52.231359 21.0221599

Centrum Bankowo-Finansowe „Nowy Świat” S.A.

Pokaż kontakt e-mail, www
Poproś o ofertę
Umów spotkanie

ul. Nowy Świat 6/12Warszawa

Zadzwoń i poinformuj Firmę, że dzwonisz z nf.pl

lub podaj numer telefonu i poczekaj na kontakt od firmy

O nas

Ile w tym wszystkim prawdy? Czas nieubłaganie zaciera
kolejne ślady. Świadkowie tamtych czasów odchodzą – a do
tych, którzy jeszcze zostali, coraz trudniej jest dotrzeć.
Dlatego, jeżeli dysponujecie Państwo zdjęciami i innymi
pamiątkami związanymi z historią dawnej siedziby KC PZPR,
jeżeli znacie fakty, które Waszym zdaniem mogłyby rzucić
ciekawe światło na dzieje tego miejsca - prosimy o kontakt.
Najciekawsze materiały zamieścimy na naszych stronach.
Pierwsza była myśl podbudowana ideą zebrania w jednym
miejscu wszystkich ówczesnych ośrodków decyzyjnych. Myśl i
idea legły u podstaw decyzji o budowie budynku, w którym
znajdą siedziby wszystkie partie popierające powojenną
rzeczywistość. Polska Partia Robotnicza – PPR
Polska Partia Socjalistyczna – PPS
Polskie Stronnictwo Ludowe – PSL
Stronnictwo Ludowe – SL
Stronnictwo Demokratyczne – SD
Stronnictwo Pracy – SP. Zadanie projektowe powierzono „Tygrysom” –
Władysławowi Kłyszewskiemu,
Jerzemu Mokrzyńskiemu i Eugeniuszowi Wierzbickiemu
– powstałemu w 1936 roku zespołowi architektów. Na etapie
projektowania twórcy gmachu przyjęli pewne
założenia wynikające z fascynacji „nowym”, nawiązując do
pojawiających się sygnałów o mającej powstać manierze w sztuce
noszącej później miano socrealizmu. Stara szkoła nie pozwalała
jednak „Tygrysom” na bezpośrednie przeniesienie zamysłu
architektonicznego z ulicy Marszałkowskiej w rejon Muzeum
Narodowego. Przyjęli, iż ich projekt będzie wpisywał się w
istniejącą częściowo, południową pierzeję Alei
Jerozolimskich, zabudowaną już Muzeum Narodowym oraz budynkiem
Banku Gospodarstwa Krajowego. Uznali, że istniejące budynki
powinny być powiązane z konstrukcją, która nie będzie raziła
swoim monumentalizmem. Autorzy idei współpracy wszystkich sił
politycznych uważali, że wspólna siedziba partii będzie
emanowała atmosferą władzy i czynu, która powinna być
przekazywana robotniczym masom. Dlatego „Tygrysy” na osi
północ-południe w parterze zaprojektowali filary tworzące
prześwity. Lud pracujący miast i wsi, udając się do
amfiteatru, który miał powstać u zbiegu ulicy Książęcej i
Placu Trzech Krzyży (w miejscy dzisiejszego Holland Parku),
przechodziłby pod filarami budynku i nasycał się wielkością
władzy, którą dzierżył poprzez swoich przedstawicieli
urzędujących w tym budynku, a następnie wyrażał swoje poparcie
dla tej władzy na manifestacjach organizowanych w amfiteatrze.
Po drodze, zbyt rozgrzani uniesieniem wewnętrznym mieli studzić się
w fontannie, która miała powstać w miejscu kamienic przy ulicy
Nowy Świat 2 i 4. Pierwotny projekt przewidywał, iż budynek będzie
miał tylko 6 kondygnacji naziemnych w skrzydłach od Nowego
Światu i Muzeum Narodowego – czyli parter, antresolę oraz 4 piętra,
tak, aby nawiązywał do sąsiedniego Muzeum Narodowego. Łączniki
od Alei Jerozolimskich i ul. Książęcej, pod którymi mieli
przechodzić podążający do amfiteatru, miały mieć w tej
sytuacji tylko po 4 piętra, aby swoim ogromem nie przytłaczały
przechodniów. Jednocześnie, aby przywódcy mogli przekazywać ludowi
swoje przesłania, zaprojektowano na wysokości pierwszego
piętra w łącznikach balkony, na które mieli wychodzić w
trakcie przemarszów i pochodów manifestującej ludności.
Ponadto nad balkonem od strony ulicy Książęcej zbudowano
zadaszenie – tak, aby osoby na nim przebywające nie mokły w
czasie deszczu. Zadaszenie miało być podtrzymywane przez
