O co naprawdę chodzi w tym zarządzaniu?

blank

Być może zgodzisz się ze mną, że zarządzanie ludźmi, czy po prostu przywództwo jest z początku niepojętą dziedziną. Nie do końca wiemy, o co tak naprawdę w niej chodzi. Niektórzy mówią, że liderem trzeba się urodzić, inni twierdzą, że można się tego nauczyć.

Często chodzi po prostu o przewidzenie interesów drugiej strony. Zakładamy sobie, na czym jej zależy. Dopytujemy o to, konkretyzujemy. Warto zadać sobie pytanie, dlaczego komuś innemu miałoby zależeć na tym, co chcesz mu przekazać.

Wspaniale. Trafiamy w sedno, już podnosimy głowę i wypinamy pierś dumni, że dopieliśmy swego. Aż tu w końcu… bęc! Nie można skontaktować się z pracownikiem czy współpracownikiem, on nie robi tego, co powinien, robi to inaczej etc.

Przypomina mi się, gdy pewnemu programiście (swoją drogą bardzo sympatyczna osobowość) zleciłem  projekt za parę tysięcy złotych. Miesiąc mija, pokazuje mi postępy, oskryptowanie w 1/3 działa. Do czasu, gdy przez tydzień telefonu i maila nie odbiera, a później mi pisze, że z pewnych przyczyn nie dokończy tego oprogramowania…

No trudno. Nawet nie chodzi o wynagrodzenie, którego nie chciał, a bardziej o stracony czas. Dzwonię do współpracownika, on przez 5 dni nie odbiera i sygnału życia nie daje, aż w końcu odpowiada na pewnego maila, w którym “zastanawiałem się“, by wziąć kogoś innego na jego miejsce.

Takie przyczyny losowe się zdarzają, obowiązuje jednak pewien kanon, informacja, że “wiesz co, teraz będę niedostępny, ale znajduję kogoś na swoje miejsce na tymczasem”. Takie sprawy naprawdę wypada wcześniej omówić z ludźmi, bo nie dla każdego to się wydaje oczywiste.

Kamil Cebulski na jednym ze swoich wykładów powiedział taką historię… Pewnego razu wyjechał sobie z miasta i dzwoni do informatyka o wykonanie jakiegoś projektu. Ten na to: nie da się. Kamil mówi, że się da (bo samkiedyś programował). Uzgodnili, że pracownik zadzwoni, jak to wykona.

Już wieczorem Kamil do niego dzwoni, czy robota załatwiona. “Nie, bo się nie da”. “Wiesz co, nie przychodź jutro do pracy, Tomek wypisze ci zwolnienie, nie ma sensu się tak bawić”. Po dwóch godzinach wszystko zostało wykonane.

Czy nie ma pracy w Polsce? A może nie ma ludzi, którym warto dużo płacić?

Trzeba było kiedyś wykonać jakąś elektroniczną robotę, dla prostego informatyka (nawet nie programisty!). Myślałem o 100 złotych, zaproponowałem 150, żeby człowiek się ucieszył. Przez 2 tygodnie zajmowałem się czym innym, a oferta sobie wisiała na poczytnych forach.

Nikt się nie zgłosił. Wreszcie znalazłem chwilę wolnego i sam to zrobiłem. Zajęło mi to ok. 40 minut.

Zły zarobek 150 zł / 40 minut? Nie sądzę. (Na wcześniej opisaną ofertę czego innego, za parę tysięcy, to chętni byli…).

Zawsze myślałem, że przyjazna atmosfera w pracy wspomaga wywiązywanie się z zadań. I jest w tym dużo racji. Choć też warto pamiętać o nietolerowaniu pewnych nieodpowiedzialnych zachowań. Na jednym ze szkoleń usłyszałem takie zdanie: “biznes byłby piękny, gdyby nie dwa drobne szczegóły - pracownicy i klienci”.

Tak więc poważnych ludzi szukać, to nie lada wyzwanie. Do tego przydaje się cała masa zdobywanych kontaktów i pewien “okres próby”. Warto określić zasady panujące w firmie i zastanowić się, jak ich przestrzegać.

Czy metoda kija i marchewki, postraszenia i nagrody, działa? Czy warto ją stosować? Pewnie, że to w dużej mierze zależy od przypadków. Natomiast o tym, jak efektywnie zarządzań używając tajemniczych nowoczesnych metod, opowie Błażej Bednarski na spotkaniu w Łodzi:

http://praktykasukcesu.pl/

Zdradzi nam parę sekretów z zarządzania zespołem. No właśnie, jak to naprawdę jest?

Poza tym, przypominam o spotkaniu z Michałem Jankowiakiem w Warszawie i Marcinem Kozerawskim w Poznaniu. Ten sam termin! Hmmm… szkoda, że nie będę mógł być na wszystkim :/.

A może Ty zdobyłeś już jakieś doświadczenie w zarządzaniu firmą, projektami, ludźmi? Zechcesz w komentarzu podzielić się tym, co stanowiło dla Ciebie największe odkrycie?

Zagadnienia: zarządzanie ludźmi, przedsiębiorczość, przywództwo, własna firma print