Jeśli już kryzys, to jaki?

blank

W minionym tygodniu wyszło na wierzch, jak kożuch na stygnącym mleku, jak się ma gospodarcza sytuacja Polski tak naprawdę. Ostro zwalnia. Produkcja przemysłowa uwzględniając czynnik sezonowy zmniejszyła się w grudniu o 7,4% w stosunku do roku 2007, co jest wynikiem grubo poniżej oczekiwań. Firmy mniej produkują, więc zmniejszają albo planują w najbliższym czasie zmniejszyć zatrudnienie, co rzutuje również na konsumpcję, która stanowi jeden z głównych filarów naszego PKB. Niektórzy zdążyli odczuć to na własnej skórze pozostali jeszcze pytają "gdzie ten kryzys?". Dane z gospodarki jednak są nieubłagane. Pozostaje jedynie żywić nadzieję, że skoro wskaźnik wyprzedzający koniunktury gospodarczej (OECD) w grudniu, po ponad rocznym spadku odreagował wreszcie lekko w górę, to o ile będzie kontynuował ten ruch, a w dotychczasowej historii tego wskaźnika nie było takich chwilowych wahnięć, w okolicach sierpnia-września tego roku, koło zamachowe gospodarki ruszy ponownie. Co najmniej do tego czasu zarządy firm powinny pilnie kontrolować wydatki i dłużników, a najlepiej, o ile jest to możliwe transferować ryzyko na zewnątrz, skupiając się na aspektach i obszarach, w których potrafią uzyskać lub już posiadają przewagę konkurencyjną. Taka cesja ryzyka może być źródłem wymiernych korzyści zarówno finansowych, jak i związanych z wizerunkiem. A propos wizerunku, Polskę w minionym tygodniu obiegła również wiadomość, że firmy wtopione w opcjach walutowych znalazły rozwiązanie swoich problemów. Z triumfem prezes spółki Kram oznajmił w środę, że znalazł wyjście z trudnej sytuacji i w grupie z innymi firmami zaczną prawdopodobnie dochodzić sprawiedliwości w Sądzie. W ten oto sposób niszowa firma, nie posiadająca nawet strony internetowej, a przynajmniej takiej nie znalazłem, pojawiła się na pierwszych stronach gazet. Pogratulować na pewno tutaj wypada prezesowi inwencji i pomysłu na promocję firmy. Nie ma chyba bardziej skutecznego sposobu, jak artykuł na pierwszych stronach gazet . Nie sądzę jednak, aby należały się również słowa uznania, za wyciągnięty z rękawa pomysł uniknięcia bolesnych konsekwencji otwierania w bankach pozycji spekulacyjnych na walutach. Kibicować nie będę, ponieważ bez względu na to, czy pomysł wart jest tego rozgłosu czy nie, ktoś za błędy tych ludzi na pewno zapłaci. I niestety obawiam się, że będziemy płacić wszyscy, bo sądząc po tych rozpaczliwych próbach obrony zarządy wtopionych spółek, albo nie miały w ogóle polisy OC, albo miały je zawarte na niską sumę. Finalnie miliardy złotych wypłyną z Polski do wystawcy opcji, firmy zwolnią co najmniej część załogi, aby ograniczyć koszty, zaś zasiłki dla bezrobotnych wypłyną szerokim strumieniem ze wspólnej kasy, więc zapłaci podatnik. I tak oto równamy do szeregu, jako kolejny kraj dotknięty kryzysem na własne życzenie. A właśnie, jakim kryzysem? Jak ten kryzys będzie się nazywał: finansowy, bankowy, czy spekulantów? Historia sama najlepiej to oceni.

Zagadnienia: zarządzanie, strategia, finanse, ubezpieczenia print