Liczby czy historie? Co lepiej przedstawia rzeczywistość?

blank

Żyjemy, oddychamy, myślimy, planujemy, oceniamy i zarządzamy w liczbach. Oczywiście liczymy w liczbach. Ale… Czy to bóstwo kwantyfikowalności nie jest bóstwem zbrodni? Pierwszy raz spotkałem się z oceną efektów działań szkoleniowych opartą NIE NA LICZBACH I STATYSTYCE dużej grupy (średnia, wzrost lub przyrost itd), ale na OPOWIEŚCI w firmie DB SCHENKER, gdzie pracowałem jako Interim Manager. Narzędzie Success Case Method było odświeżające, jednak… Bazowało na relacji jeden do jednego, czyli analizowało konkretny przypadek sukcesu, bez tła innych zmian lub zachowań. Od 3 lat rozwijam tą metodę, doczekała się narzędzia on-line. Gdy jednak uczestniczyłem pod koniec zeszłego roku w konferencji poświęconej Ocenie Efektywności Szkoleń, na sali i na prezentacjach królowały liczby i wykresy (a publiczność celowała w podważaniu tychże liczb, ich wiarygodności, i słusznie). Potem o sile opowiadanej historii z zapartym tchem czytałem w książce “Błąd Power Pointa” - kto z Was czytał i normalnie oddychał - nie wierzę Nota bene wspaniałe opisy usypiających slajdów z wykresami liczbowymi! Układanka składa się na większą całość. Jednak efekt WOW mam dziś, czytając świetną książkę EKONOMIA DOBRA I ZŁA Tomasa Sedlacka. Pisze on o religii ekonomistów - liczbach, a swoją genialną myśl ekonomiczną snuje wokół mitów i historii. Pisze, do czego doprowadziła nas wiara w modele matematyczne. Zresztą - do czego doprowadziła ekonomię, widzimy dookoła. Nie dajmy się zwariować, że tylko to, co możesz policzyć, możesz kontrolować. Patrzenie “z góry” na metody oparte o analizę przypadku sukcesu niesionego magią opowieści tylko dlatego, że nie wiemy, jak to policzyć? A wiemy, DLACZEGO mamy TO liczyć? Czasem jest tak, że to, co się liczy, nie da się policzyć, a to, co daje się policzyć –nie liczy się. Albert Einstein