Od cnotliwego sukcesu do grzesznej porażki

blank

Dlaczego oceniając innych najchętniej posługujemy się kategoriami moralnymi, a przy ocenie własnych działań interesuje nas tylko nasza sprawność? Fenomen ten wyjaśnia wybitny polski psycholog – prof. Bogdan Wojciszke - na podstawie wyników swoich badań. Partyjnym kolegom Donalda Tuska wyborcze zwycięstwo PO jawi się jako majstersztyk marketingu politycznego i PR. Tymczasem członkom PiS to samo jawi się jako moralna kompromitacja, sukces osiągnięty drogą oszczerstw i knowań. Te dwa rodzaje interpretacji są nieprzypadkowe, gdyż ludzie oceniają wszelkie działania – własne i cudze – w dwóch kategoriach: sprawności i moralności. Sprawca i obserwator Zważywszy, że każde działanie jest skuteczne bądź nieskuteczne oraz dobre lub złe, możemy je podzielić na cztery rodzaje. Pierwszy rodzaj działań to cnotliwe sukcesy (dwa plusy: za moralność i sprawność), gdzie działający podejmuje moralnie chwalebny zamiar, jak człowiek rzucający się do wody i ratujący tonące dziecko. Drugi rodzaj to cnotliwe porażki, gdzie moralnie pozytywny cel nie zostaje osiągnięty wobec braku sprawności – co do niedawna jeszcze wydawało się specjalnością bohaterów naszego panteonu narodowego, a co przełamał Jan Paweł II, wcielenie cnotliwego sukcesu. Trzeci rodzaj działań to grzeszna porażka, gdzie moralnie nagannego celu nie udaje się zrealizować wskutek niesprawności – przykładem niech będzie student złapany podczas egzaminu na ściąganiu. Wreszcie rodzaj czwarty to grzeszny sukces, gdzie moralnie naganny cel zostaje skutecznie zrealizowany, jak w przypadku studenta który ściągał, ale nie został na tym procederze przyłapany. W badaniach przedstawialiśmy ludziom opisy zdarzeń, stanowiących przykłady cnotliwych lub grzesznych sukcesów i porażek, z prośbą o ocenę głównego bohatera zdarzenia oraz o uzasadnienie swojej oceny. Systematycznie stwierdzaliśmy: im bardziej ludzie odwoływali się w ocenie do względów moralnych, tym mniej uwzględniali przesłanki sprawnościowe i odwrotnie. Sugeruje to, że alternatywność posługiwania się różnymi kategoriami jest zjawiskiem psychologicznym. Interpretacja zachowania przypomina piłkę toczącą się po nierównym terenie, która zawsze wpadnie do tylko jednego z wielu dołków. Od czego zależy, jaki to będzie dołek? Czyli co decyduje o wyborze moralnej bądź sprawnościowej interpretacji zachowania? Głównym czynnikiem decydującym o wyborze jakiejś kategorii pojęciowej jest jej podwyższona dostępność pamięciowa – aktywizacja w umyśle. Częste lub niedawne używanie kategorii moralnych nasila skłonność do ich użycia w interpretacji dwuznacznych zachowań. Podobnie działają cele – jeżeli poszukujemy skarbnika, to oczywiście bardziej zwracamy uwagę na moralność, jeżeli zaś szukamy negocjatora do rozwiązania trudnego konfliktu, bardziej kierujemy się sprawnością rozważanych osób. Jednakże nasze badania dowodzą także, iż kategorie moralne częściej są używane do interpretacji zachowań cudzych, zaś kategorie sprawnościowe – do interpretacji zachowań własnych. Na pozycji sprawcy dążymy do osiągnięcia jakichś stanów rzeczy. Powoduje to koncentrację na sprawności własnego działania. Z kolei w pozycji odbiorcy działania zainteresowani jesteśmy nie tyle sprawnością, z jaką obserwowany człowiek działa, ile sensem jego działań, a więc stwierdzeniem, do czego człowiek ów właściwie zmierza. Obserwując innego człowieka zainteresowani jesteśmy przede wszystkim rozpoznaniem jego intencji. W zachowaniach cudzych ważny jest dla nas szczególnie ich wymiar moralny, ponieważ cudza niemoralność jest dla nas zagrażająca. W naszych badaniach oceny z pozycji sprawcy i obserwatora były bardzo zbliżone w przypadku cnotliwych sukcesów (gdzie interpretacje zarówno sprawnościowe, jak i moralne wywoływały ocenę pozytywną) oraz w przypadku grzesznych porażek (gdzie obie interpretacje implikowały ocenę negatywną). Uderzające różnice między perspektywami pojawiały się w sytuacji cnotliwej porażki. Pozycja sprawcy, sprzyjająca interpretacji sprawnościowej, owocowała ocenami wyraźnie negatywnymi, podczas gdy pozycja obserwatora, sprzyjająca interpretacji moralnej, owocowała ocenami zdecydowanie pozytywnymi. Odwrotna tendencja pojawiła się w przypadku grzesznego sukcesu. Ogólnie rzecz biorąc, wiele badań świadczy o dominacji kategorii moralnych w ocenianiu innych osób. Czasami w paradoksalny sposób: sprawność w połączeniu z niemoralnością prowadzi do niższych ocen niż niesprawność w połączeniu z niemoralnością – zręczny złodziej jest oceniany niżej od złodzieja niezręcznego. Choć zręczność wydaje się cechą dodatnią, w istocie o jej wartości decyduje charakter celów realizowanych za jej pomocą – zręczność w czynieniu dobra jest cnotą, zaś w czynieniu zła – wadą. Na co głupców nie stać? Ludzie interpretując te same zachowania w kategoriach moralnych albo sprawnościowych, wyciągają z tych zdarzeń odmienne wnioski. Jedna z różnic między tymi dwoma rodzajami kategorii wykazana została w badaniach zarówno polskich, jak i amerykańskich. Podczas gdy do zachowań niemoralnych przykłada się większą wagę niż do zachowań moralnych, w dziedzinie sprawności jest dokładnie na odwrót. Jeżeli ktoś ukradł 100 zł i dał taką samą sumę na cel dobroczynny, pozostaje złodziejem, gdyż tylko nieuczciwi ludzie kradną. Natomiast działań moralnych można spodziewać się po osobach zarówno uczciwych, jak i nieuczciwych, gdyż działania moralne są społecznie wymagane i nagradzane, nie wiadomo więc, czy wynikają one z nacisków społecznych, czy z cech działającego. W konsekwencji zachowanie moralne jest słabą przesłanką do wnioskowania o uczciwości, choć działanie niemoralne jest silną przesłanką do wnioskowania o nieuczciwości. W dziedzinie wnioskowania o sprawności jest odwrotnie. Jeżeli ktoś w tych samych zawodach sportowych oddał najgorszy i najlepszy skok, pozostaje mistrzem, ponieważ tylko mistrzowie skaczą daleko, a krótki skok może zdarzyć się każdemu: i temu, kto pozbawiony jest umiejętności, i temu, kto umiejętności ma, ale za słabo się starał lub skakał pod wiatr. Dotyczy to nie tylko skoków, ale sprawności w ogóle: wszyscy popełniają głupstwa, ale tylko mędrcy postępują mądrze, gdyż głupców na to nie stać. Posługiwanie się kategoriami moralnymi nasila szansę negatywnych ocen ogólnych, podczas gdy wykorzystanie kategorii sprawnościowych do interpretacji tej samej informacji częściej owocuje ocenami pozytywnymi. Moraliści dostrzegają w świecie więcej zła niż pragmatycy skłonni do rozumienia świata raczej w kategoriach sprawności i skuteczności. Politycy, którzy przedstawiają swój wizerunek głównie w kategoriach moralności, są szczególnie narażeni na klęskę, ponieważ nawet niewielka pomyłka lub krętactwo w zeznaniu podatkowym silnie waży na całości i burzy ich wizerunek. Politycy kreujący swój wizerunek na bazie sprawności mniej ucierpią na ujawnieniu negatywnych informacji, ponieważ głupstwa zdarzają się każdemu. Inna różnica polega na tym, że podczas gdy moralne informacje o człowieku decydują o stopniu, w jakim go lubimy, informacje o jego sprawności bardziej decydują o stopniu, w jakim darzymy go szacunkiem. Lubimy ludzi za to, że są szczerzy, uczciwi, sprawiedliwi i pomocni. Obdarzamy szacunkiem za to, że są sprawni, kompetentni, inteligentni i skuteczni. Dzieje się tak dlatego, że lubienie jest w istocie reakcją na to, jak drugi człowiek ma się do naszych własnych interesów (a do naszych