Dlaczego brak monitoringu ryzyka kosztuje więcej

blank

Potencjalne zagrożenia przedsiębiorstwa starają się w najróżniejszy sposób kontrolować , transferować lub finansować. Jednak nie wszystkie działania przynoszą optymalny rezultat. Dlaczego? Odpowiedzi należy szukać po stronie monitoringu ryzyka. Kiedy przykładowo w firmie dystrybuującej meble, na parkingu doszło do uszkodzenia wskutek aktu wandalizmu przedniego reflektora, kierowca został zobligowany do wykonania szeregu czynności mających na celu sprawne uzyskanie od firmy ubezpieczeniowej odszkodowania. Brak umowy flotowej z ubezpieczycielem albo posiadanie umowy bez klauzuli uproszczonej likwidacji powoduje zawsze po stronie przedsiębiorstwa niepokryte i trudne do oszacowania straty operacyjne, nierzadko równe lub przekraczające wręcz stratę materialną. Koszty te generowane są przez procedury ubezpieczyciela, na które składa się między innymi konieczność dokonania oględzin, a przede wszystkim czas oczekiwania na nie. Zainstalowanie nowego reflektora czy szyby bocznej to strata maksymalnie kilku godzin w serwisie. Tymczasem sam czas oczekiwania na oględziny powoduje, że nasz samochód może nie móc pracować nawet w okresie siedmiu dni. Często zastanawiam się skąd w firmach ten pęd do ubezpieczania się w pełnym zakresie bez udziału własnego i dochodzę do wniosku, że jest on chyba bardziej wynikiem przyzwyczajenia niż chłodnej kalkulacji. Czy naprawdę każdorazowo potrzebny jest ubezpieczyciel wraz ze swoimi kosztownymi procedurami? Wracając do mojej przykładowej firmy branży meblarskiej, kierowca po zidentyfikowaniu uszkodzenia wystarczyłoby, aby zadzwonił do centrali swojej firmy i powiadomił o zaistniałym zdarzeniu. Pracownik w centrali odnotowuje ten fakt i wskazuje warsztat, w którym dokonana zostanie naprawa. W najwyżej kilka godzin auto jest gotowe do dalszej pracy. Koszt naprawy, jeśli nie przekracza wyznaczonego w umowie poziomu, nie zostanie co prawda sfinansowany przez ubezpieczyciela, ale szybki i efektywny sposób jego restytucji w pełni powinien tę niedogodność rekompensować. Nawet jeśli finalnie oszczędność w składce ubezpieczeniowej nie do końca rekompensuje nam koszty naprawy drobnych szkód rzeczowych, to w połączeniu z odpowiednim systemem motywacyjnym dla kierowców, ten koszt może zostać skutecznie zbilansowany. Czy dotyczy to tylko ryzyk casco? Zdecydowanie nie. Dotyczy to większości obszarów, w których firmy próbują kompensować ryzyko stosowną polisą. Jako, że drobne zdarzenia, choć dość częste są najbardziej przewidywalne, można je całkiem rozsądnie kalkulować i kwantyfikować do odpowiednich procedur. Dlatego ekstrapolacja zdarzeń z przeszłości, a następnie stały monitoring w tym zakresie, przynosi zazwyczaj wymierne i istotne w skali firmy oszczędności.

Zagadnienia: menedżer, finanse, zarządzanie ryzykiem, likwidacja szkód print