Ocena a diagnoza

blank

To jest białe, pożyteczne, dobre, konieczne, a tamto – czarne, złe, niedobre, zbędne, niewłaściwe…Ten człowiek jest świetny, tamten – bezsensowny…Nasz umysł bezustannie wartościuje, kontroluje, wydaje wyroki, skazuje. To męczące…Bywa i krzywdzące. Gdy nie rozumiemy, gdy obawiamy się tego, co jest „poza nami”, wtedy oceniamy. Robimy to także dla uproszczenia, ułatwienia – mamy gotową kategorię i „już wiemy”, nie trzeba dalej myśleć o kwestii…„On zachowuje się tak strasznie”, ”Nigdy bym tak nie postąpił” – mówiąc tak, radzimy sobie z własną niepewnością, niezadowoleniem, zyskujemy chwilę lepszego samopoczucia. A przecież istnieją kolory pośrednie, odcienie, niuanse, coś, o czym nie wiemy, czego chwilowo nie ogarniamy… Każda ocena skazuje nas na izolację od drugiej osoby. Skazuje nas także na brak zrozumienia siebie, bowiem odcinając się od zachowań innych, wypieramy się nas samych. Bardzo często bowiem krytykujemy w innych to, czego nie akceptujemy w sobie. Oceniamy to, co nam się przytrafiło – to było w porządku, tamto - złe, to rozsądne, a to - nie, inne z kolei miłe, a kolejne – beznadziejne. Nie chcemy niepewności, bólu, kryzysu. Chcemy sobie ułatwić i natychmiast wiedzieć, za co podziękować losowi, a na co się złościć. Nie wiemy, że to „sztuczka” naszego niepewnego umysłu. Doświadczeni, refleksyjni ludzie mówią, że to, co się nam przytrafia, jest dla nas na ogół dobre. I tylko patrząc na życie w ten sposób, można zachować otwartość, refleksyjność, uczyć się na błędach, czyli – także rozwijać się.

Akceptacja

Najprościej będzie zrozumieć i docenić znaczenie akceptacji poprzez historię opowiedzianą przez chińskiego pisarza Lao Tse. „W pewnej wiosce żył stary człowiek. Chociaż był biedny, wszyscy mu zazdrościli, bo miał pięknego, białego konia. Wszyscy możni – królowie, magnaci – chcieli tego konia kupić, oferowali interesujące sumy. Stary człowiek pytał wtedy: „Jak mógłbym sprzedać przyjaciela?” Pewnego dnia odkrył, że koń zniknął. Cała wioska zrzędziła: „Głupcze! Trzeba go było sprzedać! Jakie to nieszczęście!” Stary człowiek rzekł: „Zaraz…Powiedzcie, że konia nie ma w stajni. To jest fakt, a reszta jest osądem. Skąd można wiedzieć, czy to szczęście, czy nie? Jak można oceniać? Czy wiemy, co się dalej wydarzy?” Ludzie uznali, że stary człowiek nie wie, co mówi. Po dwóch tygodniach biały koń wrócił. Nikt go nie ukradł; koń wybrał swobodę. Teraz wrócił i przyprowadził ze sobą dziesięć dzikich koni. Znów przybyli mieszkańcy wioski i zaczęli mówić: „Miałeś rację – to nie było nieszczęście, ale błogosławieństwo!” Stary człowiek odpowiedział: „Nie osądzajcie pochopnie! Po prostu powiedzcie, że koń wrócił, a razem z nim dziesięć koni. Kto wie, czy to błogosławieństwo, czy też nie? Czy to czarne, czy też białe? To przecież wycinek losu. Życie jest tak szerokie. Nie można oceniać całości na bazie fragmentu. Nigdy nic nie wiadomo. Ja pozostaję beztroski, gdy nie osądzam”. Stary człowiek miał syna, jedynaka. Chłopiec zaczął ujeżdżać dzikie konie. Tydzień później spadł z jednego niefortunnie - złamał obie nogi. Jak zawsze, przyszli sąsiedzi i znów, jak to zwykle ludzie robią, zaczęli oceniać, co się stało. Osądy przychodzą tak łatwo! Starzec rzekł: „Tym razem też nie wiemy, czy to błogosławieństwo, czy nieszczęście. Życie ukazuje nam się stopniowo. Oceniając tylko jedną część, musielibyśmy założyć, że znamy całość”. Kilka tygodnie później wybuchła walka z sąsiednią krainą. Młodych mężczyzn powołano do działań wojennych. Pozostał ułomny syn starca. Mieszkańcy wioski zebrali się. W smutku mówią: „Miałeś rację, starcze! To faktycznie był błogosławieństwo. Co prawda twój syn nie może teraz chodzić, ale przynajmniej jest z tobą. Nasi synowie przepadną raz na zawsze.” Starzec znów mówi: „Nie da rady z wami rozmawiać. Wciąż oceniacie i oceniacie. Powiedzcie, że wasi synowie zostali zabrani, a mój syn jest ze mną. Nikt nie wie, czy to błogosławieństwo, czy nieszczęście. I nikt tego nie będzie wiedzieć.”

