W lustrze widzimy to, co jesteśmy w stanie zobaczyć

blank

Konsultacja - część I - ON

Dziwny pomysł z tym parkingiem. Dlaczego go zamykają tak wcześnie? Czyżby nie chodziło im o zarobek?

Znowu parkingowy przypomni mi o granicznej godzinie 16-tej.

„Niech Pan pamięta, że o 16-tej zamykamy” – ten mężczyzna przypomina mi jakiegoś Pyrkosza z ”Alternatywy 4”.

Chyba zdziwiłbym się, gdyby powiedział coś innego. To jak rytuał. Przyzwyczaiłem się. W ogóle często się przyzwyczajam i potem jestem bardzo zaskakiwany zmianą. Tak jak na ostatnim posiedzeniu Zarządu. Przyzwyczaiłem się, że właściciele są zainteresowani tylko liczbami. Więc to pytanie Prezesa o wizję i koncepcję…. W ogóle same słowa mnie zdziwiły. Przyzwyczajam się, tak jak przyzwyczaiłem się do siebie. Do tego, że robię jakieś wrażenie, do tego, że można na mnie polegać, do tego, że nie zostawiam otwartej tubki od pasty do zębów. Trzymam się kurczowo tego co jest, jakbym nie potrafił bez tego istnieć. Teraz przede mną godzina, do której też się przyzwyczaiłem. To taki prezent, wsparcie od firmy. Dowód na to, że Prezes inwestuje w ludzi.

Ktoś mi zaraz otworzy drzwi, wejdę, powieszę płaszcz, podziękuję za kawę i usiądę. Te fotele w gabinecie mają w sobie coś otulającego. Można w nie wpaść, choć pozornie są bardzo surowe.

„Dzień dobry” – otwiera mi drzwi uśmiechnięta młoda dziewczyna. - „Proszę wejść, Pani Magda już na Pana czeka”.

Wchodzę po schodach, zdejmuję płaszcz. Jestem już w innym miejscu, nie tylko fizycznie. To miejsce zaprasza do zatrzymania się. Zatrzymuję się. W kątach siedzi cisza.

„Dzień dobry, Panie Wojtku” – słyszę pogodny głos Pani Magdy. „O czym dzisiaj chce Pan porozmawiać?” – to pytanie jest jak szpada w samo sedno. Takie niby proste, takie neutralne, takie przyjemnie uśmiechające się do mnie… Ktoś mnie pyta, ktoś będzie słuchał, ktoś mi pozwala wybierać. Ja przecież się przyzwyczaiłem, więc taki obszar wolności to jak jasny grom z nieba. O czym chcę porozmawiać ? O sobie, o tym wszystkim, co jest takie samo, co jest zaledwie letnie emocjonalnie, co nie pozwala żyć ani o kawałek lepiej ani o kawałek gorzej… Ciągle tak samo…

„Myślałem o moim zespole, o tym czy wystarczająco motywuję ludzi” – z niedowierzaniem słyszę swój głos. Taki sam, jak w każdej innej sytuacji. Co ja mówię! Przecież cholernie nie chcę rozmawiać o innych, chcę o sobie, chcę siebie rozpiąć, odpiąć, zdjąć z tego wieszaka dobrze skrojonego. Nic mnie dzisiaj nie obchodzi mój zespół.

„To znaczy?” – pada pytanie. „To znaczy, czy w ogóle biorę pod uwagę potrzeby Olka, Marii, innych. Czy jestem z nimi w kontakcie tak, by ich rozumieć, by wiedzieć jacy są, czego potrzebują…”

Tak, czego ja potrzebuję. Jakże dawno nie myślałem w kategoriach moich potrzeb. Co to są te „kategorie moich potrzeb”? Czy mi czegoś brakuje, czy tęsknię za czymś?

„Skąd się wzięło takie pytanie w Panu?” Duch Święty nade mną przeleciał Pani Magdo. Nie wiem skąd… Zastanawiam się… Ciekawe, czy Ty, Pani Magdo, też masz takie dylematy? Jak to jest z tymi przemądrzałymi psychologami? Przecież też muszą mieć jakiś swój poziom pokręcenia.

„Czasami mam wrażenie, że oni są jak za szybą – kontaktują się ze mną, są poprawni, przynoszą informacje o wynikach, czasami zapytają o coś. Ale nie wiem o nich nic więcej. Nie wiem nawet jak mam to wiedzieć”.

„Oni są za szybą, a Pan gdzie jest?” – co to za pytanie? Ta baba zajrzy w każde pofałdowanie myśli. Gdzie jestem? Ale o co chodzi, o co ona mnie pyta – gdzie jestem z nimi, gdzie jestem teraz czy w ogóle gdzie jestem… No, a gdzie mam być. Tam, gdzie zwykle. Tak samo. Taki sam. Taki przyzwyczajony, taki do którego inni się przyzwyczaili, taki jak prosta linia – ciągnący się bez widocznej zmiany. Jakże bardzo nie lubię tego „tego samego”.

To lustro. Sprytnie wymyśliła, że sadza klienta przodem do lustra. Nie da się nie patrzeć na siebie.

„Pani Magdo, dzisiaj chciałbym porozmawiać o sobie…”

Magdalena Sękowska

Zagadnienia: coaching, Rozwój, zarządzanie zespołem, zarządzanie sobą print