51.7111702 19.4425684

MANUFAKTURA DOBRYCH KLIMATÓW

Pokaż kontakt e-mail, www
Poproś o ofertę
Umów spotkanie

Finansowa 41Łódź

Zadzwoń i poinformuj Firmę, że dzwonisz z nf.pl

lub podaj numer telefonu i poczekaj na kontakt od firmy

O nas

poniedziałek, 28 marca 2011Bardzo nie lubiłam wchodzić  na blogi i czytać oprzenosinach, bo wchodzi człowiek napalony żeby zobaczyć, co ktowytworzył a tu  przenosiny. ale w końcu i ja podjęłam takądecyzję z jakich powodów oszczędzę wyjaśnień, bo to już nieważne.Mogę być posądzona o posiadanie robaków, bo jak nie zmiana szablonuto zmiana bloga a wszystko po niezbyt długiej  mojej bytnościtutaj, ale trudno. Wiele znajomych linków zabieram ze sobą, bokryją się za nimi fantastyczne osoby i nie zamierzam zrywać takichkontaktów no i oczywiście zostawiam mój nowy adres izapraszam.http://decobakcyl.blogspot.com/sobota, 12 marca 2011 Bieszczady o tej porze roku tozgodnie z moimi prognozamikopalnia ciszy, która jest w stanie doprowadzić dorównowagipsychicznej każdą formę życia z najwyższym nawet stanem pobudzeniaemocjonalnego. Można też zdalnie korygować i symulować własnezachowania wprzeszłym lub przyszłym życiorysie, bo nieźlewychodzi to na odległość. Superzabawa szkoda tylko, że na żywymorganizmie, we właściwym miejscu i o właściwejporze trudno otakie efekty. Jednak zgodnie z oczekiwaniami frustracje zostałyprzepędzone na cztery wiatry, które przywitały nas tak, że całymsamochodzikiemz nami w środku rzucało od prawego do lewego awidoki były aż na kilka metrów.Żeby nie było gołosłownie nazdjęciu poniżej czułebieszczadzkie przywitanie. Na szczęście lubię zimę i mogęnawetpowtórzyć to zdanie jeszcze raz - lubię zimę zwłaszcza jak padaśnieg.Czekam teraz na lincz i sama podkładam głowę podtopór.Będąc niedawnemy czasy nanizinnej imprezie imieninowejrozmowa zeszła na temat ludzi zamieszkującychBieszczady i jedna zosób użyła wobec nich sformułowania ”dziwolągi” wpozytywnymsensie oczywiście. Legendarne i wcale niewyssane z palca sąopowieści o ludziach, którzy wyszli z domu do kiosku lub innegoobiektuhandlowego ileś tam lat temu i zostali w Bieszczadach dodzisiaj. Mówi się, żegłównie w latach 60-tych i 70-tychprzybywali w nie ci, którym życie nigdzienie wychodziło a tamzaczęło się wreszcie udawać. Nie chcę za mocnogloryfikować, bonie są to Bieszczady z tamtych lat i widzieliśmy wielu idącychmało stabilnym krokiem, będących na wspomagaczach już o bardzowczesnymbieszczadzkim poranku, zupełnie niedoceniających pięknatego poranka.Podobno, jest tam najwięcej wPolsce pracowni malarskich,rzeźbiarskich, garncarskich i temu podobnych, któresą dodatkowyma często głównym źródłem dochodu, czyli masowo przyciągają tzw.artystyczne dusze. Byliśmy już w kilku takich miejscach, aleponieważ nieprowadziłam jeszcze bloga to pominę jemilczeniem.Tym razem odwiedziliśmypensjonat, gdzie gospodarz„dziwoląg” upatrzył sobie bibułę i tworzy z niejrzeczy, któreprzeciętnemu zjadaczowi chleba raczej nie przemkną przez myśl  www.bazyle.pl . Osobiście bibułakojarzy mi się z palmami wielkanocnymi lub z lekcjami ZPT,naktórych trzeba było stworzyć np. zwierzaka i to nie było najgorsze,bo wostateczności mogło wyjść coś, co występuje choćby nasąsiednim kontynencie gorzejbyło z człowiekiem. Poniżej kilkazdjęć rzeczy zrobionych z bibuły, którezdecydowanie są podobne dotego, czym są naprawdę.