Sprzedaż a wciskanie kitu

blank

Wszyscy profesjonalnie i odpowiedzialnie sprzedają, wszyscy dbają o najwyższe poziomy obsługi i zadowolenia Klienta - to, kto w takim razie wciska codziennie kit setkom, ba tysiącom niezadowolonych, reklamujących, interweniujących osób??? Sprzedaż to emocje (wszak 80% zakupów dokonywanych jest nie z pragmatycznego powodu ale pod wpływem emocjonalnych impulsów) a skoro emocje, to wyobrażenie, subiektywność pragnień, odczuć, potrzeb i ich zaspokojenia. Dwa sprzeczne interesy stron: sprzedającej i kupującej - tak, mniej lub bardziej otwarcie myślą sprzedawcy. Ich zadaniem jest sprzedawać, sprzedawać by zarabiać, realizować plany, zgarniać premie, prowizje, w końcu by żyć...Co mnie obchodzi nabywca wody mineralnej, którą sprzedaje, nawet jeśli to tak naprawdę zwykła kranówa, co mnie Klientka kupująca kreację, którą po pierwszym praniu trafi szlag, mam gdzieś pana Kowalskiego, który jedząc sprzedawane przeze mnie żarcie wcina tak naprawdę chemię, istną tablicę Mendelejewa? Parcie na szkło, tak często obśmiewano jako dowód idiotyzmu i moralnego wyprania celebrities niczym tak naprawdę nie różni się od parcia na wynik sprzedaży. Więcej, więcej, więcej...nie ważne jak, co, komu - najważniejsze ile. Wszystko pięknie trwałoby być może nadal, gdyby nie Klient, który zmądrzał. A zmądrzał i zaczął się cenić. Wymaga, pyta, ocenia, czasami nawet grymasi - ma świadomość tego, że jest cenny, ba - bezcenny, bo płaci. Można sprzedawać wciskając kit. Pewnie tak...jeszcze przez jakiś czas...dopóki całkowicie nie straci się marki i elementarnego zaufania na rynku. Można także sprawiać by Klienci autentycznie kupowali. W obu wypadkach rzecz może dotyczyć tych samych produktów czy usług. Można je bowiem wciskać byle jak - byle więcej, można jednak - uczciwie pokazując jak się sprawy mają. Ten sam produkt - dwie odmienne postawy handlowe. Jak sądzisz, którego sprzedawcę Klient wybierze do długofalowej współpracy...?

Zagadnienia: sprzedaż, klient, zakupy, clienting print