Odpowiedzialność urzędnicza

blank

Z urzędniczych kwiatków można zrobić bukiet na całą Polskę i raczej (powiedzmy to sobie głośno) nie byłoby to pachnące latem naręcze. Mimo tego, a może ze względu na to, ustawodawca podjął się (rzec można wreszcie!) uregulowania odpowiedzialności za błędne decyzje urzędnika. Projekt stosownej ustawy przedstawiony został w Sejmie w październiku ubiegłego roku. Osobista odpowiedzialność materialna urzędnika miałaby obejmować swoim zakresem odpowiedzialność za szkodę, za którą np. Skarb Państwa wypłacił wcześniej odszkodowanie, lecz maksymalnie do kwoty 12-krotnego średniego wynagrodzenia oraz jednocześnie musi ona być wynikiem rażącego naruszenia prawa. Według orzecznictwa Sądu Najwyższego za takie rozumie się oczywistą i wyraźną sprzeczność z przepisami , a charakter samego naruszenia musi powodować skutki niemożliwe do zaakceptowania z punktu widzenia praworządności. To duże ograniczenie daje jak mniemam szansę ubezpieczycielom, a być może sprawia, że ryzyko w ogóle staje się ubezpieczalne. Jednak to nie zakres ubezpieczenia martwi mnie najbardziej. Otóż doszły mnie słuchy, że składkę nie wnosiłby urzędnik, tylko Skarb Państwa. Czyżby kolejny kwiatek. Jeśli płacić to komu? Ubezpieczycielom prywatnym? Jeśli tak, to po co? Jeśli taką zmianę na poważnie rozpatrywać to rozsądniej byłoby, aby Skarb Państwa zamiast płacić za urzędników składkę, pozostawił to ryzyko na swoim zachowku, czyli nie ubezpieczał go. Po pierwsze, jak kilka razy do roku zapłacimy (podatnicy) za urzędnicze byki dwanaście "urzędniczych" pensji, a ściślej mówiąc po prostu nie odzyskamy części wypłaconego poszkodowanemu odszkodowania, to nie zbiedniejemy jeszcze tak, jak wtedy, gdy za armię urzędników przyjdzie nam płacić składkę do prywatnej kasy któregoś ubezpieczyciela. Po drugie nie widzę funkcji interwencyjnej takiego ubezpieczenia, czyli stwarzania przez nie bodźców zmierzających do większej dbałości o jakość ryzyka. W takiej konstrukcji ubezpieczenia urzędnik nadal nie będzie odczuwać reżimu odpowiedzialności za podjęte i negatywnie skutkujące swoje decyzje. Brak chociażby najprostszych mechanizmów wyzwalających konieczność zapłacenia podwyższonej wskutek szkodowości składki czy wprowadzenia udziału własnego w wyrządzonej szkodzie ani nie redukuje ryzyka, ani go nie polepsza. Jeśli przepis w takiej formie przejdzie (w co nie bardzo wierzę), to będziemy mieć znowu akt, który praktycznie niczego nie zmienia, za to szumnie brzmi. Chociaż, nie będąc jeszcze takim pesymistą, z drugiej strony cieszyć się można z tego, że nie wniesie on takich skutków finansowych dla przedsiębiorców, jak ostatnia nowelizacja Kodeksu Pracy. Nie spowoduje np. masowego zapisywania pracowników na szkolenia przeciw pożarowe, ku niewymownej radości kilkunastu firm, które na możliwość udzielanie takich szkoleń zawczasu się przygotowały.

Zagadnienia: menedżer, finanse, prawo, zarządzanie ryzykiem print