(Słowo na) koniec wieńczy dzieło... także w sprzedaży

Kompetencje sprzedażowe

Nie da ci ojciec, nie da ci matka. Tego, co może dać ci sąsiadka. Gdybyśmy rozmawiali o seksie pewnie ta prawda Jana Sztaudyngera miałaby tam realne uzasadnienie. Tymczasem zajmuje nas sprzedaż – a tej nawet sąsiadka nie jest w stanie nauczyć.

Sprzedaży jako takiej - a w zasadzie elementarnych zasad kultury także i w niej obowiązujących nie jest w stanie nauczyć nas nikt, jeśli sami dość kultury nie mamy. Można nauczyć się technik, zasad prowadzenia rozmów handlowych, liznać kilku patentów socjotechnicznych i manipulacyjnych, opanować język perswazji i podbudować swoje ego asertywnością nabytą na kursach. Wszystko prawda. Jednego tylko nie nauczy nas nikt i nigdzie – kultury słowa, zachowań i postaw. Jeśli sami tej kultury w sobie nie mamy.

Kilka ostatnich godzin spędziłem w aucie jadąc na jedno ze szkoleń. Po drodze odebrałem kilka telefonów, z których większość dotyczyła sprzedaży. Mnie – różnych produktów i usług. Wszystkie te "sprzedażowe" rozmowy zaczynały się pięknie-przepięknie: dzień dobry, z tej strony taki/taka – siaki/owaka, czy mogę Panu zająć kilka minut. Jednym słowem bułkę przez bibułkę. Wersal pełną gębą. Tak mniej więcej do 3-5 minuty – kiedy to, z rozbrajającą szczerością wyznawałem, że nie jestem zainteresowany, nie zamierzam, nie planuję i po prostu nie chcę. Gdzieś tam, w międzyczasie pojawiało się jeszcze niedowierzanie i mniej lub bardziej stanowcza próba przekonania mnie do oferty. Moje stanowcze nie – zamykało temat sprzedaży i tutaj następował punkt kulminacyjny. We wszystkich rozmowach poza jedną. Więc jest coś na rzeczy. A kulminacja w tych 4 (na 5) przypadków wyglądała tak: ni mniej ni więcej tylko słyszałem trzask odkładanej słuchawki lub charakterystyczny dźwięk przerywanego połączenia. Żadnego – dziękuje, pozdrawiam czy choćby – pierdol się głupi ciulu (sorry). Nic, nul, zero. Rozmówca posyłał mnie na drzewo – wbrew wcześniejszym usilnym staraniom abym odebrał go i jego ofertę super profesjonalnie.

Drodzy sprzedawcy, szanowni telemarketerzy. Sprzedaż to wielka sztuka. I parafrazując słowa Leszka Millera - prawdziwego sprzedawcę poznać nie po tym jak zaczyna ale po tym jak kończy. Kończcie więc Wasze rozmowy – nie tylko ze mną – może nawet i byle jak ale jednak jakoś.

Zagadnienia: sprzedaż, klient, efektywność, telemarketing print