Śnieżny bukiet na tle śnieżnejzimy.Bombki choinkowe.Jeszcze jeden bukiet.No i hit - suknia ślubna, którątworzyło kilka osób przezokoło cztery miesiące na tle zasłon też z bibuły.Niestety niepopisałam się dobrym ujęciem na tym zdjęciu.Zrobiłam też kilka fotek nie tylepięknych bieszczadzkichwidoków, bo ile można, ale tzw. otaczającej rzeczywistości,którejna nizinach jakoś nie daje mi się wtłoczyć w obiektyw, bo wszystkorozgrywa się za szybko a refleks jest już za rozsądny na takiewysiłki. Technika moich zdjęć to oddzielnytemat tym bardziej, żewiele tajników obsługi mój aparat zabierze kiedyś zesobą nazawsze jako wielką tajemnicę.Rysa na człowieku, czyli jedna zrzeźb stojąca nad ZalewemSolińskim. Jestem pewna, że podczas procesupowstawania tegoczłowieka nie było rysy. Był gładki i rzetelnie zrobiony apowstałarysa wyłoniła się z czasem i kojarzy mi się z czymśdziwnie znajomym. Może zżyciem.Królewski żebrak tak nazywałam tegołabądka, bo jak tylkomnie zobaczył ruszył kręcąc  słodko kuprem jednak minę miałniedostępną jakprawdziwy macho po czym klapnął w to komfortowebłotko a kiedy wyciągnęłam rękęzasyczał coś w stylu: dajcie cośna ząb i spadajcie do swoich kaloryferówmieszczuchy, cozrobiliśmy skwapliwiejak tylko wchłonął całą bułę, bo mocnozionęło chłodem od jeziora i łabądekdobrze wiedział, co mówi igdzie jest miejsce takich mięczaków no i potrzebował spokoju do strawienia buły.Czarny bieszczadzki kot z prawegoprofilu na tlebłękitnego bieszczadzkiego nieba lub może być też czarny kot zprawego profilu pod dowolnym błękitnym kawałkiemnieba.Cień mojego ciała wkomponowany wcień drzewa z tradycyjniejuż wyciągniętą ręką w geście pokoju. Wierzcie lubnie, ale sięuśmiecham.Kot kontrastowy do czarnego,nizinny, którego uchwyciłam wtakiej nietypowej aureoli lub bardziej przyziemnie jako pięciousznykróliczek wielkanocny. Miałam na to zdjęciekilka sekund, bo potemgość się przemieścił i byłaby klapa. Zdaje się slogan -„zatrzymaćchwile” oznacza takie właśnie chwile. I odrobina ekshibicjonizmu żebynie było tak anonimowo,ponieważ anonimowość nie jest zgodna z zasadamimarketingu akomercha dopadnie każdego wcześniej czy później. To ja, co prawdanie z ostatniego wyjazdu, bo tam chodziłam opatulona nie dorozpoznanianatomiast to zdjęcie jest istotne z punktu widzeniamojej charakterystyki osobowościowej,ponieważ odzwierciedla mójstosunek do słodyczy i baton w rozmiarze XXL, którypałaszuję zminą jakbym była w innym świecie oddaje w pełni moje upodobania.Zwyklenie chodzę w okularach jedynie w górach, gdzie wreszciechcę widzieć jak należylub jak chcę ukryć zmarszczki.Nie może obyć się też bez żadnegowytwora dekupażowego. Tojest doniczka w nietypowym kształcie, którą zrobiłamdawno temu iz pewnością dorobię do niej jeszcze coś. Na razie jest to doniczkado zadań specjalnych, ponieważ nie robi za doniczkę, ale zapojemnik na piloty.Wiem to haniebne zajęcie, ale w przyszłymżyciu wróci do funkcji, do jakiejzostała powołana. I jeszcze pierwsze candy, na którezapisałam się u Marty zblogu deco-pasja.blogspot.com bo ślicznościowe ma rzeczy dorozdania apotem znikam, bo muszę wykorzystać pokłady energii,które świeżo nabyłam, aktóre jeszcze się tlą. Introwertyczka,czerpiąca energięze świata wewnętrznego, czyli zdaniem niektórychmasakra. Życie sobie gmatwasz biorąc maskę za twarz.czwartek, 03 marca 2011 To będzie chyba najdłuższy wpis w historii bloxa, alebędzieteż sporo zdjęć, więc może da się przebrnąć. Obiecuję, żekiedyś nie odezwę sięani słowem.Ponieważ moje malkontenctwo z ostatniego wpisu zostałonieco zganione wkomentarzach, więc postanowiłam, że nie będędokonywać wpisów, gdy duszę trawismutek a myśli błądzą pobezdennych zakamarkach duszy w poszukiwaniu ukojenia.W końcu takipakiet genetyczny mi został przydzielony a zawsze mogło byćgorzej. Dla odmiany trochę frustracji będzie podkoniec.Wracając do tematu wiodącego zauważyłam, że od pewnegoczasu różeodłogiem leżą u mnie i poza