Kajzen srajzen

blank

Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu oraz co w nadmiarze szkodzi - te dwie prawdy winni wziąć sobie głęboko do serca wszyscy bezkrytyczni miłośnicy i zwolennicy filozofii Kaizen, których ostatnio co i rusz spotykam w wielu firmach i organizacjach. Nic nie umniejszając ideii doskonalenia procesów i pracy nad optymalizacją - które przyświecają tej, mającej dalekowschodnie korzenie filozofii - zdrowy rozsądek i otwartość na zmiany, na otaczający nas świat i zjawiska, zmiany w nim zachodzące winny być nadrzędnym elementem współczesnego zarządzania rozwojem. Trzeba pamiętać, że idea Kaizen nie jest receptą uniwersalną, na wszystko i, że ma także i swoje minusy jak każda metoda zarządzania. Nadmierna koncentracja nad wprowadzaniem niewielkich zmian może odciągnąć uwagę od pracy nad innowacjami - radykalnymi zmianami. Zmiany takie wymagają innych metod, takich jak na przykład reengeineeing. W każdej firmie jest potrzebna równowaga pomiędzy dążeniem do wprowadzania nowych, rewolucyjnych metod i produktów oraz doskonaleniem obecnych procesów produkcyjnych. Tymczasem spotkałem ostatnio wręcz fanatyków, talibów Kaizen, którzy ponad wszystko, często wbrew zdrowemu rozsądkowi zamiast dla dobra sprawy złamać schemat, wyrwać się z krępujących i blokujących okowów optymalizacji - wdrażali procedury, spędzając setki godzin nad doskonaleniem czegoś dla samego doskonalenia, w zasadzie nad przywracaniem do życia trupa procesu, który zmarł, bo czasy i świat wokół się zmieniły. Zapomnieli, że to nie duzi zjadają małych ale szybcy opieszałych.

Zagadnienia: sprzedaż, klient, clienting, Wojciechowski print