Nowy udany sposób na olimpijskie złoto

blank

Co sprawiło, że to właśnie strzelectwo znalazło się nagle w centrum mojej uwagi, a nie inne dyscypliny, w których w Pekinie rozegrane zostaną 302 konkurencje? Zaintrygowała mnie  informacja prasowa podana przez American Society for Quality zatytułowana „Coaches use business lessons to train olympic athletes.”
Okazuje się, że są trenerzy, którzy do cyklu przygotowań olimpijskich swoich podopiecznych włączyli zasady prowadzenia biznesu. Jednym z nich jest Dave Johnson - trener amerykańskiej drużyny narodowej w strzelectwie.
Tym razem brązowy medal był na wyciągnięcie ręki
Już drugiego dnia igrzysk olimpijskich Johnson przekonał się, że jego strategia na te igrzyska zdała egzamin. Jedna z jego zawodniczek - Jamie Beyerle w rozegranych w niedzielę zawodach w konkurencji strzeleckiej w karabinku pneumatycznym stanęła tuż za podium, uzyskując 499.8 punktów. Do brązowego medalu zabrakły jej zaledwie 2 punkty.
Beyerle już wcześniej przekonała się, że warto wykorzystywać zasady sprawdzone w biznesie. Cztery lata temu nie udało jej się zakwalifikować na olimpiadę. I w Atenach jej nie było. Całe szczęście, że nie załamała się. Przeanalizowała dokładnie zaistniałą sytuację i wyciągnęła wnioski z tamtej porażki. „Moje przygotowania do tegorocznych igrzysk wyglądały zupełnie inaczej, niż poprzednio” – przyznaje. „Poprzednio wydawało mi się, że trochę sobie postrzelam i to wystarczy. Jedyne, o czym wtedy myślałam było zdobycie medalu na olimpiadzie, na którą się przecież jeszcze nie zakwalifikowałam. Skończyło się na tym, że nawet nie dołączyłam do ekipy. Tym razem nie powtórzyłam tego samego błędu. Wyznaczyłam sobie konkretne cele, które musiałam po kolei osiągać. Przykładałam się najlepiej, jak mogłam do każdych zawodów, przybliżających mnie krok po kroku do wyjazdu na igrzyska. I udało się.”
W odpowiednim momencie Dave Johnson zrozumiał, jak bardzo dobrze opracowana strategia może wspomóc zawodników w ich pogoni za olimpijskim złotem. „Jeszcze przed wyjazdem na igrzyska w Pekinie staraliśmy się przygotować naszych sportowców do warunków, jakie zastaną na miejscu, tj. do wysokiej temperatury i wilgotności oraz smogu. Sporo uwagi poświęciliśmy też strategiom psychologicznym, by pomóc im zmierzyć się z oczekiwaną i nieoczekiwaną presją, odciąć od kontaktu z tłumem, mediami i uciec od zgubnego wpływu nieprzyjaznego otoczenia” – wspomina.
Samo wyznaczenie celów oczywiście nie wystarczy. Trzeba jeszcze stale sprawdzać stopień ich realizacji. „Cały nasz zespół w pierwszej kolejności ustala, co chcemy osiągnąć. A następnie zastanawiamy się, w jaki sposób będziemy oceniać poziom przygotowania każdego sportowca i postępy, jakie zrobił od ostatniego pomiaru” – tłumaczy trener.
Zasady rządzące w biznesie sprawdzają się też w sporcie
Podejście zaprezentowane przez Dave’a Johnsona nie dziwi Michaela Nicholasa – prezesa Amerykańskiego Stowarzyszenia na rzecz Jakości. „Istnieje synergia pomiędzy biznesem i sportem” – mówi. I dodaje – „Oczywiście przygotowania olimpijskie to nie taśma montażowa, ale te same metody, tj. wyznaczanie celów i śledzenie uzyskanych wyników, które na co dzień wykorzystuje się w przemyśle i innych gałęziach gospodarki, mogą pobudzić sportowców do przygotowania na czas najwyższej formy.”
Dlaczego stało się o tym głośno? Dlatego, że podczas rywalizacji na poziomie olimpijskim różnice pomiędzy wynikami uzyskiwanymi przez zawodników z czołówki są tak minimalne, a kontrole antydopingowe tak częste, że każdy nawet najbardziej oryginalny (i jednocześnie dopuszczony przez MKOI) sposób na uzyskanie przewagi konkurencyjnej może okazać się na wagę złota.
Ostatnio coraz częściej do zarządzania biznesem wprowadza się metody z pola walki. Czemu więc do zbudowania zwycięskiej formy olimpijczyków nie warto wykorzystać tych, które już sprawdziły się w biznesie i doprowadziły do sukcesów takie światowe koncerny, jak Boeing czy Toyota? Oczywiście trzeba zdawać sobie sprawę z faktu, że nie uda się tego osiągnąć z dnia na dzień. Wspomniany Boeing potrzebował na to 10 lat. Czemu aż tyle? W początkowym okresie dużo czasu poświęcono tam na zdobycie odpowiedniej wiedzy, dokładne planowanie i eksperymentowanie.
Nicholas zauważa też, że zarówno w strzelaniu, jak i w każdej innej dyscyplinie sportu, nie tylko na poziomie olimpijskim, lecz także podczas zawodów szkolnych, można znaleźć źródło przewagi nad przeciwnikami. Wystarczy tylko skorzystać z kilku cennych rad pochodzących ze świata biznesu. Oto one:
  • Wyciągaj wnioski z wcześniejszych porażek
  • Wyznaczaj konkretne cele –zarówno krótkoterminowe, jak i długoterminowe i pamiętaj, że każdy twój występ się liczy
  • Nawet najmniejszy wysiłek wkrótce się opłaci
  • Podejmuj decyzje na podstawie konkretnych danych, a nie domysłów – analizuj swoje słabe i mocne strony, bo dzięki temu będziesz wiedział, gdzie powinieneś skierować swoje wysiłki
  • Opracuj mierniki do wyznaczonych celów – mierniki pomogą ci zorientować się, w czym już jesteś dobry i do jakiej formy możesz dojść
  • Wykorzystuj benchmarking do oceny swoich konkurentów – dzięki analizie ich mocnych i słabych stron, możesz stawać się coraz lepszym zawodnikiem
Ciekawe ilu jeszcze sportowców i ich trenerów postąpiło tak samo, jak Jamie Beyerle i Dave Johnson? Kogo doprowadzi to do olimpijskiego złota, a nie tylko w jego okolice? Tego dowiemy się w ciągu najbliższych 2 tygodni lub dopiero podczas Igrzysk XXX Olimpiady, która w 2012 roku odbędzie się w Londynie.
A czego my możemy nauczyć się od sportowców i barona Pierre’a de Coubertin?
Źródło moich rozważań: www.asq.org/media-room/press-release/2008/20080714-olympic-training.html, Wood D.C: Blurred vision. Many business leaders still don’t have a clear picture of quality, Quality Progress, July 2008, 28-33

Zagadnienia: zarządzanie, strategia, kreatywność, zasoby ludzkie print