leciwym kuferkiem dawno nicnimi nie okleiłam aprzecież róże to królewskie rośliny i należnyjest im szacunek. Tak po długimrozstaniu wrzuciłam je na takimały komplecik, bo i róże, którymi ozdobiłam tenkomplecik sąmałe, gdyż nie zauważyłam po raz kolejny, że nie ten formatserwetki zamówiłam. Trzeba będzie zamówić następne wszak nie chodzio to żebyzłapać króliczka, ale by gonić go, choć jestem przeciwnajakiejkolwiek formiedokuczania zwierzętom.Powyżej różany komplecik w nadkomplecie iznowu jakprzystało na urzędniczkę kilka stempli przystawiłam.Koszyczek byłróżowy i jeszcze na dokładkę się ubrudził aponieważ jest ze sznurka to niemożna go było tak po prostuwyczyścić, więc jego być albo nie być wisiało nawłosku. Terazjego los nie jest zagrożony.Natomiast poniżej komplecik słoneczny, który ignoruje kolejność pór roku, ponieważ chciałam żeby nawet niewiosną, ale odrazu latem zapachniało a przy okazji odrobinąoptymizmu. Inwencja przy nim polegałana postarzeniu boków i poraz pierwszy pochlapaniu kropek. Dość długo odkładałam te kropki napotem a nie należy nic odkładać na później albo na potem, bo możesię zdarzyć, że nie tego będzie potem albo później. Poza tym czułamsię jakdziecko, któremu wreszcie pozwolono się trochępobrudzić.Kilka kadrów z życia Romana z dialogiem wewnętrznym na tlesłonecznego kompleciku. Przecież tylko ślicznie patrzę.No, ale tam coś wisi. Nie dam rady. Muszę przynajmniejpowąchać. Będę delikatny.Powąchać i dotknąć. Ale fajne.Oj tam. Biorę w obroty. Przecież nikt niewidzi.A skoro o porach roku mowawkrótce zakwitną białe bzy itrzeba będzie wziąć byka za rogi, bo działka sięzacznie a tam doobróbki czekają trzy kredensy (mam nadzieję, że jeden wkrótcewyłoni się z tumanów kurzu jak afrodyta z piany), sześć stolików,dwietrzydrzwiowe szafy, szafeczka krawiecka z milionemzakamarków….chyba towszystko. Warunek jest taki, że już nikt nicnam nie podrzuci, bo potrzebabezpłatnego wydłuży się o kolejnepół roku. Zresztą i ja zanim wyrzucę terazjakikolwiek najbardziejdziadowski mebel czy bibelot przyglądam  mu sięprzez lupę, bo może da się jeszcze cośz niego wycisnąć poprzezzabieg pielęgnacyjny lub rehabilitacyjny i zyskaćunikat na skalęświatową z odrobiną własnej emocji i inwencji.No, więc jak zacznie się działkanasza małżeńska spółka zooweźmie się za skrobanie, szlifowanie, szpachlowaniei innezbliżone duchem zajęcia zagryzając w biegu suchą bułą i popijajączupkąz torebki w kreacjach mocno odstających od najbardziejpozbawionego stylupokazu haute couture wyciągniętych z mojegozdekupażowanego pawlacza. W ten sposób poznajemy zmałżonkiem swojepredyspozycje osobowościowe oraz eliminujemy czynnikizakłócająceprzez właściwe kształtowanie dziennego rozkładu zajęć. Niestetyzasady netwoorkingu nie działają, bo w okolicy rzadko pojawia sięjakikolwiekczłowiek, ale z góry zaplanowana wydajność pozwala namna osiągnięcie celów. Ijeszcze w ramach dalszego rozwojuosobistego zamierzam po raz pierwszy w życiuzabawić się wrolniczko-ogrodniczkę. W końcu nie możemy okładać się pampersamipowiedział w jednym z wywiadów Dariusz Michalczewski i my teżmusimy byćtwardzi i otwarci na propozycje, które dyktuje namnasze wnętrze. Oj chybabędzie jazda. Co za choroba żeby z własnejnieprzymuszonej wolinurzać się w ziemi, kurzu, farbie i śmierdzącychrozpuszczalnikacha nie ekscytować się przebywaniem  w nowoczesnych, marmurowychbiurowcach, gdzie jest sterylnie i bezosobowoprzy okazjiaplikowania sobie codziennej dawki ołowiu w pogoni za rozszalałymikierowcami MZK, którzy czerpią radość z zamknięcia drzwi przednosem. Nie wiemczy w epoce znikających zawodów ludwisarzy czypołykaczy ognia i w