Arnold Schwarzenegger – do budy!

blank

Arnold sflaczał ze starości a może też z dobrobytu. Nie będzie kolejnej poprawki w konstytucji USA, by gubernator stanu Kalifornia powtórzył sukces Ronalda Reagana. Stan ugina się pod pręgierzem długów i grozi mu bankructwo. Czy jego nadzieją będzie nowy kandydat, „świergolący” o swojej osobie? Przyznam, że jestem zaskoczony by polityk miał tyle fantazji i „jaj” by ogłosić swoją kandydaturę przez Twitter’a. Zrobił to jako pierwszy, kandydat demokratów – Gavin Newsom. Prawie wygląda i mówi jakby był klonem Kennedy’ego. Dobrze ubrany, uśmiecha się sztucznymi ząbkami i szpanuje opalenizną. Ile w tym polityki, wizerunku a ile aktorstwa i castingu? Można powiedzieć że polityka zamieniała się” politainment”. Nie oburzajmy się, takie następstwo czasów które mi osobiście nie zawadzi. Natomiast, poza ładnym wizerunkiem pan Gavin zaprezentował całkiem przemyślane video (zamieszone na Youtube), gdzie pokazuje swój program wyborczy. Dysponuje też całkiem dużą rzeszą zwolenników na serwisach społecznościowych – Myspace i Facebook. Oczywiście nie mogło zabraknąć Twittera z 277 tysiącami followers’ów. Przygotowane działania w ramach strony WWW oraz działania lokalne… jako żywo przypominają te, które z sukcesem wdrożył sztab wyborczy Baracka Obamy. Jego przeciwnik, były CEO Ebay nawet nie dorasta mu do pięt. Zatem start jak najbardziej udany. Patrząc na kolejnych polityków używających w USA czy UK mediów społecznosciowych i Twittera do działalności politycznej można by zastanowić się czy służą one tylko prowadzeniu kampanii wyborczych? Otóż nie, ponieważ są doskonałymi przykładami prowadzonych z rozmysłem kampanii CRM (utrzymaniowych i aktywizujących) konsumentów – wyborców – obywateli. Podobne narzędzia są nadal używane przez Baracka Obamę czy rząd brytyjski. Który otwarcie prowadzi politykę dialogu z obywatelami, ścigając się z konserwatystami którzy próbują ocieplić swój wizerunek i wrócić do władzy. Na to nakłada się jeszcze jeden trend, otóż obywatele wymuszają politykę pełnej transparentności informacji i planów politycznych. Każde posuniecie i działanie jest teraz pod kontrolą internauty, który jednym wpisie na Twitterze lub blogu, może zmienić bieg historii. I to jest właśnie prawdziwa „władza ludu”. Nawet jeśli wydaje się to mało jeszcze zrozumiałe. Czekam zatem na dzień, gdy w polskiej polityce prosumenci wymuszą zmiany. Gdy niezależny kandydat wygra wybory na prezydenta miasta w którym mieszkamy. Gdy polityka będzie kontrolowana w pełni przez narzędzia typu blogi, Twitter, Blip lub Flaker. Analogowi politycy szybko wymrą w erze cyfrowej informacji. Szybciej niż nam się wydaje, tylko musimy być bardziej aktywni w tej sferze. Zatem kto pierwszy „blipnie” że kandyduje na prezydenta? Wiecej przeczytać można na: www.gadzinowski.pl

Zagadnienia: marketing, promocja, budowa wizerunku, Twitter print