Guten Morgen Herr Cleese

blank

Pewne rozluźnienie konwencji reklamowania usług bankowych możemy zaobserwować już od jakiegoś czasu. Coraz częściej, zamiast nadętych i mało pomysłowych spotów mamy możliwość podziwiać małe dzieła sztuki, które niby tak przy okazji informują nas o nowej karcie kredytowej, super lokacie, mega koncie i co tam jeszcze dusza zapragnie. Dlatego nie poczułem się zszokowany, zażenowany, czy zniesmaczony oglądając nową reklamę BZ WBK, której gwiazdą jest John Cleese, jeden z założycieli popularnego (jak ja nie lubię słowa "kultowy") Latającego Cyrku Monty Python`a. Powiem więcej, kiedy zobaczyłem ją pierwszy raz uznałem, że luka po genialnych spotach ING (obecna kampania to delikatnie mówiąc "strzał w kolano") została nareszcie wypełniona. Jednak każdy kolejny kontakt ze spotem powodował, że coś mi w nim coraz bardziej "nie grało". Na pierwszy rzut poszła osoba Cleese`a. No tak, wszystko świetnie, gwiazdor z górnej półki, na pewno nie ograny w polskiej telewizji.... aha, właśnie. Cleese jest niewątpliwie postacią wybitną, ale czy na w Polsce tyle popularną, żeby stać się twarzą kampanii i osiągnąć sukces chociażby Pierce`a Brosnan`a? W końcu Cleese nigdy nie był Bondem (chociaż w Bondach gra!), nie wystąpił w żadnym popularnym u nas filmie (ok, była "Rybka zwana Wandą" ale która telewizja to teraz puszcza?), a jego kabaretowy rodowód powoduje, że przez część społeczeństwa może być postrzegany, jako "ten głupek z Ministerstwa Głupich Kroków". Żeby była jasność - nie podważam jego popularności i wielkości jego talentu (eh ten "Żywot Briana`a" :)), zastanawiam się tylko, czy grupa jego fanów pokrywa się z grupą docelową reklamowanego produktu. A no właśnie... produkt. Może to dziwnie zabrzmi, ale do pewnego momentu miałem spore problemy z utożsamieniem spotu z produktem. Ok, wiedziałem, że to reklama banku, potem, że BZ WBK, ale za cholerę nie mogłem tego skojarzyć z szybką pożyczką gotówkową. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że BZ WBK "wejdzie w buty" PLUSA, którego reklamy firmowane przez kabaret Mumio bardzo długo nie były kojarzone z operatorem. BZ WBK zdecydował się na jeszcze jedną, dość ryzykowną zagrywkę - zabawę z pewnymi polskimi stereotypami. Osobiście uważam, że to świetne zagranie, na dodatek zrealizowane w sposób niezwykle inteligentny. Ale również w tym kontekście powraca pytanie o to, czy coś co wydaje się śmieszne twórcom reklamy, nie będzie obraźliwe dla jej odbiorców. Nie ukrywam, że zadrżałem, kiedy Cleese po "Polsku" powiedział: Guten Morgen. Nie mówiąc już o pierogach i meczu Polska Anglia z 1973 roku. Akurat w tym punkcie chciałbym się pomylić, chciałbym, aby okazało się, że mamy do siebie dużo więcej dystansu niż się wydaje, że mamy, ale jakoś czarno to widzę. Optymizmem nie napawają w każdym razie histeryczne wręcz reakcje na prowadzoną w USA kampanię jednej z wódek (pomysł kampanii opiera się na tzw. polish jokes). Chciałbym jednak podkreślić mój jak najbardziej pozytywny stosunek do pomysłu agencji Men At Work (odpowiedzialni za kreację i realizację spotu). Jestem jak najbardziej za łamaniem konwencji (dość reklam z panią Basią, która bierze kredyt na nową pralkę i wymianę okien). Nie wiem tylko, czy jesteśmy, jako konsumenci na to gotowi.

Zagadnienia: marketing, kampania reklamowa, marka, wizerunek marki print