu. Sam nie wiem. Uświadomiłem sobie, że każda organizacja (firma prywatna, państwowa etc.) jest odzwierciedleniem zależności jakie funkcjonują w naturze - od zależności jakie funkcjonują pomiędzy pojedynczymi komórkami w organizmie do zależności jakie panują między poszczególnymi organizmami w środowisku naturalnym. Sam nie wiem czy to jest odkrywcze, czy może oczywiste, ale chciałbym, mimo to, rozwinąć tą myśl. I oczywiście będę wdzięczny za każdy komentarz. (I przepraszam za chaos tej wypowiedzi, ale jeszcze ciężko ubrać mi wszystko w słowa. Jeszcze sobie wszystko porządkuję.) Tą teorię nazwałem ZARZĄDZANIEM ORGANICZNYM. Co przez to rozumiem? Zarządzanie organiczne - zarządzanie oparte na założeniu, iż każda organizacja działa i funkcjonuje jak żywy organizm (dosłownie). Procesy i relacje zachodzące w organizacji są odzwierciedleniem procesów i relacji zachodzących w naturze. Organizm składa się z komórek (pomińmy kwestię atomów etc. bo to za bardzo komplikuje), które żyją w symbiozie. Każdy pracownik, niezależnie od stanowiska, jest jak pojedyncza komórka większego organizmu. Aby organizm działał prawidłowo należy dostarczać mu pożywienia, karmić komórki, dostarczać im składników odżywczych wpływać na nie za pomocą różnych narzędzi (leki, witaminy, sport, zdrowy tryb życia etc.) a one za to będą coraz to bardziej wydajne. Należy trenować organizm a przez to zapewniać poszczególnym komórkom właściwe środowisko do prawidłowego funkcjonowania. Jak w każdym żywym organizmie komórki giną i są zastępowane nowymi, dzielą się i ... mutują (choć to bardzo długi proces). Tak w końcu następuje ewolucja całych organizmów. Ewolucja człowieka to tak naprawdę trwający setki tysięcy lat proces, w którym następowały drobne i powolne mutacje (w pozytywnym znaczeniu tego słowa), bo tak to trzeba nazwać mimo negatywnego wydźwięku tego słowa. A wszystko zawsze zaczynało się od pojedynczej komórki, która mutowała, następnie dzieliła się i tak powoli, stopniowo przeobrażał się cały organizm (oczywiście to trwało całe pokolenia) po to aby być wydajniejszym, lepszym, silniejszym. W procesie występowały też i "złe" mutacje, ale one nigdy nie przetrwały i natura w sposób naturalny doprowadzała do wyginięcia organizmów, które były efektem ewolucji prowadzącej w ślepy zaułek. (Oczywiście specjalistą od teorii Darwina nie jestem dlatego proszę mi wybaczyć nieścisłości, ale tu raczej chodzi o ideę a nie o szczegóły przyrodnicze) I teraz proszę to wszystko przełożyć na funkcjonowanie każdej organizacji. Pracownicy to komórki, organizacje to systemy komórek będących wzajemnie w symbiozie organizacje to organizmy funkcjonujące w naturze. Jak w każdym organizmie proces wymiany komórek jest nieustanny. Stare lub chore obumierają i są zastępowane nowymi. Komórki dzielą się i mutują, nieustannie. Tak samo w każdej organizacji, pracownicy przychodzą i odchodzą, naturalnie lub są (znowu prosze mi wybaczyć dosłowność) usuwani z powodu braku efektywności, lub z innych przyczyn, które sprawiają , że nie pasują do reszty systemu – np. firmy. I tu można by powiedzieć, że to oczywiste i nie ma w tym nic godnego uwagi, ale co jeśli to podejście do rozumienia funkcjonowania organizacji wykorzystamy w zarządzaniu? Zanim jednak do tego przejdę odpowiem na pytanie – po co to wszystko? No cóź, mi zawsze