Szok kulturowy

blank

Za każdym razem kiedy jadę do Francji przeżywam szok kulturowy. Powietrze pachnie inaczej niż w Polsce. Zresztą przechodnie często też. W każdym sklepie sprzedawcy mówią głośno „Bonjour” (nie daj Boże zapomnieć się i nie przywitać już od progu) i uśmiechają się niewymuszonym uśmiechem. Proces kupna – sprzedaży to czysta przyjemność wymiany uprzejmości i życzeń miłego dnia. Jednym słowem człowiek z pięknego kraju nad Wisłą czuje się tam oszołomiony i przyznajmy szczerze, zmęczony intensywnością kontaktów. Stres, dezorientacja i szok kulturowy w pełni. Póki nie wejdziemy do restauracji. Tam znana nam dobrze twarz znudzonego usługodawcy wychyla się zza baru. Kelner niechętnie rzuci nam kartę, z miną sugerującą, że i tak przecież nic nie zrozumiemy. A nawet jeśli zrozumiemy to nie docenimy odmian trunków i sosów. W zakresie obsługi klienta w resto we Francji czujemy się swojsko, potulnie chylimy głowę i z pokorą znosimy muchy w nosie pracowników. Wydaje się, że ogół ludności we Francji traktuje fanaberie kelnerów jako fakt, który z dystansem i stosowną zadumą nad losem człowieka należy po prostu przyjąć. Są jednak wyjątki. To Francuzi, którzy spędzili kilka lat poza granicami swojego kraju. Jeden z nich na szkoleniu żalił się, że lata spędzone w USA rozpieściły go, przyzwyczaił się biedak do doskonałej obsługi klienta. Przeżywa teraz we Francji szok kulturowy powrotu (re-entry shock) oraz katusze kiedy ma wejść do restauracji - przez szybę sonduje nastawienie kelnerów do klientów. I tak, zachowanie kelnerów we Francji nam pozwala złagodzić szok kulturowy a bywałym w Ameryce Północnej Francuzom szok kulturowy powrotu nasila.

Zagadnienia: komunikacja, szkolenia, psychologia międzykulturowa, komunikacja międzykulturowa print