Był sobie menedżer….

blank

Przyszedł piętnaście minut później, bo się spieszył. Wierzy w moc spotkań coachingowych, ale nie ma czasu na zagłębianie się w różne sprawy - musi działać, szczególnie, że większość jego zadań powinna być zrobiona na wczoraj. Bardzo chce rozwijać siebie i swoich pracowników, ma nawet pomysły jak mógłby to robić, ale wpierw musi się uporać z tymi wszystkimi "bieżączkami", aby móc robić coś sensownego.

Wie, że zarządzanie jest związane z planowaniem i dalekosiężną perspektywą, ale to jest dobre w dobrze rozwiniętych korporacjach, a my tu borykamy się z konkurencją, którą trzeba odpierać. Nie jest zadowolony w pełni ze swojej pracy, bo ciągle musi coś poprawiać, zmieniać, zwiększać. Niedługo będzie w takim wieku, kiedy trudno jest żyć w codziennej frustracji. Na biurku ma pełno papierów, bo ciągle musi do czegoś zaglądać, coś sprawdzać. Poprzylepiane na komputerze karteczki wytyczają szlaki działań, jak pigułki zmieniające libido. Mam mu nie zadawać takich trudnych pytań, bo musiałby całe wieki u mnie przesiedzieć, a on musi wiedzieć, co ma robić. No tak, wie dobrze, że skonfrontuję to jego "robić" z "myśleć" , ale przecież On z samego myślenia nie wyżyje.

Szybko mówi, szybko chodzi, często jest podłączony - do komputera, telefonu, internetu. Je czasami, najczęściej pod koniec dnia, gdy już zapomniał, czy na pewno jest głodny. Lubi tu przychodzić, bo na chwilę przynajmniej może się zatrzymać. Ale nie ma sensu poruszać już problemu, z którym przyszedł, bo dzisiaj wyjątkowo się spieszy. Aha, ostatnio rozmawiał z kolegą z innej firmy. U nich też wprowadzili coaching dla menedżerów. Ale tam trenerzy jeszcze się nie umówili na spotkania, bo firma jest w restrukturyzacji i ciągle są jakieś narady. Więc w jego firmie nie jest przecież jeszcze tak źle, mówi do mnie. Znowu chcę go przytrzymać, by umówić konkretną datę, ale przecież powinnam wiedzieć, że ewentualnie wszystko się może zmienić. Tak, wie co kiedyś powiedziałam o samochodzie, który przecież musi być kiedyś zatankowany. Póki co jedzie, a potem w razie czego przecież może przyjść na coaching. Już leci, bo jest już prawie spóźniony na spotkanie z klientem. Ale z dzisiejszego spotkania zapamięta, że nie będzie tego w działaniu, czego nie ma w myśleniu. Przecież szybko się uczy. A i fajne są te kamyczki, które mam na parapecie, jakoś Go wyciszają... A ja mogę poczekać.

Zagadnienia: kompetencje, coaching, kadra menedżerska print