51.7544535 18.0706394

Redakcja Dwutygodnika Diecezji Kaliskiej OPIEKUN

Pokaż kontakt e-mail, www
Poproś o ofertę
Umów spotkanie

ul. Widok 80Nowe Skalmierzyce

Zadzwoń i poinformuj Firmę, że dzwonisz z nf.pl

lub podaj numer telefonu i poczekaj na kontakt od firmy

O nas

2014-06-06 14:22:09Niczym siedem sakramentów śladami św.FranciszkaProcesja z bazyliki do kaplicy Stygmatów na wzgórzu La Verna„Patrzyłam na przepiękny widok, jaki się rozpościerał przedmoimi oczami z Sacro Speco i cieszyłam się cisząi spokojem. Obok mnie młoda dziewczyna nuciła jakąś pięknąpiosenkę po włosku. Gdzieś zza pleców dochodziły do mnie jedynieciche odgłosy kroków przechodzących ludzi. I tak sobiemyślałam, że to może św. Franciszek przechodzi za moimiplecami...”Takimi wrażeniami podzieliła się ze mną jednaz pielgrzymkowych sióstr i ja się jej wcale nie dziwię.Sam kilkakrotnie niemal fizycznie czułem obecność św. Franciszkaw miejscach, które Bóg pozwolił nam odwiedzić. Jak napisałemwe wstępniaku w poprzednim numerze, przeżycie momentukanonizacji było niesamowite mimo trudności, a może właśniedzięki trudnościom. I było najważniejsze w naszejpielgrzymce. Ale bez tego „dotknięcia” tajemnicy św. Franciszka, tapielgrzymka byłaby znacznie uboższa. No i nie byłaby jedynąw swoim rodzaju. Przyznam się, że miałem trochę wątpliwości napoczątku, jeszcze na etapie tworzenia programu z ks. DariuszemKwiatkowskim. No bo ruszać na pielgrzymkę śladami św. Franciszkai ominąć Asyż? Moje najukochańsze miejsce na świecie? Jednakw Asyżu byliśmy podczas pielgrzymki beatyfikacyjnej, wiadomobyło, że będą tam – jak zawsze – ogromne tabuny ludzi,a miejsc naznaczonych obecnością Biedaczyny z Asyżu jesttak wiele, że i tak wszystkich nie „dotkniemy”...I w ten sposób ostatecznie zdecydowaliśmy się na siedemcudownych miejsc św. Franciszka.Sacro Speco: woda w winoDzień wcześniej byliśmy w Rzymie i oprócz mieszkańcówbyło nas tam około miliona! Nie powiem, trochę był ścisk... Dlategokiedy z samego rana w poniedziałek docieramy do SacroSpeco w pobliżu miasteczka Narni, aż się nie chce wierzyć, żemoże być takie miejsce, niemal puste i tak pełne spokoju.Franciszek przybył tu niemal 801 lat przed nami i stwierdził,że pobenedyktyński klasztor może być świetnym miejscem na duchowyodpoczynek. I właśnie to wszystko, co franciszkańskie można tuznaleźć do dziś: mistykę, poezję, miłość i pokój. Oprócz nasjest tu kilka młodych osób, które najwyraźniej odbywają jakąś formęrekolekcji. Nie rozmawiają, modlą się, kontemplują, jednadziewczyna siedzi na murku i cicho śpiewa (pięknie). My,niestety, jakby trochę mniej w kontemplacji. Co chwila ktoś domnie podchodzi i pyta: „A gdzie jest ten kasztanowiec, coto wyrósł w miejscu gdzie Franciszek wbił ten kostur, którymsię podpierał? Co?? Na górze? Kurka wodna! Nie zauważyłem! Muszęzrobić zdjęcie! To ja się szybko wrócę! Zdążę?”Właśnie, oprócz wspomnianego kasztanowca, groty, w którejmodlił się św. Franciszek (nazwa Sacro Speco, czyli Święta Grotajest wspólna dla wielu miejsc, w których św. Franciszekupatrzył sobie takie właśnie szczeliny pomiędzy skałami, gdziespędzał nieraz nawet całe noce), tutaj właśnie miał mieć miejscecud przemiany wody w wino. Chory Franciszek miał poprosićo wino, a kiedy powiedziano mu, że nie mają, nakazałzaczerpnąć wody ze źródła, która stała się winem. Takie rzeczy