Ten, kto chodzi, czasem się potknie

Osąd to przeciwieństwo akceptacji. Nie można osądzać i akceptować równocześnie. Wyłącznie akceptacja rodzi zrozumienie i spokój. Gdy nauczysz się rezygnować z osądzania, nauczysz się też nadmiernie kontrolować sytuacje i zachowania innych ludzi. Bez osądzania i kontrolowania ich życie stanie się lżejsze.Los potrafi płatać figle. Potrafi zaserwować to, czym jeszcze niedawno byliśmy oburzeni, zniesmaczeni, zdziwieni, co „nie mieściło się w głowie”. Może lepiej nie wyzywać losu? Gdy zaniechasz osądów kontroli, dostrzeżesz, że wszystko ma sens; będziesz świadomie doświadczać każdej chwili. Pozwolisz sobie i innych na ryzyko potknięcia i zranienia dlatego, że będziesz pamiętać, że każda osoba jest inna i w danej chwili potrzebuje czego innego. Odpuść sobie. Przestań surowo patrzeć na innych. Nie oceniaj. Życie jest, jakie jest.

Praktyczne sugestie:

Gdy po raz kolejny złapiesz się na tym, że chcesz kogoś pochopnie skrytykować czy ocenić, wstrzymaj się. Do końca nie wiesz, w jakim momencie życiowym jest człowiek, który postąpił tak, a nie inaczej; zrobił coś, co Cię tak drażni. Patrz na fakty. Nie wiesz jeszcze, co wyniknie z błędu, który właśnie popełnił. A każdy ma prawo do własnych błędów. Każdorazowo, gdy zechcesz pouczać kogoś, wykonaj ćwiczenie: usiądź na chwilę, zamknij oczy i postaraj się wczuć w sytuację osoby, której zachowanie Cię rozdrażniło. Pomyśl chociaż chwilę, czy wiesz, co ta osoba przeszła, w jakich warunkach żyje, jakie ma zmartwienia i trudności? Oczywiście, fakt, że osoba może mieć np. zawirowania życiowe, nie zwalnia jej obowiązku ludzkiego zachowania. Niemniej, gdy wykonasz to ćwiczenie starannie, zrozumiesz, że o ile człowiek myśli, to postępuje tak, jak w danej chwili uważa za stosowne. Przypomnij sobie, gdy zdawało Ci się, że nie popełnisz takiego błędu, jak znajoma (kuzynka, sąsiadka itp.), a po jakimś czasie postąpiłaś czy postąpiłeś w zbliżony sposób (pokłóciłaś się z kimś, obraziłeś się, uniosłaś się gniewem, zapomniałeś o ważnej sprawie..). Przypomnij sobie, czy były w Twoim życiu sytuacje, gdy myślałeś, że właśnie teraz masz najgorsze chwile swojego życia, a po kilku miesiącach okazało się, że – mimo że chwile te były trudne, przyniosły jednak coś pożytecznego – wyjście z trudności, nowe doświadczenie, wzrost wiedzy, wrażliwości i zaufania do siebie. Ucz się analizowania (diagnozowania). Zastanów się nad sytuacją, okolicznościami, przesłankami, możliwymi powodami. Umiejętność sprawnej analizy sytuacji to jedna z umiejętności społecznych. Pozwala zachować dystans, zrozumieć i trafniej odnosić się do tego, co Cię spotyka.

Zagadnienia: Rozwój, szkolenia, ocena, diagnoza print