Kup Pan bilet !

blank

Kilka ostatnich dni upłynęło mi na roztrząsaniu niezwykle istotnej kwestii: co wydarzy się prędzej - uderzy we mnie zabłąkany amerykański satelita, czy w końcu zaloguję się do serwisu Kupbilet.pl. Dzisiaj już wiem, że satelita na pewno we mnie nie uderzy (wczoraj uderzyli w niego Amerykanie), co wcale nie poprawiło mi humoru podczas nie-pamiętam-już-której próby ustawienia się w wirtualnej kolejce po wymarzony bilet na przynajmniej jeden mecz EURO. W tym momencie okrucieństwem z mojej strony byłoby pastwienie się nad ludźmi odpowiedzialnymi za projekt i wdrożenie systemu (niech się pastwi dział IT). Nie ma sensu już wracać do kilku pamiętnych godzin, w czasie których każdy, komu udało się zalogować do serwisu (na własny użytek nazywam takich szczęśliwców YETI - każdy o nich słyszał, ale niewielu widziało) mógł zapoznać się z danymi osobowymi zarejestrowanych wcześniej osób. Być może postanowiono zastosować nowatorski system podwójnej selekcji - pierwsza przy próbie zarejestrowania, druga podczas właściwego losowania. No cóż, biorąc pod uwagę stosunek zainteresowanych kupnem biletów do ich faktycznej ilości, pomysł wydaje się nowatorski i jak najbardziej trafiony. To co tak naprawdę mnie zdziwiło, to reakcja firmy odpowiedzialnej za aplikację, której przedstawiciel stwierdził, że całkowitą winę za niesprawne działanie serwisu ponoszą .... internauci, którzy wszyscy na raz chcieli zalogować się do systemu. Aż chciało by się dodać, że ci sami internauci odpowiedzialni są za koklusz i globalne ocieplenie. Nawet jeżeli systemu nie można było inaczej zaprojektować (założenie jak najbardziej wątpliwe), to kto pozwolił na publiczne zaprezentowanie takiego stanowiska?! Jak można powiedzieć, że ludzie, dla których system został stworzony, są przyczyną jego skandalicznej awaryjności. Oczywiście można wyjść z założenia, że coś, z czego się nie korzysta nie ulega awariom - w końcu, jeżeli samochód nie jest używany, to raczej nie zostanie zniszczony w wypadku. Zawsze też można próbować ukryć swoją niekompetencję (bo przecież kto się mógł spodziewać takiego zainteresowania biletami) i zrzucić winę na innych. Ale to działanie nieskuteczne, nawet na krótką metę. Nie wiem, kto odpowiada za strategię komunikacyjną spółki Less (wykonawcy sytemu), chociaż po tej wypowiedzi można podejrzewać, że nikt. Szkoda, bo chyba najwyższa pora uświadomić sobie, że czasy, w których klienci byli dla firm, a nie na odwrót minęły (na szczęście) bezpowrotnie. Pozostaje pogratulować wyczucia.