erzezamrażania ciał w ciekłym azocie lubwódki w tubkach wypada mieć takie poglądy,ale ja takie mam.Odrobinę się uniosłam. Fotka odzwierciedlająca mojeuczucia.Arcydzieło filmowe moim zdaniem -„Dzisiejsze czasy” CharlieChaplina z Charlie Chaplinem w roli głównejoczywiście. Tematbędzie prawdopodobnie aktualny do końca świata a może idłużej.Znikam na kilka dni w Bieszczadyżeby naładować akumulatoryi nie będzie lepienia a malkontenctwo, frustracja itemu podobnezostaną przepędzone na cztery wiatry mam nadzieję. Do następnegorazu. Zajmowanie się przez większączęść naszego życia,czymś, co nas niewiele zajmuje, prowadzi doniewrażliwości. Tenbrak wrażliwości objawia się coraz natarczywiej w naszymżyciu.Coraz więcej ludzi umiera na raka, powietrze i żywność są zatrute,atymczasem wciąż produkuje się szkodliwe związki chemiczne i całąmasęniepotrzebnych rzeczy. To napędza koniunkturę przemysłufarmaceutycznego ibiznes się kręci. Jest wzrost gospodarczy,nawet, jeślifaktyczna jakość życia spada. Jest to cynicznywyścig, służący jedynie temu,aby zapewnić sobie doraźnie środkido istnienia…Choć spotykam ludzi, którzy chcążyć prawdziwie,słuchają tego, co tak naprawdę jest dla nich ważne, co im dajeradość. Ludzi, którzy mając jakieś ideały, długo szukają i nie mogąznaleźćsobie atrakcyjnej pracy. Nie znajdują, bo myślą, że ktośim podsunie ich własnąbajkę….Paweł Listwanfragmenty – „Klub ludzi antykariery”–www.wegetarianski.plPozdrowienia i gratulacje dla wszystkich, którzy dobrnęli dokońca.Grażynaśroda, 23 lutego 2011Dzień dziś miałam jakby walec pomnie przejechał i spłaszczył jak psaHackelbery a wczorajekstrakcję ząbka, więc odrobina malkontenctwa musi dzisiajznaleźćswoje ujście.Znowu zmieniłam szablon bloga jakwidać a podejmowaniedecyzji trwało dobre pół dnia, więc jeśli ktoś wszedł wponiedziałek to, mógł być w szoku, bo szablon, co kilka minutzmieniał się jakw kalejdoskopie. Stanęło właśnie na tym i jest ondość dobrze dopracowany, co wiem dopiero po pół roku prowadzeniabloga a wszystkieelementy układają się w nim jak w puzlach, alejest też dość rozpowszechniony imam nadzieję, że nie będzie sięjeszcze bardziej rozpowszechniał, bo znowu będękombinować. Niechcę, ale muszę.Jeśli chodzi o rękoczynydekupażowe jakoś nie mogłamskończyć tych kilku prac, bo ciągle coś mi się niepodobało ibłądziłam z kolejnymi pomysłami jak dziecko we mgle. Główny celbył,ale jakoś po drodze się rozmył, ponieważ chciałam zobaczyćjak wyglądają różnekolory farby rzucone na białe tło a potemprzetarte, ale ponieważ nie mamcierpliwości żeby coś na suchowypróbować, to po przecierkach było malowanieżeby potem znowu cośprzecierać. Taki dekupażowy efekt jojo. Szafeczkę nakluczezrobiłam z taką właśnie przecierką, ale jej nie pokażę, bo jestzupełniedo bani i będzie dłuugie szlifowanko a do tegoszlifowanka ustawiła się już kolejkajak przed Kasprowym. I tak napierwszy ogień idzie wieszak, bo jakoś mi wyszedłi nie będę naniego zrzędzić.Na chusteczniku zadebiutowałam zpastą strukturalną iszablonem a czaiłam się do tego od kilku miesięcy, bowydawało misię, że to tylko dla noblistów. Póki, co to próba mikrofonu, bopasta, którą kupiłam jakaś mocno chropowata i nie tego się po niejspodziewałama pasta postarzająca z kolei dotarła nie w tymkolorze, w którym zamówiłam, alebyć może to wszystko jest rąbkiemu spódnicy. Postarzyłam go dość mocno, bowrzucenie serwetki zewstążką w kolorach landrynek na „nagi” chustecznikspowodowałolekkie mdłości od nadmiaru słodyczy i musiałam ją czymśzrównoważyćtym bardziej, że małżonek łypał okiem trochęnieprzychylnie i nawet odważył sięcoś mruknąć.O desce niewiele mam do powiedzenia poza tym, żepierwszy