interesów bardziej bezpośrednio odnoszą się cudze cechy moralne niż sprawnościowe). Z kolei podziw i szacunek jest reakcją na to, jak dalece inny człowiek jest kompetentny i spełnia jakiś nie dotyczący nas osobiście ideał (np. jak dobrym jest alpinistą). Wysoki status, jak pełnienie kierowniczych funkcji w polityce lub biznesie, budzi przekonanie o kompetencjach jego posiadacza i respekt, ale budzi u współczesnych Polaków także podejrzenia o niemoralność i antypatię. Podobnie jest z sukcesem i bogactwem, które również budzą respekt, ale i antypatię. Lubienie i szacunek dotyczą też stosunków międzygrupowych, np. stereotypów narodowościowych. Uprzedzenia w stosunku do niektórych grup polegają na tym, że są one nieszanowane, choć lubiane (dla Polaków taką grupą są Rosjanie), podczas gdy inne są szanowane, choć nielubiane (dla Polaków taką grupą są Niemcy). Ucieczka od kategorii moralnych Pewien tygodnik przeprowadził kiedyś wywiad ze szwagrem prominentnego polityka, ponieważ szwagier ów odsiedział rok w więzieniu za ciężkie pobicie. Pytany o powody swego postępku, szwagier powiedział krótko „Eee..., bo głupi byłem”. Szwagier nie wyglądał na szczególnie rozgarniętego, jednak bez trudu potrafił uciec od moralnej kategoryzacji swojego postępowania. Ludzie mają skłonność do ignorowania moralnego znaczenia własnych zachowań. Zanik kategoryzacji moralnych zdaje się w ogóle znakiem czasów i pewnej relatywizacji ocen tak charakterystycznej dla współczesnej Europy (choć niekoniecznie Ameryki). Często omawia się w mass mediach odkrycia kolejnych genów, które miałyby być „odpowiedzialne” (w przeciwieństwie do sprawców) za różne naganne skłonności, jak przestępczość czy alkoholizm. To, co nie tak dawno uważano za przywary moralne i grzechy ciężkie, coraz częściej jest „de-moralizowane” – określane mianem choroby. Nie ma już opilstwa (jest choroba alkoholowa), obżarstwa (zaburzenia jedzenia), rozpusty (uzależnienie seksualne) ani lenistwa (syndrom chronicznego zmęczenia). Dobroczynnym skutkiem tych zmian jest pewien pragmatyzm – choroby można leczyć, podczas gdy przywary moralne – tylko potępiać. Ale jest i cena – ułatwienie ucieczki od moralnej odpowiedzialności za własne postępki. W Polsce poprzedniej dekady ten ogólnoeuropejski odwrót od kategorii moralnych został wzmocniony jeszcze jednym, dosyć dziwacznym zjawiskiem, jakim było znaczne zawężenie pojęcia moralności w dyskursie publicznym do spraw seksu i współpracy z różnymi bezpieczniackimi służbami poprzedniego reżymu. Występki w tych dwóch dziedzinach były jawnie piętnowane jako niemoralne przez część sceny politycznej (inna część uciekała od wszelkich kategorii moralnych). Znacznie słabsze, jeżeli w ogóle widoczne, było napiętnowanie kradzieży, malwersacji, łapownictwa, nepotyzmu i naciągania prawa do partykularnych interesów kosztem dobra wspólnego. Tego rodzaju postępki były widziane jako niepożądany, lecz konieczny produkt uboczny akumulacji kapitału, upragnionego bogacenia się i cena transformacji systemu w kapitalistyczny. W ostatnich latach następuje więc pewne otrzeźwienie i przywrócenie moralnego napiętnowania korupcji. Moralność jako interes Innym sposobem uciekania od kategorii moralnych jest redefinicja moralności jako interesu osobistego i własnej grupy. Samorząd polskich notariuszy stwierdza czarno na białym, że obniżanie cen usług notarialnych jest niemoralne. Przedstawiciele samorządu lekarskiego głoszą, że niemoralnie postępuje lekarz świadczący przeciwko innemu lekarzowi, nawet gdy ten drugi szkodzi pacjentom wskutek zaniedbania lub nieuctwa. Lobby rolnicze jawnie i – w swoim przekonaniu – cnotliwie zabiega o ustawę nakazującą dodawanie biokomponentów do benzyny, na czym zyska