totylko Pan Jezus. No i jeszcze Franciszek. Bardzo się tumodliłem, aby Jezus pomagał nam przemieniać wodę naszych dobrychintencji w wino dokonań. Bo ciągle gdzieś w pół drogi sięzatrzymujemy, a właściwie na samym jej początku. Niby chcemysię dać pociągnąć tym miejscom św. Franciszka, przeżyć naszerekolekcje, uczyć się od niego, ale zdjęcie trzeba zrobić i nagorąco wymienić uwagi... „A gdzie ta studnia była, coz niej wzięli wodę i stała się winem? W tymwirydarzu? Muszę tam lecieć, bo nie mam zdjęcia...”Ale też wielu z nas chciało tam pozostać, choćby i całydzień...Greccio: nie był księdzem???W roku 1223 
św. Franciszek, będąc pod wrażeniem swojejmodlitwy przy relikwiach żłóbka w Bazylice Santa MariaMaggiore w Rzymie, najpierw poprosił papieża Honoriusza IIIo zgodę, a następnie udał się do Greccio, gdzie mieszkałjego dobry przyjaciel Giovanni Velita, aby tam świętować BożeNarodzenie inaczej niż dotychczas. „Byśmy dogłębnie uświadomilisobie to, w jakich warunkach przyszło na świat Boże Dziecięi wszystkie te niewygody musiało znosić, jak np. to, że leżałow żłóbku na sianie pomiędzy wołem a osłem, chciałbymodtworzyć to wszystko bardzo wyraziście. Dokładnie tak, jakbym towidział na własne oczy” - taka była wola św. Franciszka. I taksię stało. Św. Franciszek kochał Boże Narodzenie i uważał, żew tym dniu nawet ściany domów należy nacierać słoniną, jeżelisame nie mogą spożyć świątecznego mięsa. Ktoś z naszychw Greccio bardzo się zdziwił, kiedy dotarło do niego, żeFranciszek nie był księdzem, a jedynie diakonem. Chciał, abyw zakonie wszyscy byli równi. Aby nikt się nie wywyższał. Aleprzede wszystkim chciał zachować w sobie postawę dziecka,postawę dziecięctwa. Dziecka, które wie, że wszystko ma za darmo odojca. O to się modliliśmy w Greccio dla nas wszystkich,i dla tych którzy nas prosili o modlitwę: o pokoręi postawę dziecięctwa. Aby tak, jak Franciszek stawał siędzieckiem z Dziecięciem, tak każdy z nas pamiętał, żewszystko mamy za darmo od Ojca, który nas kocha.Fonte Colombo: tak się nie da żyć!Tutaj Franciszek napisał regułę zakonu, która nie przypadła dogustu jego współbraciom. Widzieliśmy to na płaskorzeźbie:Franciszek dyktuje regułę Leonowi, Leon pisze, a braciaprowincjałowie się buntują. Na to wszystko przychodzi Pan Jezusi mówi: „Franciszku, nic, co jest w tej regule, niepochodzi od ciebie, tylko jest Moje”. Pan Jezus ukazał się nadrzewie, które zwaliło się w XVII wieku i sporządzonoz niego płaskorzeźbę, o której mowa. W ziemipozostał tylko pień (i teraz pewnie niektórzyz uczestników naszej pielgrzymki rwą sobie włosy z głowy:„Przecież ja nie widziałem tego pnia! Gdzie on był?”). Alenajbardziej szokujące jest to, że bracia Franciszka twierdzili, żenie da się żyć według tej reguły! Kiedy pierwsza jej wersja niezostała zatwierdzona przez papieża, Franciszek dyktuje drugąwersję, a jego najbardziej zaufany brat Eliasz, który wówczaspełnił funkcję przełożonego po prostu... gubi tekst reguły!I właśnie w Fonte Colombo Franciszek pisze ją jeszczeraz, a bracia prowincjalni przybyli tu za nim, żeby jeszczeczegoś bardziej surowego nie wymyślił! I wtedy ukazuje sięJezus i mówi, że reguła jest od Niego. Opiera się ona natrzech cytatach z Ewangelii, bo Franciszek chce żyć Ewangeliąi chce żyć w zgodzie z Kościołem. Żyć Ewangeliąi żyć w zgodzie z Kościołem, nawet jeśli niewszystko