kariatydy ustawione na cokołach balkonu. Piętro piąte powstało już
w trakcie budowy i względy konstrukcyjne spowodowały, że jest
ono cofnięte do wnętrza budynku, poprzez co powstał wokół
piątego piętra, zarówno na zewnątrz jak i od środka budynku,
taras, którym można obejść budynek dookoła. Ciekawostką jest to, że
budynek usytuowano skośnie w stosunku do osi Nowego Światu.
Stało się tak z uwagi na pozostałe po pożodze wojennej
kasztanowce rosnące poprzednio na podwórku
zburzonej kamienicy. Całkowity brak zieleni na ulicy Nowy
Świat spowodował, iż zdecydowano się zachować jedyne
istniejące przy tej ulicy drzewa. Wkomponowano je
w otoczenie budynku z zachowaniem możliwości ich
pielęgnacji. W obiegu była również informacja, że skos miał
nawiązywać do osi Alei Ujazdowskich – tak, aby przemarsze pod
filarami budynku odbywały się w kierunku na obecną Kancelarię
Prezesa Rady Ministrów (w owym czasie planowano tam
umieścić siedzibę Rady Państwa, o czym do dziś świadczą
stylizowane litery RP w drzwiach wejściowych do Kancelarii), a
następnie na Belweder będący siedzibą Bolesława Bieruta. Gmach
wzniesiono w latach 1948-1952 ze składek –
cegiełek rozprowadzanych wśród całego społeczeństwa. Wykup
cegiełek nie zawsze odbywał się w sposób dobrowolny. Od
momentu narysowania pierwszej kreski na
arkuszach projektowych, aż do przecięcia wstęgi na wejściu do
budynku, wszystko było dziełem myśli i rąk polskich. Duży
wkład w wykonawstwo ozdobne budynku wnieśli prywatni
rzemieślnicy. Balustrady, poręcze i ozdobne kraty są
dziełem rodzimych artystów - kowali. Jedynym „elementem obcym”
są schody otaczające budynek z trzech stron. Od ulicy
Książęcej, Nowego Światu oraz Al. Jerozolimskich znajdują się
schody i płyty wykonane z granitu, który jest materiałem
rozbiórkowym z mauzoleum Hindenburga wybudowanym przez Niemców
na polach Grunwaldu. Idea i decyzje leżące u podstaw powstawania
budynku zmieniały się wraz ze zmianą sytuacji politycznej. W
1948 roku zjednoczeniu uległy partie PPR i PPS, w wyniku czego
powstała PZPR. W tym samym roku PSL zjednoczyło się ze
Stronnictwem Ludowym tworząc ZSL, a dwa lata później, w
wyniku przejścia większości działaczy ze Stronnictwa Pracy do
Stronnictwa Demokratycznego, działalność SP została zawieszona
i na placu boju pozostało SD. Tak więc, nim zakończono w 1952
roku budowę Domu Partii, z dotychczasowych sześciu ugrupowań
chętnych do zamieszkania w budynku zostały już tylko trzy. PSL
po zjednoczeniu nabrało jednak apetytu na bardziej samodzielny
byt i zaczęło myśleć o własnej siedzibie pod nazwą
„Dom Chłopa”. Podobnie postąpiło SD, uzyskując własną siedzibę
przy ulicy Rutkowskiego (obecnie Chmielnej). W „Domu Partii”
pozostała osamotniona Polska Zjednoczona Partia Robotnicza.
Sama nazwa obiektu, która przez taki obrót spraw nabrała zgoła
innego niż pierwotne znaczenia, pozostawała w powszechnym
użyciu do końca lat sześćdziesiątych. W
latach siedemdziesiątych w potocznym użyciu znalazła się nazwa
„Biały Dom” nawiązująca do amerykańskiego ośrodka władzy.
Właśnie poczucie władzy spowodowało, że kolejną nazwą
rozpowszechnianą w tym czasie była nazwa „Gmach KC PZPR”,
która w latach osiemdziesiątych skróciła się tylko do
nazwy „KC”. Do pierwszej połowy lat siedemdziesiątych w gmachu
swoją siedzibę miały: Komitet Centralny PZPR, Komitet
Wojewódzki PZPR oraz Komitet Warszawski PZPR. Po reformie
administracyjnej Polski w latach siedemdziesiątych rozwiązano
Komitet Wojewódzki PZPR, natomiast Komitet Warszawski
przeniósł się na ulicę Chopina. Na placu boju pozostał tylko
Komitet Centralny PZPR. Gabinet Przewodniczącego Partii Bolesława
Bieruta, zajmowany następnie przez kolejnych Pierwszych
