Polski rząd jest nieporadny w działaniach public relations

blank

Mija właśnie druga rocznica powstania rządu gabinetu Donalda Tuska. Jedną z cech tego rządu – bardzo chętnie podnoszoną przy różnych okazjach przez opozycję – jest absolutna biegłość w uprawianiu marketingu i public relations w szczególności. Często nawet padają stwierdzenie, że tylko w tych działaniach, aktualny rząd jest skuteczny, a nawet zbyt skuteczny. Zarzut ten jest formułowany tak wobec rządu, Platformy Obywatelskiej jak i premiera Donalda Tuska. Nie jest to prawda. Więcej - jestem przekonany, że aktualny rząd jest wielce nieporadny w tych kwestiach. Dzieje się tak, ponieważ rząd nie ma spójnej, długofalowej, logicznej strategii działań marketingowych czy też public relations. Nawet jeśli ją ma, to nie dysponuje profesjonalną strukturą wykonawczą, która dzień po dniu wykonuje mrówczą pracę.Generalnie Prezes Rady Ministrów, poszczególni członkowie jego gabinetu, ich rzecznicy głównie zajmują się obsługą kolejnych sytuacji kryzysowych. Można by zaryzykować twierdzenie, że minimum 90% czasu poświęconego przez każdego z nich na rzecz komunikacji społecznej to „gaszenie kolejnego pożaru”. Owe pozostałe 10% czasu to podejmowanych aktywności z próbami przebicia się do oczu i uszu opinii publicznej – i najczęściej są to wyłącznie próby. Polski rząd, jak zresztą każdy w demokratycznym społeczeństwie jest żelaznym zakładnikiem mediów. Nie może bez nich żyć, ale tez nie ma na nie żadnego wpływu (przynajmniej na te prywatne). Tym samym to wszyscy politycy (również rząd) muszą się dostosowywać do obowiązujących warunków, a nie odwrotnie; te zaś się bezustannie się zmieniają. Media podążając ku tabloidyzacji spłycają jakość i treść przekazu; dodatkowo skracając go niemiłosiernie. W istocie polują na źródła niskich emocji – bo tylko takie są w stanie przyciągnąć publikę - zła waluta informacyjna wypiera dobrą. Chcąc więc cokolwiek powiedzieć, czy to się podoba czy nie, polityk z definicji musi się przygotować na konfrontację ze „światem barbarzyńców żyjącym z bieżączki” - rząd również. Witamy więc w świecie publicity: naskórkowych, szybkich, prostych kontaktów z mediami, które nie budują czegokolwiek poza króciutką obecnością w mediach. Jednym z mistrzów tego stylu w Polsce był były minister finansów Grzegorz Kołodko. Na konferencji prasowej występował albo z nożyczkami, którymi chciał ciąć budżet albo z bochenkiem chleba który sprawiedliwie dzielił albo z dzwonkiem, którym w jakiejś sprawie dzwonił. Tak zapamiętano min. Grzegorza Kołodko. Ideę tą rozwija i udoskonala dziś wielu polityków. Oczywiście mistrzem wszechwag jest Janusz Palikot, który w pewnym momencie swojego życia politycznego skupił się głównie i wyłącznie na podpieraniu się różnorakimi szokującymi gadżetami. Jestem zresztą przekonany, że jeśli będzie miał w przyszłości marzenie lub okoliczność by zająć jakąś znaczniejszą pozycję w polityce, odbije mu to się głęboką czkawką. Oponenci jako kontrargumentację będą używali jego akcesoriów przeciwko niemu, ale to zupełnie inna sprawa. Problem polega więc na znalezieniu odpowiednich metod, które przekładają się finalne proporcje. Aktualny rząd koalicyjny PO/PSL takich nie znalazł. Nie potrafi komunikować się ze społeczeństwem, nie potrafi opowiadać o swoich sukcesach, nie potrafi powiedzieć co zamierza i co z tego ma szansę się udać, a co raczej będzie trudne do przeprowadzenia. Więcej na http://www.ciszewskiblog.pl/?p=587