Szansa dla zarządów odpowiedzialnych za toksyczne opcje

blank

Pierwsi zarządzający funduszami wertują dokumenty firm, dotyczące spekulacyjnych pozycji w opcjach walutowych i swapach CIRS. Jeśli potwierdzi się, że zarządy spółek wtopionych w toksyczne papiery zrobiły błąd, co już przewidywałem we wcześniejszych wpisach, to o ile spółka sama nie pozwie swój zarząd, a ma na to rok od daty zawarcia lub realizacji opcji, zaczną wpływać roszczenia o naprawienie szkody od zarządzających funduszami oraz od pozostałych inwestorów. Przypomnę, że osoby prawne co do zasady, wszelkie czynności nie podejmują samodzielnie, a poprzez osoby fizyczne pełniące w nich określone funkcje np. zarząd. Jednak to spółki ponoszą odpowiedzialność za działania swoich organów. W tej sytuacji istotnym elementem mającym wpływ na ewentualne uwolnienie się od tego reżimu jest wykazanie, że organ działał poza swoimi kompetencjami. Innymi słowy zarządy firm otwierając pozycje spekulacyjne na walutach musiałyby przekroczyć swoje uprawnienia, aby uwolnić spółkę od odpowiedzialności za szkodę. Muszę dla porządku założyć, że wina nie leży tutaj w umyślnym działaniu lecz w lekkomyślności albo w niedbalstwie. Nie wyobrażam sobie, aby komuś zależało na doprowadzeniu do tak dramatycznej sytuacji. Pamiętając zaś zainteresowanie przedsiębiorców zlotem w Toruniu i towarzyszącym jemu emocjom, można z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że strach wynikał z trudnej sytuacji ludzi a nie tylko zarządzanych przez nich firm. Naprawienie szkody zatem w tym przypadku de facto będzie polegać na zniwelowaniu straty po stronie aktywów należących do inwestorów i właścicieli spółek, którzy powierzyli zarząd osobom, w wyniku działań których doszło w ogóle do szkody. Co do unormowania może ono nastąpić w zasadzie poprzez zapłatę sumy pieniędzy tytułem odszkodowania. Jednak na gruncie prawa, w sytuacji kiedy w związku z wypadkiem można stwierdzić, że poszkodowany również zawinił, co miałoby miejsce wtedy, gdy ten sam bank, który był pośrednikiem w sprzedaży opcji, był jednocześnie inwestorem w spółce, sąd może rozpatrywać winę stosownie do stopnia przyczynienia się. W pozostałych przypadkach będzie odpowiadał zarząd spółki całym swoim majątkiem. I tutaj zachodzi pytanie, na ile zarząd był świadomy ryzyka swoich decyzji? Można upraszczając przyjąć, że jeśli posiadał polisę odpowiedzialności cywilnej zarządu (D&O), to ryzyko to było do pewnego stopnia przez niego zabezpieczone. Jeśli nie miał takowej sytuacja staje się wręcz dramatyczna. W sumie , jak się nad tym zastanowić, możliwy jest jeszcze inny scenariusz. Zarząd jakkolwiek podjął fatalną w skutkach decyzję, jednak działając w racjonalny sposób mógł nie przewidzieć aż takiego gwałtownego załamania się złotego, do jakiego doszło. W takim przypadku sąd być może uzna, że nastąpiły okoliczności, za które zarząd nie odpowiada. Oczywiście chodzi tu o przyczyny całkowicie niezależne od działań zarządu, co w tej sytuacji chyba nie będzie takie trudne do wykazania. Nie uchroni to firm od kłopotliwych i gigantycznych zobowiązań względem banków, a banków względem wystawcy opcji, jednak zarząd pozostanie poza ryzykiem. Tak czy siak, dopóki złoty jest tak słaby w porównaniu do innych walut spoza naszego regionu, nasze zobowiązania wobec obcych instytucji finansowych pozostaną wysokie. Toksyczne derywaty obciążą rachunek zysków naszych przedsiębiorstw, co wpłynie niewątpliwie na ich zdolność regulowania bieżących zobowiązań, tym samym wzrośnie ryzyko zatorów płatniczych. I znów chcąc czy nie chcąc wychodzi mi, że kryzys nas nie ominie, chyba że wejdziemy do ERM2 i ustabilizujemy kurs waluty na rozsądnym dla wszystkich poziomie. Takie rozwiązanie również rodzi ryzyko, ale na zupełnie innej płaszczyźnie.

Zagadnienia: menedżer, finanse, prawo, zarządzanie ryzykiem print