układa się dobrze. Franciszek w Fonte Colombo poddałsię również operacji oczu (biskup go zmusił, a Franciszek byłposłuszny), niestety nieskutecznej, ale przecież zawsze widział to,co najważniejsze. My natomiast choć mamy zdrowe oczy, nie potrafimydostrzec tego, co najważniejsze. Widzimy to, co chcemy widzieć.Poggio Bustone: buongiorno dobrzy ludzie!Tak naprawdę to już zwątpiliśmy, że uda nam się dotrzeć do PoggioBustone. Padał deszcz, wiedzieliśmy, że o 19.00 wszystkobędzie zamknięte, a droga była kręta i mgła odbierałanadzieję choćby na piękne widoki. Bo wszystkie miejsca, któreFranciszek wybierał na swoje pustelnie i miejsca modlitwy,zapierają dech w piersiach przez widoki, które się z nichrozciągają. A jednak się udało! Króciutka wizytai modlitwa w miejscu, do którego Franciszek przybyłz sześcioma braćmi, i z którego, kiedy doszło dwóchnowych, po raz pierwszy rozesłał ich po dwóch na cztery stronyświata, aby głosili pokój. Tu Święty przyznał się publiczniew kazaniu, że jadł słoninę w poście i tutaj otrzymałod Boga zapewnienie, że będą mu przebaczone jego grzechy,a jego zakon rozprzestrzeni się po świecie. Bo on wcale niemiał pewności! Ten rys franciszkowej niepewności i pojawianiesię Anioła, aby go pocieszyć, szczególnie nas zadziwił, jużw Sacro Speco, a także tutaj. Co nam zostało z tegomiejsca? Podobno Franciszek kiedy tu przybył, wszystkich witał:„Dzień dobry dobrzy ludzie”. Po dziś dzień mieszkańcy PoggioBustone są dumni, że Franciszek nazwał ich „dobrymi”i w jego święto 4 października wysłannik miastaz bębnem chodzi od domu do domu i pozdrawia ludzi jakFranciszek ponad 800 lat temu. I my też zaczęliśmy się takpozdrawiać. Niektórzy (jak ks. Alfred) nawet nauczyli się włoskiejwersji: „Buongiorno, buona gente!”Gubbio: wariaci, wilk i zakrystiaW Gubbio nasza przewodniczka mówiła nam wiele o sławiewariatów, jaką cieszą się mieszkańcy tego ślicznego miasteczka,którzy kiedyś poszli nawet do papieża z pytaniem, dlaczegochoć w ich mieście jest kilka szpitali, nie ma  żadnegoośrodka dla psychicznie chorych. Papież miał odpowiedzieć, że gdychodzi o Gubbio, wystarczy zamknąć jego bramy i nikogonie wypuszczać na zewnątrz, bo to jeden wielki dom wariatów. Alenas bardziej interesują związki miasta ze św. Franciszkiem. Jestzima 1206 roku i biedny z własnego wyboru Franciszekwyrusza z Asyżu do Gubbio, gdzie od zawsze miał wypróbowanychprzyjaciół, pośród których był również Federico Spadalonga. Towłaśnie Fryderyk przyjął go w swoim domu, ubrałi nakarmił. Później Franciszek przeniesie się do szpitala dlatrędowatych, którym będzie usługiwał. Chociaż powszechnie uważasię, że kluczowym momentem nawrócenia św. Franciszka byłodoświadczenie Jezusa przemawiającego do niego z krzyżaw kościółku San Damiano, to jednak sam Franciszek uznał zanajważniejsze spotkanie z trędowatymi w Gubbio. Ważnymmiejscem w Gubbio jest kościół jego imienia, w którym jużw 1256 roku była sprawowana liturgia, choć ukończono go niecopóźniej. Co ciekawe, najistotniejszym dzisiaj miejscem jest...zakrystia, bo jak wynika z wykopalisk archeologicznych, towłaśnie tutaj znajdowało się miejsce, gdzie przez kilka miesięcyznalazł schronienie Biedaczyna z Asyżu. Z Gubbiozapamiętamy również wilka, który był „straszny i dziki,pożerał nie tylko zwierzęta, lecz i ludzi, tak że wszyscymieszkańcy w wielkim żyli