JA, Czyli Coach

blank

Konsultacja część II - JA Zaraz przyjdzie Pan Wojtek. Pan Sympatyczny – jak go nazywam w swoich myślach. To już trzecie spotkanie. Jego cel coachingowy to wsparcie zarządzania zespołem. Pan Wojtek chce wzmocnić swoje kompetencje kierowania zespołem. Jest punktualny, bardzo dbający o dobre maniery i formę, taki bardzo poprawny. „Pani Magdo, czy Pani pozwoli, chciałbym - jeśli można, jeśli to Pani nie sprawi kłopotu, że tak powiem trochę kolokwialnie…”. Przeprosinami wyprzedza każdy element niezgodny z jakąś formą czy porządkiem. Dba o odbiorcę, ale robi to zanim się dowie, czego chce sam odbiorca. Moje zapiski po drugim spotkaniu: „jestem ciekawa, trwa we mnie pytanie; jak Pan Wojtek się złości, jak czegoś nie wie, czy czegoś bardzo pragnie? Jak się w nim różnicują uczucia, co tworzy jego wyżyny emocjonalne, a jak przebiegają jego dołki? Dochodzi trzecia. Pewnie za chwilę rozlegnie się dzwonek. Ciekawe co robi teraz mój adolescent? Fajne to określenie „adolescent”. Ewa śmieje się z niego, ale ono oddaje ten sens czasu dojrzewania, gdy się nie jest już dzieckiem i nie jest się jeszcze dorosłym. W tym słowie jest coś niezależnego i dumnego. Mój syn - adolescent. Pewnie zjadłby drugi obiad. Ktoś zadzwonił, słyszę kroki po schodach. Jak zwykle Pan Wojtek bardzo starannie kładzie swoją teczkę obok fotela. Ona widocznie nie za bardzo chce tam stać i co chwilę osuwa się, nie czując stabilnego oparcia w poręczy fotela. Jest całe 30 metrów kwadratowych tego gabinetu, gdzie można postawić tę teczkę, ale ona jednak stoi obok fotela, by potem stać się stale ogrywanym przedmiotem w trakcie całego spotkania. Jaką to pełni funkcję, czy to symbol, co znaczy to „staranne stawianie teczki” w kontekście funkcjonowania Pana Wojtka? Zadaję pytanie, które w kontakcie z Panem Wojtkiem jest też swojego rodzaju rytuałem: „O czym dzisiaj chce Pan porozmawiać?”. Dla mnie pytanie to jest jak drzwi do pomieszczenia, do którego mogę od razu wejść. Jest też informacją o innych pomieszczeniach, do których nie będzie można tak łatwo się dostać. Pan Wojtek wybiera temat zespołu. Ale jest jakiś nowy element… coś z relacji między nim a innymi. Problem dotyczy tego, czy Pan Wojtek wystarczająco motywuje ludzi w zespole. Ten element relacji, to wprowadzenie czegoś bardziej dynamicznego - to jakaś różnica w stosunku do wypowiedzi Pana Wojtka z tych wcześniejszych spotkań. Ale ten ruch przywracania torby do pionu, do starannego przytulania się do surowej nogi fotela…. To jakiś element z poprzednich spotkań…. Ciekawe, czy to przypadek, to odniesienie do siebie i do swojej relacji z innymi… Może za tym pójdę. „ Skąd się wzięło takie pytanie w Panu?” – pytam. Coś chcę wzbudzić, o coś zapytać. Nie wiem nawet o co. Czuję w tym spotkaniu jakąś nową, minimalnie zaznaczoną jakość. Jakiś wątek, jakiś kawałek, który na chwilę mignął i znowu schował się. Pan Wojtek taki sam, ale ten ton głosu, to nieznaczne zawieszanie głosu, między odpowiedziami kładące się ospale chwile zamiast pędzących ekspresów. A może to mój wątek sobie samej stawianych pytań wobec dorastania mojego syna. Wątek zgody na jego indywidualność, niezależność, rys własny… Może w Panu Wojtku szukam też jego „adolescencji”? „Czasami mam wrażenie, że oni są jak za szybą – kontaktują się ze mną, są poprawni, przynoszą informacje o wynikach, czasami zapytają o coś. Ale nie wiem o nich nic więcej. Nie wiem nawet jak mam to wiedzieć”. Nie, to nie przypadek, to dotkniecie czegoś w sobie. Więc nie o nich tak naprawdę chce rozmawiać. To coś o sobie. Ta torba, którą tak uporczywie stawia, to też być może coś o sobie. Ja też czuję, że w tym kontakcie potrzebuję coś o Panu Wojtku: takim zwykłym, bez racji i bez wiedzy, takim nieporadnym, takim, któremu torba ucieka, takim, który po coś dla siebie przyszedł na coaching. Tak bardzo bym chciała powiedzieć, że tu, w tym miejscu jest czas dla niego, dla każdego głupiego i mądrego pytania, dla każdej potrzeby, która ma energię wydobycia się spod nawału nawyków. Przez długi czas leży między nami milczenie. Nie zapraszany to gość przy okazji wcześniejszych spotkań. Leży i przygląda się. Cienie na ścianach wskazują już nadchodzący wieczór. Tak, zimą to wszystko jest szybciej.Zostało nam 45 minut do końca sesji. To 2 700 sekund. To ogrom wypowiedzianych słów. To czas na mówienie…. „Pani Magdo, dzisiaj chciałbym porozmawiać o sobie…” Zapraszam do przeczytania tekstu pt. "W lustrze widzimy to, co chcemy zobaczyć - konsultacja, część I "

Zagadnienia: coaching, umiejętności menedżerskie, lidership, zarządzanie zespołem print