Wielka włochata bestia z krwią na zębach

blank

Cejrowski pisał w swoich gawędach (jak gdzieś na końcu świata poszło coś strasznie nie tak) teksty w rodzaju „na siedzeniu obok mnie siedziała wielka, włochata Panika”. Rzecz będzie o kryzysie. Modne. Ostatnio. Albo raczej zarządzaniu kryzysem – już samo wplecenie słowa „zarządzanie” niesie w sobie jakąś nową, uspokajającą jakość. Nadejście kryzysu zwiastują zwykle bardzo niepozorne wydarzenia. Pojawienie się płetwy rekina na kąpielisku („Szczęki”), a to para zakochanych, która podczas kąpieli w źródełku termalnym została ugotowana („Góra Dantego”). Zdaje się, że paru chłopaków na świecie coś przespało. I wtedy zwykle, jak to ze scenariusza wynika, nasz Główny Bohater Pisany Wszystko Z Dużych Liter (Roy Scheider w „Szczękach”, Pierce Brosnan w „Górze Dantego”) podnosi larum. Tym samym rozpoczyna się najgorsza faza kryzysu – faza negacji. Mówimy sobie „no, nie ja myślę, że to się unormuję” i udajecie że nic się nie stało. Burmistrz miasta mówi Royowi: „Jedna płetwa rekina nie znaczy nic, nie możemy tego nagłaśniać, bo przestraszymy turystów i miasto straci połowę rocznego budżetu”. Im dłużej myślisz, że „jakoś to będzie”, tym więcej rekinów gromadzi się na Twoim kąpielisku. Kryzys lepiej jest zmiażdżyć twardym buciorem, rozsmarowując go na asfalcie, kiedy jest małym oseskiem, niż kiedy dasz mu urosnąć na wielką krwawą, włochatą bestię, która wyje, drapie, charczy i żywi się Twoim strachem. Dlatego musisz być takim Royem Scheiderem (wypatrzyć przesłanki kryzysu) i wzorcowym burmistrzem jednocześnie – od razu uznać, że sprawa jest poważna i od razu przystąpić do działania. Chyba burmistrz Nowego Orleanu, przed tym cholernym huraganem, Gustav, czy jakoś tak, powiedział do ludzi „macie się bać”. I nic się nie stało. Tak lepiej. Jednocześnie przy takim założeniu pojawia się zagrożenie – dasz się zwariować, popadniesz w depresję, wycofasz się z działania. Równie groźne jak negacja – Bestia tylko na to czeka. Więc wyobraź sobie samego siebie, jak już wszystko jest za Tobą, nie wiem, za pół roku. Jak wreszcie czujesz luz i mówisz „było ciężko, ale to już za nami”. Taki prosty i nie głęboki proces psychoterapeutyczny, a więc niegroźny. Ja ze swojej strony zacząłem intensywnie poszukiwać tematu na nową wyprawę, chyba będzie to trekking na Borneo. To pozwala mi zachować zimną krew w tym czasie zawieruchy. Bo przecież wyjadę na Borneo, jak już kryzys minie. Czyli najprawdopodobniej szybciej, niż myślę...

Zagadnienia: zarządzanie, NLP, kryzys print