Sekretarzy KC PZPR - Edwarda Ochaba, Władysława Gomułkę oraz
Edwarda Gierka, znajdował się na pierwszym piętrze, w łączniku
od strony ul. Książęcej. Za czasów Gierka gabinet przebudowano
na sale konferencyjne. Sam Gierek przeniósł się w
początku lat siedemdziesiątych na pierwsze piętro wschodniego
skrzydła gmachu. W nowo urządzonych wnętrzach urzędowali po
nim kolejni Pierwsi Sekretarze: Stanisław Kania, Wojciech
Jaruzelski i Franciszek Rakowski. Piąte piętro było świadkiem
posiedzeń plenarnych KC PZPR. W okresie Gomułki jednak raz w
roku, 31 grudnia, zmieniało swój charakter. Przestawało być
miejscem spotkań i narad aktywu partyjnego a stawało się
miejscem zabawy sylwestrowej. Jak głosi legenda, Władysław
Gomułka – słynący ze swojego zamiłowania do oszczędności – w
tym dniu zmieniał się w rozrzutnika i pozwalał sobie na
zapalenie całego papierosa, podczas gdy na co dzień
papieros taki starczał mu na dwa razy. W rzeczywistości
towarzysz Wiesław zwykł palić papierosy o nazwie „Nowe”, które
były dwa razy krótsze od innych dostępnych na rynku. Ktoś
obserwujący to z boku mógł odnieść wrażenie, że I Sekretarz
wyciąga z cygarniczki nadpalone wcześniej do połowy i
zaoszczędzone w ten sposób na „drugą turę” papierosy… Sposób
poruszania się po obiekcie przez poszczególne osoby
był regulowany według sztywnych zasad. Bierut i Ochab
wchodzili do budynku osobnym wejściem, usytuowanym
w narożniku ulic Książęcej i Nowego Światu (obecne
wejście B). Tam wsiadali do windy, którą obsługiwała przy
pomocy korby windziarka, i jechali na pierwsze piętro do
swojego gabinetu – bez obawy, że po drodze spotkają się z kimś
niechcianym. Winda obsługująca Pierwszych Sekretarzy miała
wyjście na dwie strony tylko na parterze oraz na pierwszym
piętrze. Na wszystkich pozostałych piętrach miała tylko jedno
wyjście na klatkę schodową. Prawo wyłączności do korzystania z
wejścia B zachował również Gomułka. Windę obsługiwał w
momencie wjazdu na górę jego adiutant. Od czasów Edwarda
Gierka I Sekretarz KC PZPR wchodził do budynku wejściem
głównym. Jest w „Białym Domu” jeszcze jedna klatka schodowa, z
której korzystać prawo miał jedynie I Sekretarz. Jej
wąskie schodki prowadziły z gabinetu na I piętrze w dół, nieco
poniżej poziomu holu głównego. Stąd, wydzielonym korytarzem,
dochodziło się do niewielkiej sali kinowej. Aktualnie w
wyremontowanej i oddanej do użytku przestrzeni mieści się sala
konferencyjna a wieczorami ku uciesze kinomanów działa Kino
KC. Wejściem głównym do budynku mogli wchodzić tylko
Sekretarze KC, Członkowie Biura Politycznego i Zastępcy
Członków Biura Politycznego – no i oczywiście Członkowie
Komitetu Centralnego PZPR. Pozostałe osoby pracujące w budynku
wchodziły obecnym wejściem C. Interesanci i goście zaproszeni
wchodzili do Biura Przepustek od ul. Nowy Świat. Tam, po
uzyskaniu przepustki, obecną klatką C wjeżdżali na określone
piętro i udawali się we wskazane na przepustce miejsce, obchodząc
budynek dookoła korytarzami 2, 3 i 4 piętra. Na teren
dziedzińca Domu Partii wjeżdżały wyłącznie limuzyny Sekretarzy
KC i Członków Biura Politycznego oraz ich
Zastępców. Towarzysze zajmujący niższe szczeble, jak chociażby
sekretarze wojewódzcy, mogli co najwyżej pozostawić swoje samochody
pod filarami od strony Alei Jerozolimskich. Hierarchizacja
stanowisk partyjnych miała swoje odbicie także w wystroju
pomieszczeń. Inne wyposażenie pokoju
przysługiwało Instruktorowi KC, inne Kierownikowi Wydziału a
jeszcze inne Sekretarzom KC. Niektórzy, bardziej obrotni
lokatorzy budynku, potrafili jednak uwić sobie bardzo wygodne
gniazdka z dala od I piętra zajmowanego przez najwyższe władze
