CARPE DIEM ;-)

blank

Chwytaj dzień człowieku, wykorzystuj każdą szansę, szanuj każdą minutę życia… Najdziwniejsze jest to, że doskonale o tym wiedzieli starożytni, a ludzie z XXI-ego wieku tego nie wiedzą. Oto kolejny paradoks cywilizacji. Już wyjaśniam co mnie natchnęło i dlaczego o tym piszę. Z okazji bicia rekordu Europy w skokach spadochronowych formacji wieloosobowych do mojego miasta zawitały różne ekipy telewizyjne. I dziś z chmur na ziemię skoczyła Dorota Gardias – Skóra, przemiła pogodynka z pewnej stacji telewizyjnej (bez nazwy, żeby nie było kryptoreklamy). Z bliska widziałam jej buźkę tryskającą nieokiełznaną radością; jest to objaw nazywany „nieschodzącym bananem” i występuje u każdego, kto skoczył w tandemie; utrzymuje się nawet do kilku godzin. Banan ten jest wypadkową adrenaliny i hormonu szczęścia, na długo daje potężny zastrzyk energii i optymizmu – dwóch motorów działania w życiu, również zawodowym. Nie tylko spadochroniarstwo daje to uczucie; jedni uwielbiają wycieczki motocyklowe, drudzy wspinaczkę, inni aerobic, a jeszcze inni szydełkowanie! Uczucie szczęścia i samozadowolenia daje nam to, co lubimy robić, nasze hobby, nasza pasja. Tylko cały problem pogrzebany jest w tym, że większość pracujących osób narzeka na brak czasu dla siebie czyli w podtekście również na realizację swoich pasji. Ten artykuł nie jest krótkim podręcznikiem „Jak zarządzać sobą w czasie”. Ten artykuł – mam nadzieję – będzie bacikiem, który zatrzyma choć kilka pędzących na oślep koni na życiowej Wielkiej Pardubickiej. W sumie bacikiem i jabłuszkiem jednocześnie; z jednej strony pokaże zagrożenia, a z drugiej to co możemy zyskać zastanawiając się choć przez chwilę nad kruchością i przemijalnością naszego życia. Jak wygląda życie przeciętnego Polaka, który poprzez od dziecka wpojony konsumpcjonalizm, życie postrzega tylko i wyłącznie przez pryzmat pracy zawodowej, kariery, ponieważ to właśnie praca zapewnia mu środki na realizację celów. Wstaje rano i pospiesznie szykuje się do pracy; w pracy młyn – większość zadań jest z terminem wczorajszym; po pracy droga do domu we wszechobecnych korkach; w domku zamiast spędzić czas z rodziną czy wygospodarować choć chwilę dla siebie dłubie jakieś zlecenie albo zaległą pracę; wieczorem pada na twarz tak zmęczony, że nawet nie chce mu się palcem w bucie kiwnąć. A wszystko po to, żeby w pracy byli z niego zadowoleni, bo może jakaś podwyżka, nagroda, a może nawet awans… Czyżby byt określał świadomość? No właśnie nie do końca i to z kilku powodów. Po pierwsze taki tryb życia to równia pochyła dla kreatywnego i dobrego pracownika; w przeciągu kilku lat będzie wypalonym i smutnym rutyniarzem, żaden szef nie będzie mógł od niego oczekiwać świeżego spojrzenia na problem czy optymizmu tak ważnego w pracy zespołowej. Po drugie człowiek mający czas na życie pozazawodowe to człowiek szczęśliwszy, pewniejszy siebie – sprawdza się w różnych obszarach życia, potrafi odkrywać w sobie nowe cechy charakteru, predyspozycje; ponieważ jest szczęśliwy potrafi szybko podnieść się po porażce, przyjąć krytykę i wyciągnąć z niej konstruktywne wnioski. Po trzecie pasjonaci życia to osoby twórcze, podchodzące do swoich obowiązków z większym zaangażowaniem. I całkiem możliwe jest, że gość w bardzo drogim garniturze (na który zarobił pracując po 14 godzin na dobę) nie będzie wcale lepszym pracownikiem od innego gościa, który na spotkanie rekrutacyjne przyszedł w standardowym ubraniu, ale w którego cv w rubryce hobby wpisana jest np.: wspinaczka i wolontariat. Bo w życiu najważniejszą rzeczą jest równowaga pomiędzy pracą a resztą życia, pomiędzy czasem dla innych i czasem dla siebie, pomiędzy tym co musimy zrobić i tym, co zrobić chcemy. Jeśli nie ma równowagi, czasu na oddech, to maszyna zwana człowiekiem zaczyna szwankować. Najczęstsze objawy to zespół wypalenia zawodowego, choroby autoimmunologiczne czy chroniczne zmęczenie. Każde powyższe obniża nasz potencjał nawet do połowy. A najczęstszym skutkiem jest nieudane życie prywatne. Czy gra jest warta świeczki? Każdy z nas ma prawo powiedzieć, że wszystko zależy od przyjętych priorytetów. Ale czy jesteśmy w stanie przyznać, że przez owczy pęd do wyimaginowanego „stołka” straciliśmy coś lub kogoś bezpowrotnie? Że przez te kilka lat wspinania się po szczeblach drabiny nie mieliśmy czasu, aby wykorzystać szansę daną nam przez los? Być może jesteśmy, ale bardzo wątpię, byśmy wyciągnęli z tego płynące wnioski i wcielili je w życie. Widać to doskonale na przykładach ludzi nam bliskich: stając w obliczu klęski osobistej czy tragedii na chwilkę zatrzymują się nad życiem, zastanawiają. Ale nie trwa to zbyt długo, wracają do kieratu i gonitwy. W sumie nawet wpadną na to, że można żyć inaczej, ale zabraknie im konsekwencji a czasem odwagi, aby zrealizować swoje marzenia. Chwytaj dzień, wyciskaj z niego ile się da radości, realizuj swoje pasje, traktuj każdy dzień jak swoje osobiste święto. Bądź bogaty w doświadczenia. Bo lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż pluć sobie w brodę, że się czegoś nie zrobiło… Carpe diem ;-) http://kobieta.gazeta.pl/poradnik-domowy/1,63125,3049659.html

Zagadnienia: motywacja, rozwój osobisty, kariera, samorealizacja print