grupka producentów rzepaku, a samochody połowy polskich rodzin, które je posiadają, mogą zamienić się w kupki złomu. Rzecz nie sprowadza się do anegdot, które zawsze można dobrać do tezy. W serii badań prosiliśmy o ocenę polityków i skłonność do głosowania na nich, w zależności od tego, jak przedstawiały się ich kompetencje i program. Jeżeli polityk opowiadał się za działaniem na rzecz interesu nauczycieli lub emerytów, to nasi badani nauczyciele lub emeryci pragnęli na niego głosować równie mocno jak wtedy, gdy był to polityk kompetentny. Głównie dlatego, że uważali go za człowieka moralnego, a po trosze i dlatego, że wydawał się on im bardziej kompetentny, podczas gdy polityk działający wbrew ich interesom uważany był za zdecydowanie niemoralnego i dość niekompetentnego. W sumie nasze badania pokazują, że wszystkie oceny polityka (a także szefa czy jakiejkolwiek innej osoby) zależą od jego działań wbrew lub na rzecz interesu osoby wydającej oceny, jednak najbardziej zależą od tego oceny moralności. Moralne jest zatem to, co służy interesom mojej grupy, choćby szkodziło wszystkim innym. Niemoralne jest to, co moim interesom szkodzi, nawet gdy służy interesom, zdrowiu, a nawet życiu ogółu. Stąd już tylko krok do stwierdzenia, że ja jestem moralny, gdyż działam na rzecz własnego interesu. Oczywiście moje interesy mogą być sprzeczne z interesami innych, którzy będą mnie uważać za człowieka niemoralnego, co mi nie przeszkodzi nadal uważać się za osobę przyzwoitą. Zważmy, że najsilniej podkreślaną społeczną funkcją moralności jest to, że jej istnienie ma powstrzymywać ludzi od przedkładania interesów egoistycznych nad dobro cudze bądź wspólne. Jednak im bardziej sądy o moralności bazują na interesach sądzącego, tym mniej moralność spełnia tę swoją podstawową funkcję. A współcześnie bazują bardzo. Wykluczenie onych Jeżeli dobro moje i mojej grupy rozstrzyga o tym, co jest moralne, to dobro innych grup jest w najlepszym razie moralnie obojętne, a przeważnie niepożądane. „Chwała nam i naszym kolegom. Ch... precz!” – pisał przed kilku laty wysoki urzędnik państwowy do jeszcze wyższego urzędnika wywodzącego się z tej samej partii politycznej, jak to ujawniła komisja sejmowa badająca tzw. aferę Rywina. W tym SMS mamy nie tylko apoteozę własnej sitwy niczym bohaterów spod Termopil, ale także wykluczenie tych, którzy do sitwy nie należą. Wykluczeni są „ch....”, więc oczywiście nie obowiązują w stosunku do nich reguły moralne. Jeżeli łamię normy przyzwoitości wobec „onych”, w stosunku do których normy nie obowiązują, nie stanowi to skazy na mojej moralności. Właściwie wręcz przeciwnie – przecież działam w ten sposób na rzecz konkurencyjnego interesu „naszych,” a to jest moralnie pożądane. Zjawisko wykluczenia „onych” poza zakres norm moralnych jest równie stare jak same normy. Zawsze i wszędzie bywają jacyś oni, w stosunku do których normy nie obowiązują – barbarzyńcy, heretycy, podludzie, wróg klasowy itd. Problem polega nie tylko na tym, że takie wykluczenie ułatwia i usprawiedliwia wielkie zbrodnie, ale także na tym, że samo zjawisko wykluczenia moralnego wcale nie ogranicza się do okoliczności dramatycznych, a więc i rzadko występujących. Przeciwnie, pojawia się w życiu codziennym. Od rolnika, który na uwagę, że zatruwa warzywa nadmierną ilością nawozów sztucznych – powiada „przecież to nie do jedzenia, tylko na sprzedaż”, do ocen banalnych zdarzeń. Przed kilku laty spytałem reprezentatywną próbę Polaków o ocenę mężczyzny, który ignoruje dwóch dziesięciolatków dotkliwie bijących trzeciego albo nie ustępuje miejsca w pociągu matce z małymi dziećmi. Ludzie potępiali takie akty zaniechania. Jednak potępiali je wyraźnie słabiej, gdy zaniechanie