Zapiski trenera na mankiecie. Część 2.

blank

Ostatni miesiąc można swobodnie nazwać „miesiącem w drodze”. Mało kto mówi o trudach związanych z pracą trenera – ciągłym przemieszczaniem się, szybkim przystosowywaniem się do różnej jakości hoteli, szybkim i intensywnym wchodzeniem w kontakt z różnymi grupami, osobami…

W ostatnim miesiącu było tego bardzo dużo; jeździliśmy przez całą Polskę, czasami nocą dojeżdżaliśmy do miejsca, by rano rozpocząć zajęcia albo wracaliśmy nocą od razu po zajęciach. Ciągle w pośpiechu by trochę zażyć domowej atmosfery. Trochę tułacza jest ta nasza profesja, jeszcze na dodatek biorąc pod uwagę owo tułactwo wewnętrzne, któremu sami się poddajemy bądź też poddajemy innych. Ten miesiąc zapisał się w mojej pamięci jeszcze z dwóch powodów. Pierwszy powód jest związany z zakończeniem szkolenia menedżerskiego, które realizowaliśmy w ramach projektu dofinansowanego ze środków unijnych. Podsumowując nasz projekt, cykl czterech spotkań szkoleniowych, prezes szkolonej przez nas firmy stwierdził, że najważniejszą zmianą osiągniętą po tym cyklu jest zmiana w świadomości menedżerów. W ich patrzeniu na funkcjonowanie firmy, w wiedzy o jej procesach, w uwspólnionym języku i wspólnym doświadczeniu. To bardzo ciekawe spostrzeżenie – przyznam, że rzadki typ refleksji przy powszechnie panującym nastawieniu, że szkolenie ma coś dać – tak konkretnie i namacalnie. Faktycznie, w grupie nastąpiła zmiana – w sposobie myślenia. Choć dyskretna i nie nachalna, dająca najlepsze podstawy do wprowadzania zmian. Bardzo życzę tym menedżerom sukcesów w budowaniu nowego oblicza firmy. Takiego wynikającego z przekształconego myślenia, a nie tylko z zapisanych do wykonania działań. Towarzyszenie zmianie na poziomie mentalnym w szkolonej grupie menedżerów jest dla trenera bardzo wzbogacającym doświadczeniem. Ten miesiąc zapisuje się w mojej pamięci także z drugiego powodu. Pracowałam z pewną grupą – nie przytoczę tu jej charakterystyki, bo zapewniłam pełną dyskrecję. W pracy z tą grupą doświadczyłam zjawiska dotykania granic interwencji. Chodzi o takie granice, w obrębie których to co robi grupa przestaje być już tylko elementem szkolenia. A jest bardziej jej sposobem funkcjonowania na co dzień. Modelowanie zachowań, konfrontowanie oraz inne formy działania trenera przestają w takiej sytuacji być funkcjonalne. Pozostaje mieć swoją postawę…ale to trudne, bo można w ogóle się zapytać….” czy leci z nami pilot?”…. Listopad, tym razem nie snuł się, ale był zapleciony w różne warkocze, czasami trudne do rozczesania.

Zagadnienia: Rozwój, szkolenia, trener, felieton print