Najlepszy Klient? Martwy Klient!

blank

Czasami wysłuchując wielu handlowców nabieram przekonania, że najlepszym Klientem dla nich, byłby martwy Klient. Taki, co to nie ma pytań, obaw, uwag, zastrzeżeń. Taki, który ze stoickim spokojem wysłucha wszystkich tych wynurzeń i dywagacji, którymi uraczy go profi handlowiec - a na koniec takiej prezentacji nawet mrugnięciem powieki nie da po sobie poznać, że to wszystko jest tak naprawdę o kant dupy potłuc. Podczas prowadzonych szkoleń często pytam ich uczestników o to, kim jest dla nich Klient. Zazwyczaj (niestety) padają odpowiedzi - źródłem problemów, kłopotów, trudności. Jednym słowem Klient jest "złem koniecznym", którego obecność w procesie sprzedaży trzeba "jakoś" tolerować. Życie handlowca byłoby wręcz idealne gdyby nie, właśnie, On, Klient i to jedno wielkie czepianie się, które on tak naprawdę ze sobą niesie. Sprzedaż bez Klienta byłaby idyllą, Arkadią, Rajem już na ziemi. Przecież to nikt inny, jak właśnie Klient nie dostrzega naszego (handlowego) geniuszu, naszych wyrafinowanych, profesjonalnych technik pracy z nim, naszego zaangażowania, oddania, lojalności. To Klient nie docenia atrakcyjności naszej oferty, nie jest w stanie jej należycie ocenić. Nie uzmysławia sobie nawet jak bardzo nasza oferta zmieni jego życie. Klient jest głupi, zacofany, zakompleksiony, pełen obaw i lęków. Czarnogród. Moher. Radiomaryja! Gdyby istniała modlitwa handlowca, pewnie zawierałaby strofę - "...I od wszelkich Klientów wybaw nas Panie!" Aż korci mnie aby po zadawanym uczestnikom szkoleń pytaniu - jaki jest Twój dobry Klient, odpowiedzieć za nich - jak to, jaki? Co za pytanie? Martwy!

Zagadnienia: sprzedaż, zarządzanie, clienting, Wojciechowski print