razcieniowałam różnymi kolorami no i można by te cienienazwać - przepraszamy, żeżyjemy, mimo, że za każdym razemobiecuję sobie, że zrobię je z większymrozmachem to kończy siętak samo – cieni widać tyle, co kot napłakał. Ot -blaski i cieniecieniowania. Przypomniało mi się jak w szkole średniejnauczycielod fizyki zapytał jednego z ancymonów klasowych ile waży cień a ów się zaczął zastanawiać i niestety niepamiętam już czy padła jakaś odpowiedź.Kuferek jest z recyklingu i wygląda jakby wieleprzeszedł, a to,dlatego, że naprawdę wiele przeszedł, ponieważkupiłam go w secend handzie iżałuję, że nie zrobiłam zdjęcia,przed przeszlifowaniem, albowiem ktoś również debiutował na nim zdecoupage i wyszło coś, co można streścić w trzechwielokrotniecytowanych na tym, blogu słowach: pomalować, nalepić i już,ale jeszcze modlić się żeby się nieodkleiło, bo końcówki motywówpowiewały jak chorągwie na sztormowym wietrze. Statystycznie rzecz ujmującszklanka jest dzisiaj do połowypusta, ale takie dni też się zdarzają i częstobywają dość cenne wżyciorysie a przy okazji chciałabym postawić dość odkrywcząhipotezę naukową taką mianowicie, że jest korelacja międzynastawieniempsychicznym a efektami uzyskanymi mając jednak całyczas na uwadze tę drugąpełną połowę szklanki.Życie jest jak jazda narowerze. Żeby utrzymać równowagęmusisz poruszać się naprzód.Podobno Albert Einstein  wtorek, 08 lutego 2011Wariacje natemat bluszczaO ile miałam wielką ochotę naoplątanie bluszczemwszystkiego, co mi wpadło w ręce tak ten bluszczowy kompletnarazie odarł mnie z dalszej ochoty na ozdabianie nim czegokolwiek,bo wycinaniego to neverending story i tylko wyrobienie sobieodpowiednio zagęszczonychruchów i kombinacji co wyciąć, a cozostawić pozwoliło mi jakoś doczołgać się docelu. Poza tymwszędzie ścinki podobnie jak przy toile de youy, odleżyny napaluchach, ale w końcu decoupage jak każda inna pasja posiada plusydodatnie iminusy ujemne a to, co najlepsze tkwi na samym końcu,który jak horyzontpojawia się i znika a wszystko trwa dłużej niżsię planowało. Pomyśleć, żeprzez moment przyszło mi do głowywycieniowanie tego bluszcza. Nie żebym byłaniezadowolona wręczprzeciwnie zupełnie nie było powodu do rozdzierania szat,pomysłynasuwały się płynnie jak cumulusy jeden po drugim i mimo całejgamyemocji kołysały się one bardzo równomiernie i w rezultacienic bym nie zmieniłatym bardziej, że cierpliwość to podobnołagodna forma rozpaczy uchodząca zacnotę, więc postanowiłamwypróbować czy rzeczywiście działa i zastanowiłam sięnatychmiastczy nie powinnam powoli przymierzać się do wywieszenia białejflagi? Ale o czym będę wtedy pisać?Pierwsza jest karafeczka dlaMireczka, w której będzienaleweczka, że tak powiem podwójnym rymem. Tooczywiście prezent zokazji zbliżających się imienin Mirosława, który nie czytablogawięc spokojnie mogę wrzucić tę karafkę.Cały komplet powstawał zprzeznaczeniem dla faceta, więcmusiałam naradzić się ze swoim osobistymanimusem, aby ozdobić gow sposób odpowiedni dla męskiego osobnika, stąd tenmęski zegareki odrobina alkoholu, które są tu moim zdaniem bardzo na miejscu,ale nie wiem czy nie myślę stereotypowo. Użyłam jednoskładnikowegocracle,którego wciąż trzymam się dość kurczowo, ponieważ zdwuskładnikowcem jakoś nieudaje mi się zaprzyjaźnić, bo kolejnepróby używania go zapewne w sposóbnieodpowiedni powodowały, żepęknięcia były a jakoby ich w ogóle nie było ipomyślałam sobie,że decoupage to chyba jedyna dziedzina, gdzie pęknięcia sąniedość, że bardzo pożądane to jeszcze romantyczne. Jeśli być marnym musisz to choć wtłumie.niedziela, 30 stycznia 2011Historiażółtej serwetki i dwa cieniasyOprócz