Edukacyjny Concorde w końcu spadnie?

blank

Minęło właśnie 7 lat odkąd słynny pasażerki odrzutowiec zakończył swój cywilny żywot. Od tamtej pory nie znaleziono lepszego rozwiązania na szybką i komfortową podróż przez Atlantyk. Dlaczego niektóre innowacyjne rozwiązania się nie sprawdzają? I czy przypadkiem podobny los nie spotka edukacji za pośrednictwem webcastów? Odpowiedź na pierwsze pytanie jest oczywista: innowacyjność to nie wszystko. W grę wchodzą inne czynniki, takie jak: cena, niezawodność, dostępność, dystrybucja, promocja. Gdyby pogrupować je wszystkie i ułożyć we właściwej kolejności mielibyśmy marketing mix w czystej postaci. Spójrzmy więc na wielkiego Concorde z pozycji marketingowej. O Concorde słyszał prawie każdy. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę jak zrewolucjonizował on cywilne podróże. Prędkość przelotowa na poziomie Mach ≈ 2,04 (prawe 2,2 tyś. km/h!) sprawiała, że czas podróży między Paryżem a Nowym Jorkiem skrócił się z 8 do 3,5 godziny. To o ponad godzinę szybciej, niż pociąg ekspresowy łączący obecnie Warszawę z Trójmiastem. A dodać trzeba, że loty rejsowe rozpoczęto w 1976 roku, czyli 34 lata temu. Samolot zapowiadał się tak dobrze, że Sowieci zdecydowali się (angażując do tego poważne zaplecze szpiegowskie) na stworzenie własnej konstrukcji – Tu-144, która choć oficjalnie była produktem oryginalnym, to do złudzenia przypominała Concorde (złośliwi nazywali Tupolewa "Concordski"). Co więc poszło nie tak? Porażką biznesową Concorde był fakt, że przez cały okres eksploatacji (1976-2003) zbudowano jedynie 20 egzemplarzy, które nabyły British Airways i AirFrance. W końcu w 2003 roku zdecydowano o zakończeniu lotów rejsowych. Do dziś nie funkcjonuje żaden z egzemplarzy w stanie sprawności eksploatacyjnej, choć planuje się przywrócenie przynajmniej jednego (cel: Igrzyska Olimpijskie Londyn 2012 – przelot Concorde ma uświetnić inaugurację). Powodów przegranej tego innowacyjnego środka transportu było kilka:

  1. Przez prawie 30 lat Concorde nie miał konkurencji (był jedynym cywilnym odrzutowcem ponaddźwiękowym). Jego producenci nie widzieli więc powodu, aby się rozwijać. W 2003 roku ze swoją przestarzałą awioniką (analogowe zegary, wiele mechanicznych systemów itd.) nie był już atrakcyjny.
  2. Concorde wchodził na rynek w warunkach hossy paliwowej, gdy nikt nie kalkulował kosztów eksploatacji floty tak restrykcyjnie.
  3. Pechowa katastrofa z 2000 roku, gdy zbieg nieszczęśliwych wypadków sprawił, że startujący Concorde spadł na teren zabudowany zabijając wiele osób (w tym pasażerów i członków załogi) zwiększył nieufność do tej konstrukcji.
  4. Zamachy terrorystyczne z 11 września 2001 roku zmniejszyły popyt na podróżne transoceaniczne. Choć był to trend chwilowy, to linie lotnicze zmuszone były obcinać wydatki, a Concorde generował najwyższe koszty.
  5. W wyniku małego zainteresowania linii lotniczych (wyprodukowano jedynie 20 egzemplarzy) koszty eksploatacji i napraw były drogie, a na rynek weszły znacznie bardziej uniwersalne oferty, jak Boeing z serii 747.
Co z webcastami? Koszty eksploatacji, brak konkurencji wymuszającej podwyższanie standardów, zmiana sytuacji gospodarczej, złe doświadczenia, małe zainteresowanie rynku – po pogrzebało Concorde. Jak w tej sytuacji wygląda edukacja za pomocą webcastów? Te wydają się wciąż konkurencyjną i innowacyjną formą komunikacji. Odpowiadają na realne potrzeby, ale gdy siadam naprzeciw komputera, to zawsze zastanawiam się co powiem uczestnikom moje webcastu jeśli będą bardziej drążyć temat innowacyjności tych narzędzi? Często podaje się w ramach pustych haseł, że webcast to nowoczesna forma nauki. Jeśli jednak przyjrzymy się temu dokładniej, widać, że wcale nie jest tak wesoło. Narzędzia używane w webcastingu (czat, komunikacji VoIP, prezentacja materiałów Flash) są znane od lat i w zasadzie oprócz ich usprawniania, nie widać, aby działo się wiele nowych rzeczy. Nowoczesne prezentacje multimedialne, modne ostatnio (jak choćby te tworzone programem Prezi), nie są wspierane przez żadną znaną mi aplikację webcast. Możemy to, co mogli nasi ojcowie posługujący się projektorem slajdów czy rzutnikiem folii – zmieniać plansze i mówić. Oczywiście, innowacyjny jest sam sposób łączenia i używania tych narzędzi – możemy siedzieć w domu i czuć się komfortowo zamiast podróżować setki kilometrów do ośrodka szkoleniowego. Jednak czy myślicie, że inżynierowie Intela, HP czy Cisco w dalszym ciągu tak się tym inspirują? Dla nich to już przeszłość, dla nas – teraźniejszość. Dodatkowo podmioty, które nie uporały się dotychczas z wprowadzeniem e-learningu tradycyjnego często wiążą webcasty z wysoką ceną wdrożenia, komplikacjami i miernym skutkiem. Niesłusznie, bo wynika to z niezrozumienia. Żadne wdrożenie, choćby najbardziej innowacyjne nie zastąpi dobrze opracowanego procesu edukacyjnego. To w końcu tylko narzędzie. Daje duże możliwości, ale samo w sobie nic nie zmienia. Zdecydowanym sprzymierzeńcem webcastingu są niskie koszty eksploatacji, a co za tym idzie – mała bariera wejścia. Każdy może przynajmniej spróbować, praktycznie za darmo. Nic nie wskazuje na to, żeby miało się to mienić. Technologia tanieje, a dostęp do szerokopasmowego Internetu staje się coraz bardziej powszechny. Problemy gospodarcze, jakie obecnie przeżywamy, również – to akurat gorzka prawda – wspomagają webcast. Co prawda jest to czas zaciskania pasa, ale obcinając wydatki na HR największe firmy szukają rozwiązań, które ograniczą koszty i dadzą przynajmniej namiastkę dawnych możliwości. Webcast wydaje się do tego idealny. Rynek na edukację webcast będzie trwał tak długo, jak długo rozwój osobisty i innowacyjność będą w modzie. Jednak każda moda kiedyś przemija. Każde wahadło w końcu zaczyna podróż w drugą stronę. Gdy znowu wrócimy do świata bezdusznych korporacji, które będą traktowały nas jak tanią i wydajną siłę roboczą, identyfikowaną po numerze przepustki chipowej, czy webcast nie stanie się jedynie ciekawostką z przeszłości? Innowacyjną, inspirującą, ale i taką, na której wdrożenie nigdy nie będzie czasu, bo przecież taśma produkcyjna musi kręcić się coraz szybciej. Po więcej zapraszam na:

Zagadnienia: edukacja, webcast, webinar, elearning print