strachu”. Św. Franciszek postanowiłpomóc ludziom, ale również wilkowi, ku któremu bez obaw wyszedł,pobłogosławił go i pouczył. I od tej pory skończyły sięproblemy i dla ludzi i dla wilka. Nasza przewodniczkauważa, że mogło chodzić o korupcję, która była dużym problememtamtych czasów (nie tylko tamtych), a Franciszek swoją postawąmiał pomóc w jej ukróceniu. Dla nas pozostanie w pamięcispotkanie z cierpiącymi, które przemieniło Franciszka,a także wartość prawdziwej przyjaźni. Dobrze mieć takiegoFryderyka zawsze w odwodzie...La Verna: czy ja się nie pomyliłem?Być może najpiękniejsze miejsce. Franciszek La Vernę uznał za swojąukochaną górę i tam najpełniej zjednoczył sięz cierpiącym Chrystusem poprzez stygmaty. Tym, co mnieszczególnie uderza podczas całej naszej pielgrzymki śladamiFranciszka, są jego wątpliwości. Tutaj na La Vernie Franciszeknadal pyta Jezusa: „Czy ja się nie pomyliłem?” Chciał żyć pięknemi prostotą Ewangelii, a tymczasem wokół niego zgromadziłosię już z pięć tysięcy braci, z których część nie mazamiaru żyć regułą, którą Jezus mu podyktował. Ale Jezus zapewnia,że jego zakon przetrwa aż do dnia sądu i że ma się niemartwić, że część braci nie przestrzega reguły. Jeszcze objawiaJezus Franciszkowi, że skały na La Vernie popękały w momencieJego śmierci na Golgocie. Tutaj rozmawia z Franciszkiem Maryjai aniołowie go pocieszają. Znowu.14 bądź 15 września 1224 roku podczas ostatniego pobytu na LaVernie podczas postu ku czci św. Michała Archanioła Franciszekotrzymał stygmaty. Od 1432 roku zakonnicy mieszkającyw konwencie La Verna codziennie o godzinie 15.00 pomodlitwie brewiarzowej ruszają w procesji z bazylikiWniebowzięcia do kaplicy Stygmatów. Legenda mówi, że raz sięzdarzyło pewnego zimowego dnia, że braciom nie chciało się iść naprocesję. Dzień później zauważyli na śniegu ślady... zwierząt,które zamiast nich poszły do kaplicy Stygmatów. Od tego dnia niezaniedbali już tej procesji.Mieliśmy możliwość uczestniczyć w tej niesamowitej ceremonii.Choć nie rozumieliśmy tekstów modlitw po łacinie, to jednakczuliśmy mistycyzm miejsca i sytuacji. Również tutaj,chciałoby się zostać na dłużej. Może kiedyś Franciszek znowu nastam przyprowadzi, a tymczasem tutaj kończy się naszechrześcijańskie wtajemniczenie w „sakramenty” obecnościFranciszka.Zaraz, zaraz: a gdzie siódme miejsce?No właśnie, jeśli ktoś dobrze liczy, to nie może się doliczyćsiódmego „sakramentu”. Siódmego miejsca obecności i spotkaniaze św. Franciszkiem. Pisaliśmy o nim przed dwoma tygodniami.Siódmym miejscem jest Rzym. Jakkolwiek bardzo kochał swojepustelnie, małe kościółki, które remontował, swoje góryi lasy, to jednak punktem odniesienia zawsze był dlaFranciszka Rzym. Jakkolwiek był „rewolucjonistą” i zmieniłoblicze Kościoła, niczego nie czynił bez aprobaty papieża. To jestważna nauka: patrzeć na Kościół i pytać Kościół, kiedyzaczynam, a nie prosić o błogosławieństwo, kiedy mamproblem. Nawet swoją pierwszą pasterkę wśród żywych zwierzątw Greccio zorganizował na podstawie papieskiej zgody. Jakże tozupełnie inaczej wygląda dzisiaj... A św. Franciszek, kiedyszedł do Rzymu, a był tam kilka razy, najpierw szedł naLateran do urzędującego papieża, a na końcu do grobu św.Piotra. W tej kolejności. I tego też chcemy się od niegonauczyć, choćby chodziło o grób św. Jana Pawła II.ks. Andrzej Antoni KlimekDodaj komentarz