– w zakątkach, do których nie docierali zaufani ludzie I
Sekretarza. Koniecznym elementem wyposażenia prawie każdego
pokoju była szafa metalowa. Ważniejsze osoby miały też
obowiązkowo małe sejfy. Warto przy tym wspomnieć, że
Członkowie Biura Politycznego KC PZPR i Zastępcy Członków
Biura Politycznego, którzy nie byli jednocześnie Sekretarzami
KC, nie posiadali w „Białym Domu” swoich gabinetów. Zdarzyło
się dwukrotnie w historii budynku za czasów PZPR, że w sposób
niekontrolowany i bez przepustki mógł do niego
wejść każdy, kto chciał. W roku 1956 na widok publiczny
w holu głównym wystawiono ciało Bolesława Bieruta. Chętni
sprawdzenia, czy Bierut naprawdę umarł, wchodzili schodami na
taras od strony Muzeum Narodowego, przechodzili przed trumną
ustawioną na podeście przy obecnej klatce A, po czym
wychodzili wejściem głównym na zewnątrz. Do gmachu mógł wejść
też każdy, kto skorzystał z zaproszenia na otwarte spotkanie
z młodzieżą zorganizowane w styczniu 1989 roku w stołówce
KC PZPR. To spotkanie było pierwszym oficjalnym sygnałem, że
władza chce i będzie rozmawiała ze społeczeństwem inaczej jak
tylko przy pomocy aparatu ucisku. Była to też
próba uwiarygodnienia rozmów, jakie toczyli poufnie ludzie
skupieni wokół Andrzeja Stelmachowskiego z Sekretarzem KC PZPR
Józefem Czyrkiem. Konsekwencją tego spotkania w stołówce KC
były późniejsze wydarzenia Okrągłego Stołu… Pomimo upływu
czasu, do dziś jeszcze wiele elementów budynku daje
wyobrażenie o standardzie pracy, jaki zapewnili sobie
dawni partyjni notable. Od lat pięćdziesiątych do dnia
dzisiejszego w niezmienionym kształcie zachowała się sala na V
piętrze, która w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych
była salą posiedzeń plenarnych KC PZPR. Oryginalny stół
prezydialny, pamiętający jeszcze Bolesława Bieruta, dziś służy
maklerom Warszawskiej Giełdy Towarowej. Prawie niezmieniony od
1952 roku wygląd zachowała również przestronna stołówka. Obie
sale konferencyjne na pierwszym piętrze, zajmujące
przestrzeń pierwszego gabinetu I Sekretarzy, do dzisiaj
wyposażone są w oryginalne, pieczołowicie konserwowane krzesła
i imponujące w swych rozmiarach i kunszcie wykonania
stoły konferencyjne. Drewnianą, intarsjowaną posadzkę
pokrywają, tkane na specjalne zamówienie KC, dywany z Kowar.
Opuszczając gmach KC PZPR partyjni dygnitarze pozostawili po
sobie trochę pamiątek stanowiących szczególne
świadectwo minionej epoki. Piwnice Białego Domu kryją do dziś
opasłe roczniki „Trybuny Ludu”, „O Trwały Pokój i
Demokrację Ludową”, „Chłopskiej Drogi”, „Robotnika”. Są tu i
takie skarby jak dziesiątki fotografii Pierwszych
Sekretarzy, zamknięte na cztery spusty tajemnicze szafy
pancerne, do których klucze dawno poginęły czy wreszcie
imponujących rozmiarów popiersie Lenina, wystawiane w Sali
Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki podczas
kolejnych Zjazdów PZPR. Najważniejszy budynek PRL przez lata
obrósł w liczne legendy - podobne legendom właściwym wszystkim
obiektom, do których dostęp mieli przez lata tylko wybrani.
Jak wieść niesie, tajemniczymi podziemnymi korytarzami można
się było niegdyś przedostać do Pałacu Kultury albo na sekretny
peron kolejowy, z którego, w sytuacji zagrożenia, dygnitarze
mogliby uciec pociągiem do Moskwy. Podobno do wykonania
instalacji ogrzewania stropowego budowniczowie wykorzystali
lufy czołgów porzuconych przez uciekającą ze stolicy niemiecką
armię, legendarnych nomen omen „Tygrysów”. Ekipy remontujące
biura dawnych partyjnych aparatczyków snuły zaś opowieści o
znajdowanych w ścianach podejrzanych otworach i
kanalikach, które z pewnością musiały kiedyś kryć jakieś
urządzenia podsłuchowe