Pomysłowy wujek Sam

blank

Przedświąteczny szał zakupów na GPW. Ponoć powodem jest efekt ubiegłotygodniowej zmiany poczynionej przez Amerykańską Radę Standardów Rachunkowości Finansowej (FASB), która pozwala bankom na wycenę aktywów według … własnego widzi mi się. Ogłoszona dzisiaj prognoza zysku Wells Fargo, była wyższa od zakładanej wcześniej o blisko 100%. Czyżby oznaczało to, że wartość aktywów, jaką przyjął sobie dyrektor finansowy w rzeczywistości rynek wycenia o połowę niżej? Jeśli tak, to dlaczego by nie przyjąć jeszcze większego przelicznika dla tych aktywów, np. 400%, a może 1000%. Wtedy zysk na akcje nie wyniósłby marne 55c, lecz 1,2$, albo 3$. Chociaż to nie te święta, to jest to niezła szopka. Przy okazji, dlaczego mechanizm ten ograniczyć tylko do amerykańskich banków. Może w ogóle wprowadzić podobne rozwiązanie wśród wszystkich przedsiębiorstw, choćby tych umoczonych w opcje. Brakuje kilkadziesiąt milionów w bilansie, to spoko, zakładamy sobie, że rynek jest w błędzie, a prawdziwa wartość derywatów wynosi, tyle, ile potrzebujemy, aby wyjść, jak Wells Fargo, z rekordowym zyskiem. A co? Uczmy się od Amerykanów, jak "rozwiązywać" palące problemy z niezapłaconymi rachunkami. Idźmy jeszcze krok dalej, dlaczego by nie zmienić standardów rachunkowości dla ubezpieczycieli? Załóżmy teoretycznie, że wszystkie szkody, nieważne należne czy nienależne, od dziś będą zamieniane na papiery wartościowe, które następnie ulokujemy na giełdzie. W ten sposób pasywa zamienimy w aktywa, które następnie wycenimy według własnych potrzeb bilansowych, nazywając tak osiągniętą wartość ceną godziwą. I, hokus pokus nasz ubezpieczyciel, choć kompletny bankrut może dalej wypłacać sowite premie i dywidendy, zaś inwestorzy prześcigać się w zakupach jego akcji. To jest dopiero finansowe perpetuum mobile. A już na marginesie pisząc, jak tak dalej pójdzie profesje, takie jak dyrektor ryzyka czy broker staną się równie potrzebne jak obecnie mincarstwo.

Zagadnienia: ryzyko, finanse, broker, Opcje print