Coaching, szachy i prezenty

blank

„A w czym mi może pomóc coach? Przecież ja wiem, że tu nie ma rozwiązania!” – mniej więcej taki początek trafia się dosyć często. Wydaje Ci się, że już wszystkiego spróbowałeś, w różnych konfiguracjach, żadna z nich do niczego nie doprowadziła. Jednym słowem – sprawa beznadziejna, nic się nie da tuta wymyślić. Siedzisz naprzeciwko coacha z ograniczonym zaufaniem i czekasz. A co sobie myśli coach? Nie wiadomo. Jedno jest pewne – nie ma dla Ciebie w tej chwili żadnego rozwiązania. „To w takim razie po co mi on?” – chcąc nie chcąc to pytanie logicznie pojawia się u każdego, kto styka się z coachingiem po raz pierwszy. Odpowiem na nie z mojej perspektywy, a Ty oceń na ile Cię przekonuje. Jako klienta w coachingu ujęła mnie jego prostota, nastawienie na człowieka i osiągnięcie efektu. Prosta w sensie podstawowych założeń i procesu. Większość szkół coachingu bazuje na bardzo prostym i łatwym do zrozumienia procesie, łatwych do wyjaśnienia zasadach i banalnym (czy na pewno) zadawaniu pytań. Nastawienie na człowieka widoczne jest w filozofii każdej ze szkół i postawie coacha, który od początku do końca jako główną osobę „show” stawia klienta. To Ty będziesz pracował, to by będziesz wychodził ze swojej strefy komfortu, ale obok Ciebie będzie ktoś, kto wierzy, że dasz radę, kto zwróci uwagę na rzeczy do tej pory dla Ciebie niedostrzegalne, kto skupi swoją uwagę w 100% na Tobie i na tym, żebyś osiągnął zamierzony cel. Trzeci element, czyli osiągnięcie efektu jest bardzo bliskie mojemu wrodzonemu poczuciu „praktyczności”. Pogadanki teoretyczne i inspirujące mniej do mnie przemawiają niż konkret, który można zmierzyć, przełożyć na działanie, wdrożyć w życie i obserwować efekty. Na pierwszy rzut oka, gdy czytasz o ”magii coachingu”, „nastawieniu na relacje”, „synergii” możesz sobie pomyśleć, że z taką sektą nie chcesz mieć do czynienia ;). W dobrze poprowadzonym coachingu nie ma miejsca na przypadkowość. Od początku przed oczami materializuje się cel, do którego zmierzasz. Ten „kompas” pozwala skutecznie i efektywnie dojść do konkretnego rozwiązania. Pomimo pozornej „miękkości” całego procesu. Gdyby tylko wszystkie spotkania w firmach były prowadzone z taką dyscypliną i nastawieniem na cel jak sesje coachingowe PKB rosłoby dwucyfrowo z roku na rok :). Gdy raz przejdziesz przez proces coachingu zmienia się twoje myślenie. Uczysz się samemu zadawać sobie pytania i odpowiadać na nie. Sam odkrywasz, gdzie leży twoja strefa komfortu i jak można ją przekroczyć. Nabywasz nowych, bardzo praktycznych umiejętności. Albo inaczej – odkrywasz, że je posiadasz i zaczynasz bardziej świadomie stosować. A jak to wygląda ze strony coacha? Satysfakcja z pracy z moimi klientami jest porównywalna do uczucia, gdy obserwuję moje dzieci otwierające prezenty. Widząc ich zaciekawienie, zaaferowanie przy odpakowywaniu, radość po dobraniu się do zabawki, a później chęć jej wypróbowania czuję radość dawania. Podobny proces prawie zawsze zachodzi na początku pracy z klientem. Na początku sceptyczni, w pewnym momencie pozwalają sobie na zaciekawienie dokąd to zmierza, odkrywają, że sytuacja, w której się znaleźli może mieć inne rozwiązania, o których nie myśleli. Zaczynają odkrywać w sobie nagle pokłady pomysłów i kreatywności, zaczynają ją eksplorować i nagle pojawia się nowa energia. Czują, że to jest fajne, że mogą więcej niż im się wydawało, że dużo od nich zależy, że to da się zrobić! Kończą sesję z kartką z konkretnym planem działania i innym nastawieniem. Później dojrzewają i poznając coaching jako narzędzie wiedzą już czego mogą się spodziewać, bardziej skupiają się na radości odkrywania nowych rozwiązań niż „nowej zabawce”. W pewnym momencie rozwiązania tworzy się razem prawie bez wysiłku. Lubię każdy z tych etapów. Widzę na własne oczy jak powstaje nowa jakość, sam czerpię siłę z obserwowania jak ludzie „rosną” dobierając się do zasobów, których mogli nie być świadomi. Jak wiele pomysłów generują i z jakim zaangażowaniem wdrażają je w życie. Gdy widzisz swoje dziecko występujące w przedstawieniu czujesz dumę. Gdy widzisz jak twój klient się zmienia pod wpływem coachingu czujesz to samo. To uzależnia ;). Czasem napotykam na pytanie, czy można „przecoachować” się samemu. Moja odpowiedź brzmi niezmiennie. To jak z grą w szachy. Można grać samemu i czerpać z tego radość, ale bardzo trudno zrobić ruch, który Cię zaskoczy. Stosowanie technik coachingowych na sobie jest przydatne, ale zadanie sobie zaskakującego pytania jest bardzo trudne. Podobnie zrobienie sobie prezentu niespodzianki ;). Chcesz się przekonać na czym to polega spróbuj. Spróbuj jako klient i jako coach. Od tej pory inaczej będziesz patrzeć na szachy, coaching i prezenty ;).

Zagadnienia: coaching, Rozwój, działanie, problemy print