dekupażowania słoików pokawie trzymam w nich farby ilakiery, których oryginalne opakowania się zapaćkałyi za każdymrazem trzeba walczyć z otwarciem ich a czasami trzeba wręczuruchomićmężczyznę do tego zadania. Gdzieś już pisałam, żewynikiem walki jednegowieczoru  było trzyczwarte fluggera nadywanie meblach i na moich dżinsach (dlajasności bez udziału mężczyzny, bocenzura nie śpi), z czego poopanowaniu sytuacji najbardziej żal mi było? Fluggeraoczywiście.Obecnie nie ma już śladów po tej przygodzie jedynie dywan jestodrobinęszorstki i nie należy stawać bosą stopą w tym miejscu, bomoże się lekko poszarpać.Można to  nazwaćekstremalny  decoupage i jak upadek z koniakiedyś musiał nastąpića brzmi jak z pamiętnika młodejdekupażystki (stażem oczywiście). W końcu niemusisz być zielonymdolarem żeby każdemu się podobać niestety znowu nie wiem,kto topowiedział, ale nobel dla niego powinien być gratis. Z pewnościąosobydekupażujące mają swoje historie na tematy wylanychlakierów, farb, nieudanychprac i tym podobne. Na jakimś forum widziałam jak dziewczyny odważyły siępokazać swoje nieudaneprace i zaśmiewały się przy tym do łez a ponieważ poniżej będą mojeśrednio udane dwa słoiki też można będzie.Te słoiki nawiązują do dawno,temu zrobionych przedmiotów zserwetki ze wzorem toile de youy. Taki był plan,aby poszerzać tenmotyw na kolejne przedmioty, które będą tworzyć jakąś całość żebydom nie wyglądał jak labirynt dla odmiany szalonej dekupażystki.Będą służyły dokawy i innych jej pokrewnych substancji, ale niedo końca wiem, do jakich, bo największybędzie zapewne do kawy,średniak do..…..no nie wiem, a najmniejszy…...też nie wiem.Wkażdym razie na razie i tak będą stały w kącie. Zabawa przywycinaniu tychmotywów jest przednia i najlepiej przygotować odrazu odkurzacz albo porządnieoszmacić wokół siebie teren łącznieze sobą, bo ubranko się robi we wzorek typumelanż.I wspomniane słoiki z serii burasy-cieniasy,ale jak pytałammęża czy je wrzucać na bloga to powiedział, że tak, więc jeśliktoś zemdleje patrząc na nie to przez niego. Jakiś lekkoszowinistyczny tenwpis mi dzisiaj wyszedł. To, co wytworzyłam ostatnio razemz burymi, bo wiadomo jakwszyscy to wszyscy burzy też.A to tzw. sztuczny tłok, czyli całarodzina toilowa jeszczeciągle rozwojowa. Placu mi brakowało żeby to wszystkozmieścić.I jeszcze zagadka związana z tymzdjęciem - co jest bardziejszalonego od  jednego szalonego kota? Choć muszęprzyznać, że Roman z każdym dniemrobi się poważniejszym ibardziej odpowiedzialnym za swoje czyny kotem a jakwkrótce straciswoją męskość będzie do rany przyłóż. I znowu szowinistycznie i dotego jeszcze makabrycznie. To chyba znikam.Lepiej zużywać się niż rdzewieć.wtorek, 25 stycznia 2011Decoupage nawysokościach                                                                                                                                   Przyszła kolej na ozdobieniepawlacza z boazerii, bo o ilepółkę mam nad samą głową i ją zauważyłam dośćszybko to on taksobie smętnie wisiał aż dostałam olśnienia – jak to może sobietakspokojnie wisieć? Pawlacz typowo przydasiowy zawiera mojeubraniao numer mniejsze niż ja obecna, ale nie ma jeszczedramatu, bookazuje się, że byłam kiedyś całkiem szczupła tylko tego niewiedziałam wiem to, od kiedy się w te ubrania przestałam mieścić.Jednak powóddo zamartwiania się przez lata był a teraz chciałabymoczywiście te kilogramyzgubić, ale coś trzeba w tym kierunkurobić a nie tylko siedzieć i lepić.Od kiedy wzięłam się za dekupażowanie sięgam w ramachoszczędności po ubrania z niego aponieważ górne partie ciała niezdążyły mi urosnąć proporcjonalnie w porównaniu z dolnymi tojeszcze się