Zmiana rodzi opór? To banał

Biznes

Pierwsze spotkanie sponsora i coacha: dobra kawa, przyjazna atmosfera, krótka wymiana uprzejmości, garść informacji na temat tego czym jest coaching, a czym nie jest i… pierwsze schody.

Wiele osób zajmujących się na co dzień szeroko rozumianym rozwojem pracowników nie ma pojęcia czym jest coaching. Profesjonalnie brzmiące słowo i nic więcej lub niewiele więcej. Wielu menadżerów ds. rozwoju zafiksowało się na szkoleniach. Każda forma rozwoju podpinana jest z automatu pod tą etykietę. Czujnemu obserwatorowi od razu zapala się czerwona lampka, a za nią pojawia się sekwencja pytań. Co to jest szkolenie? Kim jest Trener? W jakim obszarze pracuje? Czym są alternatywne oraz innowacyjne formy doskonalenia? Gdzie jest dla nich miejsce? Kim jest Coach? Kiedy ostatni raz upewniłeś się czego potrzebujesz?

Z czego to wynika?

Prężnie rozwijający się rynek szkoleń, presja, fundusze unijne do wykorzystania i parę innych powodów, każdy z nich jest dobry. Nie ma czasu na pytania i głębszą analizę sytuacji. Potrzebą jest natychmiastowy efekt. Stąd Coach przez wielu postrzegany jest niczym magik, który dotykając czarodziejską pałeczką uwolni firmę od „złych duchów” i szybko naprawi to, co popsuli inni. W założeniu ma być ekspertem od wszystkiego, cudotwórcą…

Odpowiedzialność za firmę

Co jest naszym celem? Czego potrzebujemy? Czego potrzebują nasi ludzie? Ta krótka sekwencja pytań jest prawdziwą rzadkością. A szkoda. Zamiast tego pojawiają się opinie, że wszystkiemu winni są pracownicy, którzy: „nie dorośli do tego by reprezentować Naszą firmę”. Zadziwiające jest jak często lekceważymy zasoby, które już są. Mało tego nie dostrzegamy ich. Nie nazwane i nie wyciągnięte na światło dzienne, pozostają w niebycie. Ciągle wydaje nam się, że trawa po drugiej stronie płotu jest bardziej zielona. Szukamy „czegoś”, czego nawet nie potrafimy nazwać. Podobnie jest z pracownikami w firmie. To, że są jest oczywiste. Mniej oczywista jest świadomość ich potencjału oraz zasobów zarówno przez nich samych jak i przełożonych. Czy w dobie kryzysu stać nas na takie marnotrawstwo talentów? Czy raz przyklejona etykietka ma być dozgonnie naszą wizytówką?

Proces zmiany zachodzi ciągle, bez względu czy tego chcemy, czy nie. Zmienia się otoczenie, produkty, klienci, współpracownicy, a także sam rynek. Człowiek jako jednostka myśląca często reaguje oporem. I słusznie. Zarządzający muszą mieć tego świadomość i dziękować, że tak jest. Częściej jednak słyszę od swoich rozmówców: „stwierdzenie, że zmiana rodzi opór jest raczej banałem”, cóż…

Czy na pewno?

Zmiana wywołuje niepokój, tylko dlatego że stanowi niestandardowy wpis w rejestrze naszych doświadczeń. Mózg odczytuje to jako niespójność i próbuje wyeliminować „błąd”. Klasyfikacja nieznanego doświadczenie jako błędu, prowadzi do szukania potwierdzenie tej tezy w otoczeniu. I mamy samospełniającą się przepowiednię. To odruch obronny organizmu, przed tym czego nie potrafi w danym momencie sklasyfikować. Nie jesteśmy jednak skazani na bierne przyjmowanie danych. Zawsze mamy wybór.

Czy nasz mózg właściwie sklasyfikował niestandardowy wpis? To zależy. Jeśli dana osoba korzysta z niestandardowych możliwości podchodzenie do sprawy, to jest to czysta ciekawość. Jeśli tak nie jest, to otoczenie kształtuje opinie, a nie człowiek otoczenie. Poddajemy się i narzekamy.

Walcz z oporem

Czym jest to narzekanie, stawianie się, doszukiwanie zależności służbowych? Właśnie nieszczęsnym oporem. Nazwanie tego przeciwnika "oporem", to pierwszy krok do jego zwalczenia. Mózg nie może działać w próżni. Dopóki czegoś nie nazwie, nie zakwalifikuje, nie może poddać obróbce. To dlatego maluchy używają różnych przedmiotów do celów, które nam by nie przyszły do głowy. Zbyt mało połączeń nerwowych, zbyt mało odniesień itd.

Zatem nazwanie przeciwnika otwiera dopiero pakiet narzędzi, które mogłyby się nadawać do jego zwalczenia. Lekceważenie tej kwestii, to zamykanie sobie drzwi przed nosem. Wiele osób nie wie, że opór jest naturalny. Boimy się go. Niesłusznie. To nasz wentyl bezpieczeństwa. Bez niego gatunek ludzki nie przetrwałby i nie ewaluował. Opór poddaje w wątpliwość nasze opinie, przekonania. Wprowadza w stan ambiwalentny.

Po co? Nasz mózg potrzebuje czasu na utworzenie nowych połączeń nerwowych. Tak rodzą się precedensy, odkrycia, które otwierają nowe możliwości rozwiązania problemu. Zmiana sposobu myślenia otwiera przestrzeń, która do tej pory była zamknięta.

Człowiek nie jest tworem okoliczności, to okoliczności są tworem człowieka.

Ciekawe, że każdy z nas wpada od czasu do czasu w pułapkę schematycznego myślenia. Nic w tym złego. Nie jesteśmy robotami. Trening jednak czyni mistrza, nawet tych którzy już są mistrzami w swojej dziedzinie.

Coach rzuca swoim klientom wyzwanie jak rękawicę.

Cieszę się, że co raz więcej osób podnosi tę rękawicę i otwiera się na zasoby, które ma tuż obok siebie i świadomie z nich korzysta.

Kiedy ostatni raz zweryfikowałeś swoje?

Zagadnienia: zmiana, trener, coach, Inspirujacy Partner print