Ćwiczenia w terenie z obsługi klienta

blank

Zepsuł nam się po raz kolejny samochód, który chłopaki używają do różnych rzeczy. Naprawiał go taki jeden co nazywa się serwisem. Z serwisem to on wg mnie ma tyle wspólnego co ja z kółkiem różańcowym Radia Maryja z Wieliczki. W kręgach, które znają sprawę mówi się o nim: „Pan Wymieniacz” Podejmujemy z Tomkiem męską decyzję „Kupujemy nowe auto” No to do Skody, bo blisko było. Trzy minuty, pojawił się handlowiec. My zapytaliśmy, on odpowiedział. Wszystko co mogę napisać w tym temacie. Dalej Citroen – nawet fajna dupeczka. Zarzuciła feromonik. Niestety samochody zbyt gówniane, żeby wystarczył. Może jakby wyglądała jak Michelle Rodriguez.... Dla lepszego zrozumienia mojego punktu widzenia wrzucam linka: http://theryancokeexperience.files.word ... riguez.jpg ... to pewnie dymalibyśmy przez całą Polskę flotą trzeszczących Citroenów z uśmiechami jak banany na durnych ryjach. Następny Ford. Podszedł osobnik o wyglądzie, który koduję jako „Szynszyl”. Kręcone, krótko ścięte włoski, z tyłu tzw. „dywanik”, wąsik typu „dziki agrest” jak u lidera zespołu Disco Polo z lat 80-tych. Jednak całokształt bardziej pasuje do wokalisty grupy z trendu „Black Speed Satan Metal” z Czech. Czyli czeski metal. Zaszeleścił krzywymi wiewiórczymi ząbkami „Dzień Dobry” A ja miałem ochotę zapytać go: „Chcesz orzeszka?” Reasumując, nie sprzedał. Dalej Renówka. Wchodzimy, cicho, nie ma klientów – kryzys – wiadomo. Łazimy oglądamy bryki. Czuje że coś nas obserwuje. I to na pewno nie jest człowiek. (tekst z „Predatora”, niezły, nieprawdaż?) Błyska co jakiś czas okularkami za biurka. Rudy wąsik. Bez wątpienia „Pan Sprzedawca”. Chodzimy, trzaskamy drzwiami, dyskutujemy głośno. Nic. „Wiesz co, ciekawe czy podejdzie, jak sobie zajaram” - mówię do Tomka i odpalam szluga. Pięć sekund – biegnie do mnie. „Proszę Pana, w tym salonie się nie pali, bo takie są ogólnie przyjęte reguły” - flekuje do mnie metamodelowo. Wyjaśniam mu, że to był ostatni sposób, jaki przyszedł mi do głowy, żeby do mnie w końcu podszedł. „Proszę Pana, istnieją inne formy kontaktu ze sprzedawcą” - kontynuuje opierdol mojej skromnej osoby, a ja zastanawiam się jakie to ścierwo chodzi jeszcze po tym łez padole. BMW – to już bardziej dla nas, dresów, czyli Tomka i mnie. Tomek odmawia wejścia na salon, bo jest tylko w podkoszulku i nie zniósł by faktu, że do niego nie podejdą. No to idziemy oglądnąć używaną X5. Nie ma nikogo. I nagle, to jedyne odpowiednie słowo, jakie przychodzi mi na myśl – MATERIALIZUJE się z atomów zgromadzonych w atmosferze handlowiec, wyciąga rękę i wita się z nami. Na moje wywalone gały odpowiada - „bo ja zajmuję się wyławianiem osób takich jak Panowie i tak sobie tutaj chodzę i obserwuje” - od razu nadaje naszemu spotkaniu konwencje żartu. Jest fajnie – natomiast zakup dwóch Beemek to temat na koniec roku. Obok jest Opel. Podobno jak ktoś chodzi z rączkami założonymi z tyłu i ostrożnie stawia kroki to to jest zdiagnozowany objaw schizofrenii. No więc chodzi taka sierota po salonie Opla i na nasz patrzy. Nie sądzę, żeby słowo „obserwuje”, było adekwatne bo wygląda jakby był na prochach. Spoziera to na nas, to na swoje spiczaste buciki. I tak w kółko. W końcu puszczają mi nerwy i to ja podchodzę. „Czy Pan jest handlowcem?” - „Tak” - odpowiada „To właśnie nie sprzedał Pan samochodu, czekam od piętnastu minut, żeby podszedł Pan do mnie, a Pan nic!!!” - mówię wkurwiony do granic moich bardzo dużych możliwości. Tomek jak się wyśmiał, zauważa przytomnie „Ale stary, my się o tym Oplu nic nie dowiedzieliśmy, może następnym razem najpierw się dopytaj, a potem rób zadymę”. No i na koniec Hyundai, przez przypadek. Nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby rozważać zakup tej marki. Młody inteligentny, wyluzowany handlowiec. Chcemy ten samochód dać jednemu z Naszych, który w całej swojej mądrości żeni się 22 maja. Czy Hyundai zdąży? Na pewno nie – odpowiada handlowiec SZCZERZE. Więc może jakąś fakturę mu damy – kombinuje Tomek. „Nie ma problemu, podejdę do działu marketingu i przygotujemy specjalny certyfikat na odpowiednim papierze, zwiniecie Panowie w rulonik, zawiążecie wstążką i dacie mu 22 maja” Nie mogłem się do niczego przyczepić. Kupiliśmy Hyundaia – genialny handlowiec – zadzwoniłem do jego szefa i go pochwaliłem. Bo tacy ludzie to złoto. Chcę go zareklamować - nazywa się Piotr Janik i pracuje w krakowskim Viamocie. Jak ważna jest obsługa. Jak mało ważna jest reszta. To był pouczający dzień dla mnie...