wiele pomagało graficzne przedstawianie sobie różnych procesów – na grafach, diagramach itd. Gdy myślę o strategii działania, lub staram się rozwiązać jakiś problem organizacyjny zawsze staram się wszystko sobie rozrysować na jednej kartce. Robię strzałki, kwadraciki, kółeczka i w ten sposób tworzę sobie w głowie prostą strukturę (Strategy Framework). Jeśli coś nie mieści się na jednej stronie A4 tzn. , że nie jest dobre. Najlepsze rozwiązania są najczęściej najprostsze. I chyba tak samo było z pomysłem pt. „Zarządzanie organiczne“. Chyba chciałem sobie stworzyć w głowie swój własny model, dzięki któremu intuicyjnie będę rozumiał/czuł funkcjonowanie firm (czy model jest zły czy dobry to już inne pytanie, najważniejsze, że pomaga). I wracamy do meritum... Jak ten sposób myślenia przełożyć na zarządzanie organizacją? Moim zdaniem jest to dosyć proste. Każdy z nas zna się na podstawach biologii i przyrody na tyle dobrze, aby zasady tam panujące wykorzystać w zarządzaniu organicznym. Trzeba tylko na nie patrzeć w sposób bardzo elastyczny i trochę z przymrużeniem oka. Pytanie, które się od razu nasuwa to to kto w naturze jest tym menadżerem, kierownikiem ,dyrektorem czy jak to zwał? Jest nim sama natura, która doszła do perfekcji w zarządzaniu, ale osiągnięcie jej zajęło kilka ładnych milionów lat. Choć może to jeszcze nie koniec procesu... Zacznijmy od przykładu. Każda firma musi zadawać sobie pytanie „Jak przetrwać w środowisku coraz silniejszej konkurencji, a co więcej, jak sprawić aby piąć się stale wyżej po drabinie rynkowego łańcucha pokarmowego?“ Odpowiedzi można poszukać w teorii zarządzania organicznego. Jak natura uporała się z tym problemem? Moim zdaniem wszystko zaczyna się na poziomie komórkowym a w wypadku firmy na poziomie pojedynczego pracownika. Natura w procesie ewolucji dba o to aby komórki, które są wyjątkowe (zmutowane, wyżej w procesie ewolucji), w pozytywnym znaczeniu tego słowa, przetrwały, dzieliły się, „zarażały“ swoją wyjątkowością inne komórki. Jeśli efektem mutacji jest wzmocnienie całego organizmu to bardzo dobrze bo taki organizm ma większe szanse na przetrwanie. Jeśli efekt jest odwrotny to niestety natura doprowadza do wyginięcia takich organizmów. Brutalne, ale prawdziwe. Tak samo w organizacji, dobry menadżer powinien dbać o to aby pojedynczy pracownicy, którzy zaczynają się wyróżniać, tworzą niezwykłe rzeczy, produkty, idee mieli jak najlepsze warunki ku temu aby się rozwijać i zarażać swoimi pomysłami pozostałych pracowników a przez to w dłuższej perspektywie aby cała organizacja stawała się bardziej efektywna, inna, lepsza i silniejsza. A odwrotną stroną medalu jest eliminowanie tych pracowników, którzy (tak jak w wypadku komórek) są nieefektywni, lub wprowadzają zmiany, które negatywnie wpływają na resztę organizacji. Następnym krokiem jest oczywiście zastępowanie ich nowymi i lepszymi. Po prostu „naturalna“ kolej rzeczy. Patrząc z szerszej perspektywy – organizmy (zwierzęta, rośliny) ciągle konkurują ze sobą, konkurują o przetrwanie. Silniejszy zjada słabszego, bardziej ekspansywna roślina dominuje środowisko, w którym funkcjonuje itd. itd. Jest to brutalne i nieodwołalne prawo natury. I znowu tak samo dzieje się na rynku gdzie firmy nieustannie walczą o ograniczone zasoby – klientów, pieniądze, kontrakty. Silne firmy