wcisnę w jakąś bluzkę lub sweterek i zostaje trochękasy na serwetki i pudełkazamiast ciuchów a następnie robięmiejsce na kolejne serwetki i pudełka zamiastciuchów. Samekorzyści.Pawlacz pomalowałam jasnym beżem dekoralu, przypatynowałam tui ówdzie brązem  i wycieniowałam motywy mieszankami brązu akwiatki mieszanką brązu z różem, bo w pierwszej wersji róż, którydobrałam był  wręcz odblaskowy i musiałam go odrobinęspacyfikować. Praca na nim nie była zbyt wygodna, bo nawysokościach, mimo, że zdejmowałamdrzwiczki z zawiasów to i takmusiałam skakać po taboretach jak  kozica bez formy, ale przyjemna, bo był całkiem spory obszar do zdekupażowania, coprzecież bardzo lubię.Jak wiele musimy powiedzieć by nas usłyszano gdymilczymy?niedziela, 16 stycznia 2011Nowy rok sprzyja nowympostanowieniom jak powszechniewiadomo, więc i ja postanowiłam coś postanowić wkwestii decoupageoczywiście. Postanowiłam, że wszystko, co będę zamierzała robićmabyć dokładnie zaplanowane i przemyślane a celem tak rozpaczliwegokroku mabyć okiełznanie mojego decozapędu, który funduje minieprzewidziane skutki, przezco żółć mię zalewa czasami, którajak wiadomo zaburza pole widzenia. Hmm….Jeśli chodzi o dzisiejsze prace naniektórych wykorzystałamponownie motyw z bardzo niegrzeczną młodzieżą i rzeczywiście niebyło wielkich wydarzeń w trakcie, co jest być może oznaką wyżejwymienionych przemyśleńi postanowień a być może kwestiąprzypadku.Choć zawsze coś, bo szafka naklucze ma na sobie ze trzykolory farby, ponieważ nie podobały mi się kolejne topróbowałamnastępnych a potem wymyśliłam, że może by tak zastosować podwójnyshabby shic jednak się nie udało, bo środkowy beż nie chciał zemnąwspółpracować i nie dał się wydłubać spod spodu, zapewne,dlatego, że niepotraktowałam go świecą i w rezultacie niezostałam wielką innowatorką.Podkładki są trochę z innej bajkiniż poprzednie prace, boinna kolorystyka  i zdaje mi się, że trochę za dużo żółcidałam, o której już była dzisiaj mowa i inny motyw w postaci pani,którajak widać występuje w stroju Ewy a być może jest to samapani Ewa z bluszczem,na który ostatnio choruję i na pewno gowkrótce wykorzystam na większą skalę.Trochę nietypowo ten bluszcztu się wije, bo robi za listek figowy. No i mężowi siępodobają.I wszystkie moje ostatnie prace zebranew małe stadko i odziwo nie ma Romana, bo gdzieś się zapodział a przecież onteż maspore parcie na szkło.Każdemu pragnieniu trzeba zadaćpytanie,co będzie jeżeli się nie ziścii co będzie jeżeli się ziści.Epikurniedziela, 09 stycznia 2011Pogniewałam się chwilowo na mocnecieniowanie, mazanie,postarzanie i na niektóre anioły i zrobiłam, co nieco nabiałymtle. Oblepiłam kilka szklanych opakowań po różnej maścisubstancjach icieczach tak na bardzo szybko, bo jak nie wyjdzieto trudno a wszystko po tożeby poprawić swoje samopoczucie poostatnim pudełku. Nie dość, że prosto igładko poszło to jeszczeświat uratowałam przed kilkoma odpadami a moje ego niepopadło wruinę psychiczną. Żeby tak recykling rozumu można było sobiezrobić. Na słoiki musiałam wykombinować trochęptaków z innychserwetek, bo przecież ptaki na słoikach po kawie są niezbędne,alemusiałam dokonać na nich szybkiej ewolucji kolorystycznej, bo niedo końcabyłyby wplecione w krajobrazy.Butelka ze zdemoralizowanąmłodzieżą, której miłośćprzypieczętowałam stemplami poszła gładko o, tyle, że to,cozostało nalepione wymyśliłam od razu a potemdługo  poszukiwałam jeszczeczegoś  sama nie wiem, czego późniejznużyłam się tymi poszukiwaniami i nalepiłam to, co widać iw rezultacie to ona najbardziej misię podoba i jeszczewykorzystam ten pomysł. Do wykonania niebieskiejmonochromatycznej