dotyczyło dzieci rumuńskich. Pluralizm, jaki pojawił się w naszym kraju po upadku starego reżymu, który usiłował wszystko ujednolicić, oznacza także pluralizm interesów grupowych nierzadko przeradzający się w ich konflikt. Dobrze wiadomo, że konflikty grupowe mają ostrzejszy przebieg od indywidualnych. Jednym z tego przejawów i mechanizmów napędowych jest grupowe konstruowanie „onych”, których pojawia się coraz więcej. Coraz liczniejsze zachowania łamiące normy stają się więc moralnie obojętne, jeśli nie godne pochwały, gdyż dotyczą różnych „onych”. Myślimy, że jesteśmy uczciwi Jeszcze inną osobliwością ocen własnej moralności jest to, że choć są one powszechnie wysokie – aż 98 proc. Polaków uważa siebie samych za moralnych i uczciwych – nie wiążą się z żadnymi innymi ocenami samego siebie. Oceny moralności, jakie wystawiamy innym ludziom, silnie wiążą się z ocenami pozostałych cech owych ludzi, a przede wszystkim z naszym ogólnym do nich stosunkiem. Jednakże w odniesieniu do samoocen uzyskiwaliśmy wielokrotnie na różnych próbach badanych – od uczniów do urzędników państwowych – taki oto wzorzec zależności: ogólna samoocena nie zależy wcale od tego, co ludzie myślą o własnej moralności, choć silnie zależy od tego, co myślą o swej sprawności i umiejętności działania na rzecz własnego interesu. Samooceny moralności nie wiążą się przy tym wcale z samoocenami sprawności. Pozytywne sądy o własnej moralności są więc aprioryczne: ani nie opierają się na faktach, ani nie są nimi modyfikowane. Nawet skazani złodzieje i mordercy uważają siebie za ludzi moralnych. Wygląda na to, że człowiek musi o sobie myśleć, że jest przyzwoity, uczciwy i moralny niezależnie od tego, co faktycznie robi albo czego nie robi. Dlaczego? Podejrzewam, że z lęku przed wykluczeniem społecznym, który jest bardzo silnym motywem. Ludzie pozbawieni różnych sprawności są wykluczani z różnych grup społecznych (dla których dany rodzaj sprawności jest ważny). Jednakże oszuści, złodzieje i kłamcy są wykluczani ze wszystkich grup społecznych. Być może dlatego człowiek nie jest w stanie przyznać się do własnej niemoralności. Nawoływania do działań na rzecz własnych interesów („bierzcie swoje sprawy w swoje ręce”) i doskonalenia się w tym zakresie (np. treningi asertywności) wydawały się nowoczesne i konieczne. Nawoływania do uczciwości i przyzwoitości do niedawna zdawały się anachroniczne i trąciły myszką – nikt nie oferuje ani nie poszukuje treningów altruizmu. Niedawno hasło naprawy moralnej zostało przejęte przez siły polityczne, które wygrały w Polsce ostatnie wybory. Niestety należy obawiać się instrumentalizacji tego hasła, gdyż polityka ma to do siebie, że zamienia wszystko w instrument zdobywania i umacniania władzy w walce z adwersarzami. Odnowa moralna dokonywana przy czynnym udziale osób obciążonych wyrokami sądowymi oraz za pomocą oszczerstw opatrywanych zastrzeżeniem, że to tylko spekulacje, jest zapewne skazana na kompromitację. Jednak nie zmienia to faktu, że jako społeczeństwo wszyscy możemy źle skończyć bez przywrócenia kategorii moralnych do życia publicznego. I to kategorii rozumianych jako dotyczące podstawowych norm, a nie tylko działania na rzecz własnego interesu. Autorem opracowania jest: prof. Bogdan Wojciszke (53 l.) psycholog, dyrektor Instytutu Psychologii PAN, profesor w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Stypendysta Fundacji Humboldta, wykładowca na uczelniach niemieckich i amerykańskich. Autor licznych publikacji z dziedziny psychologii społecznej i psychologii osobowości, m.in. „Człowiek wśród ludzi. Zarys psychologii społecznej”, „Psychologia miłości” i „Procesy oceniania ludzi”.

Zagadnienia: lider, sukces, management, porażka print