się rozwijają i dominują słabsze. Sprawiają, że te słabe wypadają z rynku lub je przejmują. I tak w kółko. Dobry menadżer tak kieruje organizacją aby ona sama się rozwijała i rosła w siłę a osiągnąć to może tylko poprzez ciągły rozwój poszczególnych pracowników (komórek) i takie ich dobieranie (lub eliminowanie) aby cała organizacja (jako całość) ciągle przeobrażała się w coś lepszego. KULTURA ORGANIZACYJNA W ZARZĄDZANIU ORGANICZNYM Menadżer kierujący się zasadami zarządzania organicznego powinien dążyć do tego aby wytworzyła się kultura organizacyjna, która uświadamia wszystkim to, że wszyscy są ze sobą powiązani symbiotycznie – pracownicy wzajemnie ze sobą, firma z pracownikami, pracownicy z firmą itd. Niedopuszczalne powinny być postawy pracowników, które idealizują pracę jednych a deprecjonują innych oraz postawy typu „to jest moja działka, a to co się dzieje w innych departamentach to już nie moja sprawa.“ Każdy pracownik powinien czuć się odpowiedzialny za całą organizację ponieważ jeśli jeden departament będzie źle funkcjonował (np. jeden organ w organizmie człowieka) to prędzej czy później zachoruje cała organizacja (cały organizm) a wtedy odczują to po równo wszystkie departamenty. Niestety wiem, że taka kultura organizacyjna to idylla, ale przynajmniej należy do niej dążyć. W organizacjach, z którymi ja się zetknąłem raczej typowym zachowaniem jest tzw. spychologia, unikanie odpowiedzialności, tworzenie „podkładek“ aby być krytym gdyby coś poszło nie tak. Jestem przekonany, że tego typu postawy znacząco hamują rozwój firm. Stosunkowo łatwo jest eliminować takie postawy w małych firmach natomiast w dużych jest to nie lada sztuką. Brutalnym elementem tej teorii jest jeszcze jeden wniosek. Samo bierne funkcjonowanie w organizacji jest również niewystarczające. Tak jak w przyrodzie, komórki, które nie ewoluują prędzej czy później zostają zastąpione tymi, które zrobiły krok do przodu i są bardziej wydajne. Wszyscy pracownicy a w szczególności menadżerowie powinni być świadomi tego, że kluczem do przetrwania jest ciągły rozwój. Jeśli stoimy zbyt długo w tym samym miejscu (mimo, iż w danej chwili wszystko działa sprawnie) to inni nas na pewno przegonią. Dlatego tak ważna jest ciągła praca nad rozwojem poszczególnych pracowników oraz ciągła praca nad rozwojem całego zespołu. Jeśli jeden pracownik się nie rozwija to blokuje rozwój całego zespołu, a nierozwijający się jeden zespół blokuje rozwój całej organizacji. Tak, wiem, że jest to niezwykle trudne do mierzenia i oceny, ale jeśli menadżer na pierwszym miejscu w swojej liście priorytetów będzie miał ciągłą pracę nad rozwojem pojedynczych pracowników oraz całego zespołu to już jest to krok we właściwym kierunku. Menadżer zarządzający organicznie jest siłą, która kreuje organizację poprzez ciągłe wpływanie na najmniejsze jej elementy tj. pracowników oraz kreuje poszczególne zespoły tak aby zawsze składały się z członków (komórek), które mają największą szansę na rozwój (pozytywną mutację, ewolucję). Dzięki temu maksymalizujemy szansę tego, iż rezultatem pracy zespołu będzie coś co pchnie nas znacząco w górę rynkowego łańcucha pokarmowego – nowy, innowacyjnych produkt, pomysł na kampanię reklamową etc. ROLE MENADŻERA W ZARZĄDZANIU ORGANICZNYM c.d.n.

Zagadnienia: zarządzanie, Nowe, Organiczne, Teoria print