butelkiprzywołany został wzór na  obwód okręgu, ale ponieważserwetki się rozciągnęły po wpływem kleju to wzór nie zadziałał. Tooczywiścienie był mój pomysł, ale jak się ma w domu umysł ścisłyto trzeba się liczyć zprzymusem uruchomienia lewej półkulimózgowej nawet do dekupożownia bynajmniejnie przeze mnie. I jeszcze butelka ruda, z której najmniejjestem zadowolonai zastanawiałam się czy w ogóle ją wrzucać, ale ponieważw tłowszedł najpopularniejszy aktor drugiego planu, czyli Romankot-palikot bardzo harmonizującykolorystycznie z butelką podczaszabiegów higienicznych to uznałam, że jednak muszęjąwrzucić.Na końcu moje szklane wytwory wcałości dodatkowo z małymwazonikiem a w tle  znowu różne części ciałaśpiącego Romana wystająceto tu to tam spoza moichwytworów.Bądź odważny. A jeżeli nie jesteś udawaj, że jesteśnikt nie zauważy różnicy.  poniedziałek, 03 stycznia 2011Może nie zrobiłam wielu rzeczy zaniołami, ale ilość aniołówna tych rzeczach jest całkiem pokaźna. Z malutkimibrązowymi napudełku stoczyłam małą walkę, bo nie dały się przylepić tam gdziechciałam wkońcu stwierdziłam, róbta co chceta i wylądowały takielekko wykoślawione tymbardziej, że każdy motyw ma inny sobietylko właściwy kierunek.Przeszłam do następnego motywu –pięknej anielicy, która jakwidać wiele przeszła mimo młodego wieku. Zaczęłosię od tego, żeprzykleiła się sama do siebie i został na niej szpetny klej,czegonie było widać od razu, ale dopiero jak wyschła. Usiłowałam tozatuszowaćfarbą, jakieś cienie, mazania itp., ale efekt był wręczpowalająco obezwładniający. Po tym zabiegumocno namiękła, więczaczęła odstawać od pudełka no i zrobiła się brzydka. Cozrobiłamjak zaczęła brzydko wyglądać? W ramach odnowy biologicznejnakleiłamna tę oszpeconą drugą taką samą anielicę i zaczęłyodstawać podwójnie właściwie całkiemlogicznie się zachowały, aleja po raz pierwszy miałam ochotę wyrzucić przez okno nietylkopudełko, ale i wszystkie serwetki, papiery, kleje, lakieryitd…..Odpuściłam sobie kilka dni.Postanowiłam zeszlifowaćpudełko do zera, gdy raptem w trakcie szlifowaniaanielica niewiem już, która, bo mi się trochę wymieszały zaczęła się wyłaniaćjakoś interesująco i mimo wielkich zniszczeń na jej pięknym cielezaczęła misię podobać. Znowu zadziałała moja odkrywcza teoria, żeproces niszczenia możebyć twórczy i chyba ją opatentuję. Anielicęwycięłam z Werandy, gdzie reklamujepewną firmę i mam nadzieję, żeta firma nie pozwie mnie do sądu za uprawianiedecoupage kosztemjej wizerunku, który przecież mógłby ulec zachwianiu. Pozatymobie przeszłyśmy dużo a pudło pójdzie do kąta przechowywaćzdjęcia.Jeszcze obrazek z tym samymmotywem, ale poszło gładkoi anielica siedzi na nim piękna i pełna godnościoraz lampion jakoprzydawka, bo bez anioła, ale kolor i drugi motyw z tej samejbajki. Lampionybyły jedynym akcentem świątecznym w tym roku, bonie było choinki gdyż Roman mógłby znowu mieć problemyneurologiczne od kręcenia łepkiem zataką ilością bodźców na raz.To moje pierwsze prace w szarościach może poza meblami,ale w końcu wielu rzeczy jeszcze nie robiłam,wielu nie umiem,obok wielu nawet nie stałam a ponieważ planów mam, co niemiara,bo z każdego kąta domu wyzierają do mnie nowe pomysły, dobrze, żejeszcze głosów żadnych nie słyszę, to może dam radę czegoś jeszczesię nauczyć.A ponieważ jakoś tak czasu ciągle brak, to na mnieteż  najwyższy czas, bokiedyś już to już pisałam i zaczynamsię powtarzać.Aniołem człowieka jest czas.Friedrich SchillerPnWtŚrCzPtSoN      123456789101112131415161718192021222324252627282930      Zakładki:Moje interesyMoje praceMoje ulubioneMój drugi światSklepy dekupażoweSklepy domoweZ wiejskaZupełnie inna bajka